Wróć na

Tym handlowano podczas okupacji. Aż trudno w to uwierzyć

33
Podziel się

W przygniecionej tragedią wojny Polsce handlowano wszystkim. Aby się utrzymać, a zwykle tylko po to, by przeżyć, nasi dziadkowie musieli wznosić się na wyżyny pomysłowości. Jakie były największe, zapomniane „przeboje” czarnego rynku z lat 1939-1945?

Handlarki na warszawskim targowisku. Fotografia z marca 1944 roku.
Handlarki na warszawskim targowisku. Fotografia z marca 1944 roku. (Domena publiczna)

W literackim reportażu z lat II wojny światowej Aleksander Maliszewski pisał:

„To, co dawniej legalnie kupowałeś w sklepie, teraz nielegalnie kupujesz u swojego kolegi w warsztacie, w biurze, w urzędzie lub ostatecznie na ulicy lub targu. Powstał i rozszerzył się cały nielegalny handel i przemysł”.

Skala tego procederu była gigantyczna. Historycy oceniają, że w żadnym mieście okupowanej Europy czarny rynek nie rozwinął się na tak ogromną skalę, jak w Warszawie. W jego ramach handlowano różnościami, w które czasem aż trudno uwierzyć. Oto cztery przykłady.

1. Zużyte fusy z kawy i herbaty

W latach wojny herbata i kawa stały się towarami absolutnie deficytowymi. Ich cena wzrosła tak bardzo, że znalazły się daleko poza zasięgiem zwykłych Polaków. Zakup nawet jednej puszki herbaty czy kawy mógł stworzyć prawdziwą wyrwę w domowym budżecie. W efekcie niegdyś zwyczajne, codzienne napoje zaczęto konsumować tylko od święta lub robiono to wybitnie oszczędnymi metodami.

Fusy herbaciane z powodzeniem zalewano wielokrotnie. Przy dobrej jakościowo mieszance, nawet po kilkukrotnym potraktowaniu wrzątkiem uzyskiwano względnie aromatyczny i niepozbawiony koloru napar. Z kolei fusy z prawdziwej czarnej kawy zamiast do śmietnika, trafiały… na czarny rynek.

Wspominała o tym Hanna Kramar-Mintkiewicz - córka oficera, który został zmobilizowany w 1939 roku i po zakończeniu kampanii wrześniowej nie wrócił już do domu. Utrzymanie rodziny spadło zatem na barki matki, która zajmowała się pieczeniem i gotowaniem. W relacji Hanny Kramat-Mintkiewicz można przeczytać:

Mama robiła wszystko, i piekła jakieś torty, i piekła jakieś pasztety, i dostarczała to do jakichś sklepów, do jakichś kawiarni […]

Wśród wypiekanych ciast znajdowały się też i te o smaku kawowym. W czasach niedoborów nikt nie mógł sobie pozwolić na zużywanie do nich prawdziwej, świeżej kawy. W kawiarniach kupowało się zatem zużyte fusy kawowe i to właśnie one lądowały w cieście.

2. Kocie mięso udające… królicze tuszki

W obliczu chronicznych niedoborów mięsa, jakie zapanowały w miastach okupowanej Polski, pojawiło się wielu cwaniaków chcących dobrze zarobić na niedoli sąsiadów. Zamiast z narażeniem życia szmuglować żywność ze wsi, woleli oszukiwać swoich klientów i opychać im to, co mieli pod ręką. Tym sposobem okupacja wyraźnie odcisnęła swoje piętno na bezpieczeństwie… kotów.

Los domowych myszołapów, które wpadały w ręce takiego kanciarza, był przypieczętowany. Bardzo szybko traciły głowę, były oskórowane i pozbawiane ogona oraz łap, po czym lądowały na straganie jako tuszka z królika. W pewnym sensie do łask wróciła tradycja kulinarna poprzednich stuleci.

Handlarze z kamienną twarzą zachwalali świeżutkie mięso, twierdząc, że doskonale nadaje się ono na potrawkę. W ten sposób dał się nabrać między innymi powstaniec warszawski Wiesław Lechowicz. Po latach wspominał przeprowadzoną transakcję:

Zapłaciłem, ile chciała, królika pod pachę i prędko z powrotem. Przyniosłem tego królika. Wszyscy wierzyli, że to królik, ja też wierzyłem, że to królik. Ale znalazł się taki, który rozpoznał, mówi: „Słuchaj, tyś kupił kota, a nie królika”.

Podobnie traktowano także psy oraz gołębie.

3. Pestki (i wcale nie chodzi o naboje)

Może bo brzmieć dość zaskakująco, ale wojenne poradniki gospodarstwa domowego zalecały gromadzenie pestek owocowych. Należało zbierać je w małych torebkach lub woreczkach, segregując wedle gatunku. W domu pestki można było wykorzystać do przygotowywania nalewek. Wychodząc na targowisko dało się jednak zrobić na nich lepszy interes!

Jak pisały Halina Bielińska i Maria Krüger w swojej okupacyjnej książeczce "Nie wyrzucaj pieniędzy za okno. Poradnik dla pani domu":

Przed wojną cena sprzedażna pestek jabłkowych wynosiła około 60 zł za kilogram. Zbieranie tych odpadków można śmiało powierzyć dzieciom.

Z pestkami był tylko jeden, zasadniczy problem. Jeśli chciało się je skupować lub nimi handlować, przez nieporozumienie można było nabyć coś zgoła innego. W okupacyjnej gwarze pestkami nazywano przecież naboje.

4. Żółwie na mięso (prosto z niemieckiego wagonu)

Na czarnym rynku handlowali nie tylko Polacy. Duża część towarów dostawała się do nielegalnego obiegu z inicjatywy skorumpowanych Niemców, którzy tym sposobem dorabiali sobie na boku. To za ich pośrednictwem polscy handlarze kupili kilka pełnych wagonów żywności, przeznaczonych dla… nazistowskich fabryk zbrojeniowych!

Warszawscy cwaniacy kupili kota w worku, o czym przekonali się, gdy po otwarciu wagonów okazało się, że te są pełne żółwi wiezionych z południa Europy w celu przerobienia na konserwy.

Polacy nie stracili rezonu. Zamiast panikować, natychmiast wprowadzili zwierzęta do obrotu. Niektórzy kupowali je jako egzotycznych pupili, cała reszta po prostu zamierzała je zjeść. W menu stołecznych restauracji pojawiła się najprawdziwsza zupa żółwiowa, a nie jak do tej pory podrabiany erzac z języków cielęcych. Zwyczajny warszawiak mógł spróbować takich frykasów we własnym domu. Wystarczyło wybrać się na plac Kercelego po świeżutkiego żółwia.

Aleksandra Zaprutko-Janicka – historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016).

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

KOMENTARZE
(33)
AXI
8 miesięcy temu
Kiedyś w stanie wojennym przechodziłem obok sklepu sportowego. Przed sklepem ustawiła się błyskawicznie kolejka. Pytam co rzucili ? Pada odpowiedź-kawę. W kryzysie tak to już jest... Z moich kronik rodzinnych wynika, że najtrudniej było na początku wojny. Ludzie mentalnie i organizacyjnie nie byli przygotowani. Po załamaniu polskiego frontu przeszły wycofujące się wojska polskie (konfiskata aprowizacyjna wszystkiego co jadalne). Za nimi weszły wojska niemieckie (konfiskata wszystkiego dotychczas nieskonfiskowanego). Po Niemcach weszli Rosjanie (totalny rabunek). Po ustabilizowaniu stref wpływów -ponownie weszli Niemcy (kontrybucja). To, że ceny poszybowały w kosmos nikogo nie martwiło, bo za żadne pieniądze nie dało się kupić, tego, czego zwyczajnie nie było. Co głodny człowiek może zjeść, to dzisiejszej młodzieży nawet się nie śni.
liv
8 miesięcy temu
Jakich "nazistowskich fabryk zbrojeniowych" ????????? To były NIEMIECKIE fabryki zbrojeniowe.
MŚLĄCY
8 miesięcy temu
I po co to powstanie te 5 miesięcy można było jakoś przetrzymać i ludzie by ocaleli i warszawa by została cała
mordercy
8 miesięcy temu
Co oni zrobili z tym miastem, z tym krajem z tymi ludżmi................
POLAK
8 miesięcy temu
Czy historia czegoś nas w końcu nauczy czy dalej nie.Mówiono,że Polska to mocarstwo,chronią nas silne sojusze,Nie oddamy ani guzika.Okazało się,że oddaliśmy wszystko w kilka dni,Sojusznicy zniknęli,pakty poszły do kosza.Gdyby sowieci nas nie napadli to też byśmy przegrali z Niemcami może tydzień póżniej ale przegralibyśmy i to też wszyscy wiedzą.Sowieci nas nienawidzili jeszcze z czasu rozbiorów a potem cudu nad Wisłą.Zemścili się na nas jak tylko pojawiła się okazja.A że martwy wróg jest lepszy od żywego to wymordowali naszych by nie stważali kiedyś im zagrożenia.Wałęsa wygnał Rosję z Polski.Oni nas tak samo nienawidzą jak Niemcy,Ukraińcy.Ale my kochamy USA.Oby ta przyjażń nie skończyła się całkowitą klapą kiedyś.A dziesiętki tysiące Ukraińców na naszej ziemi obecnie też się zemści kiedyś.Niemcy to też przyjaciele z przymusu.Jesteśmy sami jak palec.I w razie czego nikt nie pomoże.Historia do powtórki.Jakoś w tych czasach trzeba było żyć.Więc było jak było.
Najnowsze komentarze (33)
Slejter
6 miesięcy temu
Szkoda że dziś nie ma chętnych na kotki.
kate
7 miesięcy temu
a ja w stanie wojennym w 1982r. we wrocławskim PDT miałam możliwość kupić skórzane kozaczki na zamek , wysokie do kolan , w moim rozmiarze za niewielkie pieniądze - nowe ! był tylko jeden mankament - oba były na lewą nogę! nie do uwierzenia
eh
8 miesięcy temu
pisząc takie sensacje , powinno sie napisać o przyczynach takiego stanu- co to ma być
As
8 miesięcy temu
Nie nazistowskich fabryk, ale niemieckich fabryk. To tak, dla informacji.
osiemdziesięc...
8 miesięcy temu
"Przed wojną cena sprzedażna pestek jabłkowych wynosiła około 60 zł za kilogram". To błąd albo przejęzyczenie. Przed wojną cena jabłek oscylowała wokół 40 groszy, więc pestki po nich nie mogły aż tyle kosztować. Przypominam, że w II Rzeczypospolitej wartość złotówki była wielokrotnie wyższa niż dziś i ówczesne ceny podstawowych produktów mogą zaskakiwać. Na przykład: Chleb - 30 groszy Jajo - 2gr - 4 gr 1 litr mleka - 30 groszy 1 kg mąki - 45 groszy 1kg mięsa lub słoniny - 1,50 groszy 1 kg cukru - 1 zł 05 groszy 1 kg ziemniaków - 10 groszy.
Uśmiech
8 miesięcy temu
Ciekawe jak zachowają się dzisiejsi MŁODZI WSZYSTKO WIEDZĄCY PATRIOCI jak im rządzący jedyni słuszni wyłączą elektryczność ?. Pouczający byłby to eksperyment - DZIEŃ BEZ PRĄDU np. w Sopocie czy w Koninie .
śmok
8 miesięcy temu
A u kałbojów grali ,pili i tańczyli ,teraz przyjechali robić bajzel na nowo.
gapa
8 miesięcy temu
nie bylo tak zle
B52
8 miesięcy temu
a PO wyzwoleniu przyszła moda na mirabelki i szczaw
syn
8 miesięcy temu
Mama moja przeżyła okupację1939- do 1944 r w Warszawie , tzn do wyjścia z Warszawy do Pruszkowa, przez całe powstanie warszawskie obsługiwała kuchnię powstańczą przy ul.Koszykowej,my Polacy jesteśmy na prawdę pomysłowym narodem jeśli chodzi o konsumpcję.Opowiadała o handlu i w jaki sposób warszawiacy kombinowali z jedzeniem,nie było tak źle,żołnierze niemeiccy byli różni, można było z niektórymi załatwić jedzonko za wymianę.
7UP
8 miesięcy temu
Biedne kotki...... :((((((
wania
8 miesięcy temu
A co robili ci A Korzuchy oddajcie.
slawek
8 miesięcy temu
No tak ze handlowano mieniem pożydowskim lub z Gettem Milczenie jak gdyby tych ludzi wtedy juz nie było
liv
8 miesięcy temu
Jakich "nazistowskich fabryk zbrojeniowych" ????????? To były NIEMIECKIE fabryki zbrojeniowe.
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić