19-latek wyciągany siłą z taksówki. Dziennikarz o systemie mobilizacji w Ukrainie

W Ukrainie krąży nagranie z Odessy, na którym widać jak osoby w mundurach siłą wyciągają 19-latka z taksówki i używają gazu łzawiącego w obecności jego partnerki. Sprawa wywołała duże poruszenie, a dziennikarz Ołeh Biłecki w rozmowie z "Faktem" wskazuje, że podobne incydenty wzmacniają debatę o tym, jak powinien działać system mobilizacji.

.19-latek wyciągany siłą z taksówki. Dziennikarz o systemie mobilizacji w Ukrainie
Źródło zdjęć: © Facebook, Instagram
Edyta Tomaszewska

W sieci krąży nagranie z ulic Odessy na którym widzimy, jak młody mężczyzna jest wyciągany z samochodu siłą, a wobec pary użyto gazu. Ukraińskie media relacjonowały jednocześnie, że miejscowe centrum rekrutacyjne przekazało, iż jedna z osób widocznych na nagraniu nie jest jego pracownikiem.

Ołeh Biłecki w rozmowie z "Faktem" podkreślał, że na tym etapie nie ma pełnej jasności, kto brał udział w zdarzeniu.

Z tego, co widzę w otwartych źródłach i mediach, miejscowe centrum rekrutacyjne twierdzi, że osoba widoczna na nagraniu, która dopuściła się tych bezprawnych działań wobec młodego Ukraińca, nie należy do tej placówki - mówił.

WIDEO
Zełenski "w najlepszej pozycji politycznej od lat". Ma wzrost o 8 pkt. proc.


Według dziennikarza kluczowe jest ustalenie, czy na filmie widać członka grupy mobilizacyjnej, czy możliwy jest inny scenariusz, w tym prowokacja. Zaznaczał, że bez odpowiedzi na pytania o tożsamość i rolę osób z nagrania nie da się rzetelnie ocenić, z jaką sytuacją mamy do czynienia.

Mobilizacja w Ukrainie: spór dotyczy metod, nie samej potrzeby

Biłecki przypominał, że kontrowersje związane z mobilizacją pojawiały się już wcześniej, a Odessa należy do miast, gdzie podobne sytuacje występują relatywnie często. W jego ocenie źródłem napięć jest skala wyzwania, z jakim mierzy się państwo w warunkach wojny wywołanej rosyjską inwazją.

Dziennikarz opowiadał, że sam wielokrotnie widywał na ulicach grupy zajmujące się mobilizacją i był przez nie kontrolowany. Zwracał uwagę, że dla wielu Ukraińców sama obecność takich patroli stała się codziennością, natomiast emocje wywołują konkretne zachowania i sposób prowadzenia działań.

Różne postawy wobec poboru i ryzyko dezinformacji

Biłecki wskazywał, że w społeczeństwie można spotkać odmienne podejście do powołania do wojska. Od osób, które nie zgłaszają się na ochotnika, ale zakładają, że w razie wezwania stawią się do służby, po tych, które silnie obawiają się mobilizacji i ograniczają aktywność, by nie natknąć się na grupy mobilizacyjne.

Ukraińskie wojsko nigdy wcześniej nie musiało prowadzić mobilizacji na taką skalę jak obecnie. Wojna wymaga ogromnej liczby ludzi i nie ma co tego ukrywać. Metody, które działały wcześniej, po prostu nie są dostosowane do realiów wojennych — wskazuje rozmówca "Faktu".

Rozmówca "Faktu" zwracał też uwagę, że napięcia wokół poboru są wykorzystywane w działaniach dezinformacyjnych. Według niego Rosjanie sięgają m.in. po fałszywe nagrania tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, które mogą pogłębiać niechęć do wojska i dzielić społeczeństwo. Jednocześnie zastrzegał, że nie przesądza, iż właśnie tak było w przypadku zdarzenia w Odessie.

Na obecnym etapie, jak podkreślał Biłecki, kluczowe będą dalsze ustalenia. Jeśli osoba używająca przemocy nie była pracownikiem centrum rekrutacyjnego, konieczne jest wyjaśnienie, kim była, dlaczego działała w taki sposób oraz w jakich okolicznościach powstało nagranie.

Wybrane dla Ciebie