4 sierpnia 25-letni Adrian trafił na SOR w Łęczycy z bólem w okolicach brzucha. Po badaniu lekarz miał rozpoznać zapalenie trzustki i zdecydowano o przyjęciu go na oddział chirurgiczny. Bliscy podkreślają, że w pierwszych dniach hospitalizacji stan pacjenta się poprawiał, a leczenie obejmowało m.in. leki i kroplówki.
Według relacji rodziny sytuacja zmieniła się w czwartek, kiedy mężczyzna stał się niespokojny, a później miały pojawić się omamy. Bliscy deklarują, że sygnalizowali to personelowi. Matka 25-latka przekazała, że 8 sierpnia spędziła z synem cały dzień i zwracała uwagę, że objawy mogły mieć związek z podawanymi lekami. Rodzina zaznacza też, że badania krwi miały wykluczyć alkohol i inne używki.
Tragiczne informacje nadeszły 9 sierpnia. – Wyszliśmy od niego w sobotę około godz. 21.30. Byłam pełna obaw. W niedzielę (9 sierpnia) po godz. 6.30 dostaliśmy telefon, że syn nie żyje. Nasz świat się wtedy zatrzymał – mówi w rozmowie z dziennikiem matka, pani Agnieszka.
Zostało nam puste łóżko. Poszliśmy do lekarza, aby wyjaśnił nam, co właściwie się stało. Lekarz powiedział nam, że po północy syn miał być pobudzony i agresywny. Powiedziałem, że trzeba było go przywiązać pasami do łóżka, a doktor stwierdził, że nie było takiej potrzeby – mówił "Dziennikowi Łódzkiemu" ojciec Adriana.
Stanowisko szpitala. Monitoring i brak podstaw do przymusu
Rzecznik prasowy ZOZ w Łęczycy Monika Staruszkiewicz poinformowała, że pacjent nie kwalifikował się do zastosowania przymusu bezpośredniego. Jak przekazała, przeniesiono go do sali naprzeciw dyżurki pielęgniarskiej, a personel prowadził stały monitoring.
Szpital potwierdza, że 9 sierpnia na terenie placówki doszło do zdarzenia, w którym pacjent wyskoczył z okna piątego piętra oddziału chirurgicznego. Personel miał natychmiast rozpocząć czynności ratunkowe i przewieźć mężczyznę na blok operacyjny, jednak życia 25-latka nie udało się uratować. Placówka wskazuje również, że o sprawie niezwłocznie powiadomiono policję, a dodatkowo powołano komisję do zbadania zdarzenia niepożądanego – dodaje dziennik.
Pełnomocnik rodziny, adwokat Paweł Śmiałek, przekazał, że bliscy złożyli wnioski dowodowe, by ustalić przebieg wydarzeń związanych ze śmiercią Adriana. Zaznaczył, że rodzina oczekuje przede wszystkim wyjaśnień, co dokładnie stało się w dniu zdarzenia, a sprawa trafiła także do rzecznika praw pacjenta.
– Rodzina ma bardzo duże wątpliwości w zakresie dawkowania leków, stosowanej farmakologii, a także opieki sprawowanej nad Adrianem – komentuje w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" Śmiałek.
Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Łęczycy. Prokurator Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, przekazał, że bezpośrednią przyczyną zgonu były obrażenia wielonarządowe typowe dla upadku z wysokości. W śledztwie zgromadzono dokumentację medyczną, przesłuchano część personelu i wykonano oględziny miejsca zdarzenia. Prokuratura otrzymała też opinię posekcyjną oraz ekspertyzę toksykologiczną.
Postępowanie skoncentruje się na wyjaśnieniu, czy wobec mężczyzny wdrożono odpowiednie leczenie, a co za tym idzie czy zastosowane leki miały wpływ na jego wyskoczenie z okna – cytuje "Dziennik Łódzki" prokuratora Jasiaka.
Śledztwo dotyczy podejrzenia nieumyślnego spowodowania śmierci, za które grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.