Jak podaje dziennik, w środę 2 września wśród rodziców ruszyła dyskusja o szkolnych obiadach. Kotlet miał być twardy i suchy, niejadalna kasza, a zupa przypominać błoto. Niektóre dzieci nic nie jadły w szkole z tego powodu. Następnie miało dochodzić do opóźnień w wydawaniu posiłków, małych porcji czy brudnych naczyń.
Na wrzesień wykupiono 720 posiłków, a już w połowie września zrezygnowało z nich nawet 340 rodziców. Za żywienie uczniów odpowiedzialne jest konsorcjum reprezentowane przez Kamila Stopikowskiego, prowadzącego w Gdańsku spółkę Investo. Do firmy już wcześniej były zastrzeżenia. Chodziło m.in. o przechowywanie żywności, porządek w miejscu przygotowania posiłków oraz sposób postępowania z odpadami – opisuje "Gazeta Wyborcza".
8 września rada rodziców złożyła wniosek o wypowiedzenie umowy firmie obsługującej stołówkę. W środę dyrekcja wezwała sanepid po tym, jak nie otrzymała od ajenta kompletu dokumentów i książeczek zdrowia pracowników kuchni. Równolegle rodzice zapowiadali, że chcą nie tylko formalnych wyjaśnień, ale także realnej kontroli tego, jak działa stołówka – podaje dziennik.
Na czwartek na godz. 18 zwołano spotkanie z rodzicami. Przedstawiciel firmy ani nikt z urzędu się nie pojawił. Z tego m.in. powodu spadła liczba chętnych na obiad o prawie 250 osób.
Rada rodziców 11 września zawiadomiła Państwową Inspekcję Pracy i wnioskowała o kontrolę legalności zatrudnienia w stołówce. Dzień później wysłała pismo do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, wskazując wątpliwości dotyczące zgodności umowy z treścią wybranej oferty i dokumentacją zamówienia – dodaje "Gazeta Wyborcza".
Rodzice prosili też o wyjaśnienia dyrekcję szkoły oraz Dzielnicowe Biuro Finansów Oświaty, które odpowiada za nadzór nad prawidłową realizacją zamówień publicznych na rzecz placówek oświatowych w tej części Warszawy. Jej przedstawiciele przekonują, że szkoła postąpiła prawidłowo, zawierając umowę z konsorcjum i nie miała podstaw, by wykluczyć firmę.
Przed zawarciem umowy wykonawca poinformował, że posiłki będzie przygotowywać inny kucharz niż osoba wskazana uprzednio w wykazie osób. Konieczne jest ustalenie: kto był kucharzem wyznaczonym w ofercie, ile punktów przyznano za jego doświadczenie, kto został wskazany w jego miejsce i jakie doświadczenie posiadała osoba zastępująca – mówi "Wyborczej" Robert Wojciechowski, przewodniczący rady rodziców w SP 340 na Ursynowie.
– Brak orzeczeń lekarskich pracowników Investo to jest skandal, naruszenie higieny i narażanie zdrowia dzieci. Nie wykluczam zgłoszenia sprawy do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – mówił dziennikowi Robert Wojciechowski.
Kamil Stopikowski przekonywał dziennikarza "Wyborczej", że posiłki są smaczne, a ich jakość ma być codziennie sprawdzana przez pracowników szkoły. Wskazywał, że na starcie mogły pojawić się drobne uchybienia, bo personel dopiero wdrażał się w nowym miejscu. Tłumaczył też, że organizacja pracy na początku mogła być trudniejsza z powodu dużej liczby wydawanych obiadów.
Właściciel Investo mówił również, że klucze do kuchni otrzymał dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego po godz. 16, a na miejscu zastał niesprawny sprzęt, m.in. chłodnię, mroźnię, patelnię elektryczną i zmywarko-wyparzarkę, a także problemy z wentylacją. Według niego konieczne były naprawy serwisowe. Masowe wypisywanie uczniów z obiadów nazywał zorganizowaną akcją i bojkotem – podaje "Wyborcza".
Dyrektorka Małgorzata Antonowicz nie odpowiedziała na pytania dziennikarza i skierowała do rzecznika prasowego ursynowskiego ratusza. Z tej strony odpowiedzi również nie ma. Burmistrz Ursynowa w jednym z komentarzy w sieci zapewnia, że urzędnicy pracują nad rozwiązaniem sytuacji.