Najważniejsze informacje
- Dziewczynka trafiła do szpitala po tym, jak jej stan zaczął się gwałtownie pogarszać już po odebraniu ze żłobka.
- Według mamy nikt z personelu nie wezwał pogotowia po upadku, o którym mówiła opiekunka.
- Prokuratura prowadzi postępowanie, a opiekunka ma m.in. zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych.
Do zdarzenia doszło 18 sierpnia w jednym ze żłobków przy ul. Safony na warszawskim Targówku. Rano mama przyprowadziła do placówki swoją 3,5-letnią córkę. Dziewczynka miała być zdrowa i dobrze się czuć. W pewnym momencie zaczęła płakać. Jedna z opiekunek wyszła z nią z sali, żeby ją uspokoić. Później wydarzenia zaczęły nabierać tempa. Dziecko doznało poważnego urazu głowy, a sprawą zajęły się policja i prokuratura.
Początkowo po incydencie w placówce matka odebrała córkę i zabrała ją do domu, bo w żłobku usłyszała, że dziewczynka "czuje się dobrze". Sytuacja szybko się jednak zmieniła: Emilka była coraz słabsza, skarżyła się na ból głowy i nie pozwalała dotykać głowy, a na twarzy widać było obrażenia.
Według relacji opiekunki dziecko miało przewrócić się i uderzyć głową o podłogę. Pani Natalia mówi, że gdy zapytała o wezwanie ratowników, usłyszała odmowę.
WIDEOTak wygląda nasza przyszłość. Roboty będą ci załadowywać zmywarkę
Zapytałam, czy wezwano pogotowie, aby ratownicy ocenili stan córki, czy wszystko z nią jest ok. Usłyszałam, że nie, ponieważ dziewczynka czuje się dobrze, ale chce do mamy - opowiadała.
Mama dziewczynki przekazała, że dopiero w drodze do domu próbowała dowiedzieć się od córki, co dokładnie wydarzyło się w żłobku. Dziewczynka miała wtedy powiedzieć, że opiekunka złapała ją za nogi, obróciła głową w dół, a następnie dziecko upadło na głowę. W domu objawy miały się nasilić.
Córka była bardzo słaba, senna i zaczęła wymiotować. Natychmiast zadzwoniłam po pogotowie - mówiła matka. Zespół ratownictwa zabrał 3,5-latkę do szpitala na sygnale. Po badaniach lekarze stwierdzili pęknięcie kości ciemieniowej czaszki oraz liczne krwiaki.
3,5-latka wróciła ze żłobka z pękniętą czaszką. Zabezpieczono monitoring
Śledczy szybko pojawili się w placówce. Policjanci zabezpieczyli między innymi monitoring, dokumentację dotyczącą funkcjonowania żłobka oraz zatrudnionych w nim osób. Przesłuchano także dyrekcję i pracowników placówki.
Opiekunka Karolina K. usłyszała zarzuty, ale nie przyznała się do winy. Nie została aresztowana. Zastosowano wobec niej dozór policyjny oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych.
Prokuratura zaznacza, że postępowanie wciąż jest na etapie zbierania dowodów. Śledczy sprawdzają różne wersje wydarzeń i analizują zgromadzony materiał, w tym nagrania oraz zeznania świadków. Dopiero po zakończeniu tych czynności będzie można zdecydować, jakie będą dalsze losy sprawy. Przedstawiciele żłobka nie chcieli komentować sprawy, tłumacząc, że wydarzenia są nadal wyjaśniane.