46-latka zagryzły owczarki. Partnerka zmarłego: "Marcin cierpiał"

Agnieszka Potoczny-Łagowska
d46-latka zagryzły owczarki. Partnerka zmarłego: "Marcin cierpiał"
Źródło zdjęć: © Facebook (Uwaga! TVN), Pixabay

W Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze rozpoczął się proces Piotra M., właściciela owczarków, które 12 października 2025 r. zaatakowały 46-letniego kierowcę z Puław. Mężczyzna nie przeżył. Partnerka ofiary w rozmowie z "Uwagą!" TVN nie kryła bólu. "Kładę się spać i o tym myślę, wstaję i o tym myślę" – mówiła w reportażu zdruzgotana pani Joanna.

Jak dowiadujemy się z reportażu "Uwagi!", prokuratura zarzuca Piotrowi M. spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem była śmierć człowieka, oraz znęcanie się nad zwierzętami. Oskarżony nie przyznał się do zarzutów. Podczas składania wyjaśnień mówił o swoim wieloletnim doświadczeniu w hodowli owczarków i przywiązaniu do psów.

Obrońcy Piotra M. domagali się ponownego zbadania sprawy przez prokuraturę. Sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku. Adwokat oskarżonego – Witold Majchrzak – przekonywał w materiale "Uwagi!", że jeśli doszło do zaniedbania, mogło mieć ono nieumyślny charakter. Według obrony ogrodzenie przy posesji miało zostać przecięte, co mogłoby wskazywać na udział nieznanych osób.

46-latka zagryzły owczarki. Partnerka zmarłego: "Marcin cierpiał"

Jak przypomina "Uwaga!", dramatyczne zdarzenia rozegrały się w kompleksie leśnym w pobliżu postoju przy Zielonej Górze. 46-letni kierowca z Puław, pan Marcin, w trakcie przerwy od jazdy wyszedł z samochodu i udał się w kierunku lasu. Tam rzuciły się na niego agresywne owczarki. Zwierzęta należały do właściciela pobliskiej strzelnicy i byłego funkcjonariusza policji – Piotra M.

Mężczyzna przez dłuższy czas pozostawał ranny w lesie. Mimo odniesionych obrażeń zdołał zadzwonić pod numer alarmowy. W rozmowie ze 112 informował, że psy go gryzą od godziny, znajduje się niedaleko autostrady i potrzebuje pomocy.

Partnerka zmarłego uważa, że właściciel zwierząt powinien wcześniej zorientować się, że owczarki opuściły posesję. Jej zdaniem Piotr M. nie podjął wystarczających działań.

Nie szukał ich. Nie zrobił nic, wiedząc, że te psy stanowią realne zagrożenie dla ludzi – wskazywała w materiale TVN.

Ratownicy mieli problem z dotarciem do poszkodowanego

Jak podaje "Uwaga!", po zgłoszeniu znajomy policjant skontaktował się z Piotrem M., by ustalić, czy za atakiem mogły stać jego psy. Właściciel zwierząt ruszył w kierunku, z którego dobiegały krzyki. Po kilku minutach odnalazł rannego 46-latka i zabezpieczył zwierzęta, ale wezwanie pogotowia polecił dyżurnemu policji.

Nawet nie przyszło mu do głowy, że trzeba ratować człowieka, który leży na ziemi i jest pogryziony przez jego psy. Nie przyniósł Marcinowi nawet wody, chociaż o to prosił – relacjonowała pani Joanna.

Zespół ratowniczy musiał dotrzeć do poszkodowanego przez trudny teren. Marcin Gałecki z Pogotowia Ratunkowego w Zielonej Górze wyjaśniał w reportażu, że leśne drogi były wąskie, co wydłużyło transport. Ratownicy zastali mężczyznę wyziębionego i z licznymi ranami. Z ustaleń wynikało, że do ataku doszło około... dwóch godzin wcześniej.

Pan Marcin trafił pod opiekę lekarzy, jednak obrażenia okazały się zbyt rozległe. Po kilku dniach zmarł.

Śledczy badają zabezpieczenie owczarków

Rannego znaleziono na leśnej polanie położonej około 150 metrów od autostrady. Przy mężczyźnie ujawniono jego rzeczy osobiste. Według ustaleń przedstawionych podczas sprawy, na które powołuje się "Uwaga!", mogło to oznaczać, że nie miał możliwości uciec.

Partnerka ofiary domaga się wyjaśnienia, dlaczego owczarki znalazły się poza posesją i czy właściciel właściwie zabezpieczył teren. Podkreśla także, że postępowanie powinno stać się przestrogą dla osób, które nie zapewniają odpowiedniej kontroli nad zwierzętami. Kobieta zapowiedziała, że mimo bólu chce być obecna na wszystkich rozprawach.

Ja o tym, co się stało, myślę każdego dnia, w każdej godzinie. O tym, jak Marcin cierpiał, jak bardzo czuł się samotny i niezdolny, żeby coś zrobić – podsumowała pani Joanna.
Wybrane dla Ciebie