Afera wokół Dawida Kacprzyka. Oto co mówią o nim sąsiedzi

Nie milkną echa afery wokół Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR-u Szpitala Południowego w Warszawie. Głos zabrali sąsiedzi 29-letniego lekarza. Tak opisali go w rozmowie z "Faktem".

Sąsiedzi Dawida Kacprzyka zabrali głosSąsiedzi Dawida Kacprzyka zabrali głos
Źródło zdjęć: © PAP, um.warszawa.pl | Tomasz Gzell
Rafał Strzelec

Najważniejsze informacje

  • Jak przypomina "Fakt", 29-letni Dawid Kacprzyk, lekarz w trakcie specjalizacji, miał wykazać w oświadczeniu majątkowym ok. 1,6 mln zł rocznych zarobków.
  • Sprawą domniemanych nieprawidłowości na SOR mają zajmować się m.in. władze miasta, NFZ, samorząd lekarski i prokuratura.
  • Sąsiedzi lekarza mówią, że prywatnie nie sprawiał problemów.

Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie

Pierwsze sygnały o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym w Warszawie pojawiły się po ujawnieniu oświadczenia majątkowego Dawida Kacprzyka, lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej. Z dokumentu wynikało, że w trakcie specjalizacji zarobił rocznie ok. 1,6 mln zł. Jednak wedle ustaleń portalu Zero.pl młody lekarz zamiast pracować w szpitalu zgodnie z grafikiem był obecny na obradach rady dzielnicy lub udzielał wywiadów w telewizji.

Dawid Kacprzyk zwrócił Szpitalowi Południowemu pół miliona złotych. Jednak lecznica poinformowała o zwrocie środków ze względów "formalno-prawnych", bowiem szpital nie mógł ich zaksięgować bez podstawy prawnej. "Dyrekcja szpitala podjęła decyzję o natychmiastowym odesłaniu środków na konto nadawcy, jednocześnie wzywając lekarza do dopełnienia procedur" - przekazano w komunikacie. Lekarz ponownie przelał środki na konto szpitala po korekcie faktur w KSeF.

W ostatnim czasie pojawiły się kolejne oskarżenia pod adresem 29-latka. Z relacji byłego ordynatora chirurgii dr. Emila Jędrzejewskiego, który udzielił wywiadu dla Kanału Zero ma wynikać, że w okresie pracy Kacprzyka na SOR miało dochodzić do nieprawidłowości dotyczących leczenia pacjentów, organizacji pracy oraz szczególnego traktowania wybranych osób. Jędrzejewski wskazywał m.in. na przypadki zgonów pacjentów.

Traktuje ludzi jak fantomy, a jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty. (...) Tam ginęli ludzie, bo ktoś się uczył. To jest sedno całego zamieszania - mówił Jędrzejewski.

Sprawę wyjaśniają nie tylko władze Warszawy, ale także Narodowy Fundusz Zdrowia, samorząd lekarski oraz prokuratura. Sam Kacprzyk zaprzecza zarzutom. W opublikowanym oświadczeniu przekonywał, że część opisywanych zdarzeń nie miała miejsca w okresie jego pracy, a oskarżenia są niezgodne z faktami. Dr Jędrzejewski stawił się w środę (24 czerwca) przed prokuraturą. Według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotra Skiby sygnalista odmówił składania wyjaśnień do czasu ustanowienia pełnomocnika.

Co sąsiedzi mówią o Dawidzie Kacprzyku?

Reporter "Faktu" rozmawiał z sąsiadami Dawida Kacprzyka Jeden z nich, pan Tadeusz, podkreślał, że Kacprzyk angażował się w sprawy wspólnoty i oferował mieszkańcom pomoc. - Nie mam nic złego do powiedzenia o tym człowieku - mówił.

- Uważam, że całą sprawę trzeba dokładnie wyjaśnić - powiedziała pani Monika, mieszkająca piętro niżej.

Pamiętam, gdy mojemu synowi wbiła się śruba w głowę, zadzwoniłam do niego. Przyjechał prosto od rodziców, obejrzał ranę i pomógł. Nigdy nie wziął za to pieniędzy - dodawał kobieta.

Jak wynika z relacji mieszkańców, ludzie często komentowali finansowe osiągnięcia lekarza. - Ludzi kłuło w oczy, że jeździ Porsche. Ale czy to powód, żeby człowieka zjeść? - pytała pani Monika. Sąsiedzi zaznaczali jednocześnie, że nie znają kulis sprawy i nie chcą przesądzać o winie, wskazując, że ewentualne zarzuty powinny ocenić właściwe instytucje. Jak dodali, w mieszkaniu Kacprzyka nie odbywały się żadne głośne imprezy, a on sam bardzo rzadko bywał w bloku.

Wybrane dla Ciebie