Do zdarzenia doszło w sobotę (10 października) na terenie szkoły policealnej przy ul. Mińskiej w Warszawie. Jak przekazała policja, 21-latka zaatakowała nożem 17-letnią dziewczynę, która chciała złożyć dokumenty w szkole.
"17-latka doznała ran ciętych lewej ręki i została przewieziona do szpitala. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Obrażeń doznała również 24-letnia kobieta, która ruszyła na pomoc zaatakowanej. Została opatrzona przez zespół ratownictwa medycznego na miejscu zdarzenia" – przekazali mundurowi. Później okazało się, że poszkodowana została także jedna 17-letnia dziewczyna. Na szczęście nic poważniejszego się nie stało. Policja przyjechała na miejsce i zatrzymała nożowniczkę.
Napastniczką okazała się Kamila D. Usłyszała zarzuty usiłowania zabójstwa trzech osób, naruszenia nietykalności cielesnej policjantki oraz groźby karalnej. Kobieta trafiła na trzy miesiące do aresztu.
Dziennik "Fakt" dotarł do nowych informacji w sprawie. Dziennikarzom udało się dotrzeć do sąsiadów 21-latki. Według ich relacji Kamila D. miała trudną przeszłość. – Zanim rodzice się rozeszli, tam co chwilę były jakieś awantury. Mama lubiła sobie wypić. Po rozwodzie rodziców Kamila mieszkała najpierw z mamą, potem przez jakiś czas u ojca i znowu wróciła do matki – cytuje jedną z sąsiadek "Fakt".
– To była zwyczajna dziewczyna. Zawsze powiedziała dzień dobry, stanęła i porozmawiała. Nigdy tu nikomu nic złego nie zrobiła – mówi z kolei inna sąsiadka Kamili D. Inna kobieta spotkała ją tydzień przed atakiem. – Zapytałam ją, jak tam w szkole. Powiedziała, że dostała czwórkę, mimo że się nie uczyła. Wszystko było z nią w porządku – twierdzi rozmówczyni gazety.
Według "Faktu" 21-letnia kobieta ma za sobą próby samobójcze. Dziennik podaje nieoficjalnie, że Kamila D. w wakacje miała trafić na dwa miesiące do szpitala psychiatrycznego przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie. Po tym, jak jej stan się ustabilizował, opuściła placówkę. Od września kontynuowała naukę w szkole, w której miała przeprowadzić atak.