Beata i jej syn nie żyją. "Bała się, że do czegoś dojdzie"

W Sosnowcu doszło do tragedii. Według śledczych 36-letni mężczyzna zaatakował swoich rodziców, a potem odebrał sobie życie. Jego matka nie przeżyła. Sąsiedzi zmarłej Beaty zabrali głos w rozmowie z "Super Expressem".

Beata W. miała zginąć z ręki synaBeata W. miała zginąć z ręki syna
Źródło zdjęć: © Facebook | archiwum prywatne
Rafał Strzelec

Do zbrodni doszło na osiedlu Juliusz w Sosnowcu we wtorek (29 lipca). Służby odnalazły w jednym z mieszkań ciało 56-letniej kobiety i jej 36-letniego syna. Poszkodowany w wyniku ciosów ostrym narzędziem został 59-letni mężczyzna. Trafił do szpitala. Śledczy mają różne hipotezy, ale jedna z nich jest brana za główną.

Obecnie za najbardziej prawdopodobną uznajemy tę, iż mężczyzna, który borykał się z problemami zdrowotnymi, zaatakował swoich rodziców, a następnie targnął się na własne życie - poinformował w rozmowie z "Super Expressem" rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu Bartosz Kilian.

Dziennik dotarł do znajomych tragicznie zmarłej 56-latki. Jak mówią, 36-letni Michał zmagał się z problemami psychicznymi. Trafiał do szpitala, ale wracał do domu.

- To nie był pierwszy raz. Oni już wcześniej zawiadamiali policję. Dla mnie to, co się stało to po prostu nieudolność wymiaru sprawiedliwości. To państwo jest do d.... Proszę mi wierzyć, że oni chcieli syna już dawno ubezwłasnowolnić, próbowali cokolwiek zrobić, umieścić w zamkniętym ośrodku. On trafiał na leczenie po takich napadach, ale lekarze go wypuszczali po tygodniu, po dwóch tygodniach, wypuszczali go też na jego żądanie- mówi pani Izabela, znajoma zmarłej pani Beaty.

Michał miał już wcześniej próbować targnąć się na swoje życie. Według relacji znajomej rodziny, pani Beata czuła, że jest w niebezpieczeństwie. - Beata była u nas trzy tygodnie temu. (...) Michał znowu przestał brać leki znowu przestał brać zastrzyki, bała się, że do czegoś dojdzie. Mówiła, że w razie czego, to ona będzie dzwonić, puści sygnał. I żeby od razu dzwonić na policję - mówi pani Izabela.

Niestety, w poniedziałek doszło do dramatu. Pani Izabela dowiedziała się od mamy Beaty, że coś się dzieje. Potem prawda wyszła na jaw. - Beata dawała synowi wszystko, żył jak pączek w maśle. Jeszcze dwa tygodnie temu odbierałam paczkę dla niego. On łowił ryby, to był jakiś namiot i łóżko kempingowe. Mama mu to kupiła. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Ja ciągle widzę Beatę, jak leży na korytarzu. 45 kilogramów, kruszyna taka. Tylko włosy było widać spod tej płachty policyjnej. Jeszcze wieczór wcześniej z nią rozmawiałam. O kwiatach mi opowiadała, bo ona uprawiała taki ogródek przed blokiem - mówi przyjaciółka ofiary w rozmowie z "SE".

Prokuratura prowadzi dwa postępowania - jedno dotyczy śmierci 36-latka, drugie zabójstwa i usiłowania zabójstwa.

Gdzie szukać pomocy?
Gdzie szukać pomocy? © WP
Wybrane dla Ciebie