Najważniejsze informacje
- Zleceniodawcy oferowali reporterom zapłatę w bitcoinach.
- Zadania dotyczyły m.in. CDU oraz niemieckich przedsiębiorstw zbrojeniowych.
- Po ujawnieniu śledztwa reporterka Angelique Geray usłyszała groźbę śmierci.
Zespół niemieckiej stacji nawiązał przez Telegram kontakt z osobami, które RTL uznała za prawdopodobnie powiązane ze stroną rosyjską. Jak podaje PAP, reporterzy mieli kupować karty SIM, wykonywać zdjęcia i odbierać przesyłki. Pozornie drobne czynności mogły tworzyć fragmenty większych operacji.
Reporterka RTL Angelique Geray przez kilka miesięcy rozwijała w internecie fikcyjną tożsamość. Jako prorosyjska influencerka "Katja" publikowała w serwisach społecznościowych, zdobywała zasięgi i nawiązywała kontakty. Jej aktywność zainteresowała Jovicę Jovicia, obserwowanego na TikToku przez ok. 35 tys. osób.
WIDEODlaczego Rosja uderza w Niemcy? Ekspert ujawnia plan Kremla
Jović należy do skrajnie lewicowej niemieckiej partii BSW. Najpierw rozmawiał z "Katją" przez telefon, a później spotkał się z nią osobiście. Zapytany, czy za kampanią propagandową może stać rosyjski wywiad, odpowiedział: "Tego przecież nie wiadomo. To znaczy ja tego nie wiem – teoretycznie. W praktyce wiem."
Groźba śmierci po ujawnieniu śledztwa RTL
Geray przeprowadziła później z Joviciem wywiad już pod własnym nazwiskiem. Mężczyzna zaprzeczył wtedy jakimkolwiek związkom z rosyjskimi służbami. Odrzucił również zarzuty dotyczące udziału w kampanii dezinformacyjnej prowadzonej na terenie Niemiec.
Po ujawnieniu prawdziwej tożsamości reporterka otrzymała wiadomość głosową z groźbą śmierci. "Jeśli będziesz chciała uciec, dostaniesz kulkę" – brzmiało nagranie przytoczone przez RTL. Według stacji tanio werbowani wykonawcy mogą realizować oddzielne polecenia składające się na szersze rosyjskie działania hybrydowe.