Bohaterka Mołdawii nominowana do Nagrody Nobla. Ekspert o reakcji Trumpa
- Rosyjska propaganda będzie próbowała podkręcić Trumpa. "Widzi pan, panie prezydencie. Nie dają panu, dadzą komuś innemu, mniej zasłużonemu" - mówi o2.pl Kamil Całus. Ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich komentuje nominację do Pokojowej Nagrody Nobla dla prezydent Mołdawii Mai Sandu.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- Rozmawiamy z Kamilem Całusem, analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich ds. Republiki Mołdawii o nominacji noblowskiej dla Mai Sandu.
- Urzędująca prezydent Mołdawii została zgłoszona do nagrody przez lidera norweskiej Partii Zielonych, Arilda Hermstada.
- Prezydent Sandu jest ostoją walki o demokrację europejską. Mołdawia cały czas jest narażona na próby rosyjskiej ingerencji w wybory. Moskwa destabilizuje kraj i chce ustanowić bardziej przyjazny sobie rząd. Maia Sandu się temu opiera - argumentuje nominację wpływowy polityk z Norwegii.
- Ta nominacja ma przede wszystkim charakter symboliczny - wyjaśnia w rozmowie z o2.pl Kamil Całus. Podkreśla, że rosyjska propaganda będzie próbowała wykorzystać nominację do antagonizowania społeczeństwa. Mówi też, jak może zareagować Donald Trump.
Marcin Lewicki: Co nominacja dla Mai Sandu oznacza dla Mołdawii i Europy? Czy to wyraz nobilitacji, czy dostrzeżenie wagi Mołdawii i Rumunii w polityce europejskiej?
Kamil Całus, politolog, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich: Zacznę od tego, że ta nominacja ma przede wszystkim charakter symboliczny. Osobiście nie spodziewam się, aby Nagroda Nobla trafiła do prezydent Mołdawii, ale sama nominacja nie jest bez znaczenia. Rozeszła się po mediach. Pokazała, że Mołdawia i jej prozachodnie władze cały czas stawiają opór Rosji. I to jest dostrzegane, to jest pozytywne. Pół żartem, pół serio w mołdawskich mediach mówi się, że paradoksalnie może to Mołdawii i jej władzom zaszkodzić w relacjach z USA. Wiemy, jak ważna dla Donalda Trumpa jest Pokojowa Nagroda Nobla. Fakt, że taką nominację otrzyma inny, europejski lider o niewspółmiernych, jego zdaniem, zasługach dla pokoju może być przez niego odbierany negatywnie. Ale to tylko prześmiewcze komentarze mołdawskich dziennikarzy.
Mołdawia będzie dla Trumpa aż tak istotna?
Powyższe to tylko żart. Mołdawia nie jest krajem, który jest intensywnie obserwowany na radarze amerykańskim czy administracji Trumpa. Jasne, w USA są komentarze dotyczące działań Mołdawii i władz mołdawskich, na czele których stoi Maia Sandu, ale pokazują one obóz ten jako liberalny, proeuropejski i probrukselski. Nie są darzeni szczególną sympatią przez przedstawicieli ruchu MAGA. Jednak nie możemy przesadzać. Pani prezydent Sandu nie prowadzi relacji amerykańsko-mołdawskich. Podstawową postacią jest tu ambasador Mołdawii w Stanach Zjednoczonych, Viorel Ursu. Wywodzi się ze środowiska analitycznego. Potrafi rozmawiać z osobami z ruchu MAGA. Wykorzystuje ich język.
Znamy jednak Donalda Trumpa i jego dość oryginalne podejście do współczesnej polityki. On bardzo bierze do siebie różne symbole. Czy może dojść do "zemsty" Trumpa i np. prezydent USA zignoruje kolejne ataki na Mołdawię, przeprowadzone przez Rosję?
Myślę, że nie, ale tylko dlatego, że Mołdawia nie jest szczególnie wysoko w polu zainteresowania Trumpa. Dla niego to mały kraj i on się nim nie interesuje. Co ciekawe, relacje amerykańsko-mołdawskie nawet się ostatnio poprawiły. Administracja Trumpa przywróciła niedawno finansowanie mołdawskich projektów energetycznych. To istotny krok po zamknięciu programu USAID, który był wsparciem dla mołdawskich NGO-sów, mediów proeuropejskich i sieci energetycznych, które pozwalały zmniejszyć zależność energetyczną Mołdawii od Ukrainy. Było to o tyle istotne, że w przypadku awarii czy ataku na sieć ukraińską, Mołdawianie stawali się tego ofiarą. Nie przesadzałbym jednak w znaczeniu Mołdawii. To za mały kraj, aby rzucać się Trumpowi w oczy. On nie kojarzy też elity politycznej tego państwa, w tym prezydent Sandu. Doniesienia o Pokojowym Noblu nie będą go bardzo raziły.
A co z Rosją? Czy to symboliczne, kolejne uderzenie w Putina? Jak Kreml zareaguje na tę nominację?
Wewnętrznie nominacja dla Mai Sandu nie uderzy w wizerunek Rosji, Putina i jego narracji. Nagroda Nobla przyznawana jest przez Norwegów, przez Europejczyków. Rosjanie spróbują to wręcz wykorzystać. Już teraz w mołdawskich, prorosyjskich mediach prowadzona jest narracja, że Pokojowa Nagroda Nobla nie trafi do Trumpa, zasłużonego dla pokoju na świecie, a może trafić do Sandu. "Przecież chcecie dać nagrodę kobiecie, która nic nie zrobiła. Stawia czoło Rosji, ale wcale nie ma żadnego zagrożenia rosyjskiego". Propaganda będzie próbowała podkręcić Trumpa. "Widzi pan, panie prezydencie. Nie dają panu, dadzą komuś innemu, mniej zasłużonemu".
Dojdzie do próby podburzenia "trumpistów"?
To już widać. Ten przekaz jest. Wyśmiewa się ideę nagrody i nominację dla Mai Sandu. Rosja będzie korzystać z każdej możliwości kompromitowania mołdawskich władz. Spróbują też wzmocnić narrację wygodną dla MAGA.
Wspomniał pan na początku, że Maia Sandu ma niewielkie szanse na zdobycie Pokojowej Nagrody Nobla. Dlaczego, skoro nominacja jest szeroko komentowana w Europie i nie tylko?
Moim zdaniem wynika to z zaskoczenia nominacją. Nie w negatywnym, ale pozytywnym sensie. Ostatnio dużo mówi się o Donaldzie Trumpie, czyli "najsłynniejszym z nienominowanych". I nagle pojawiła się Maia Sandu. Temat Mołdawii pojawia się w mediach w ostatnich tygodniach dość często. W styczniu mieliśmy np. dyskusję dotyczącą zjednoczenia z Rumunią, gdzie prezydent Sandu zadeklarowała, że zagłosuje w referendum za połączeniem. To wszystko jest atrakcyjne. Jednak trudno się spodziewać, aby prezydent Mołdawii otrzymała nagrodę. Nie ma mocnego punktu zaczepienia. Odparcie rosyjskiej propagandy to czyn zasługujący na bezwzględny szacunek. Natomiast Pokojową Nagrodę Nobla otrzymywali zwykle politycy kończący wprost konflikt zbrojny albo opozycjoniści walczący z systemem opresyjnym. Maia Sandu nie należy do tych grup, chociaż nadal ma bardzo trudnego przeciwnika. To nie jest opozycjonistka, tylko liderka swojego kraju.
Rozmawiał Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl