Dostrzegli zmiany u Putina. Ekspert wskazał powód
Władimir Putin w ostatnich wypowiedziach zasugerował gotowość do rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie, ale postawił twarde warunki. Ekspert Marek Budzisz ocenia w rozmowie z "Faktem", co oznaczają "drobne zmiany" u Putina.
Najważniejsze informacje
- Putin nie wykluczył rozmów z Wołodymyrem Zełenskim, ale wskazał warunek: spotkanie w Moskwie lub dopiero po zawarciu "długotrwałego porozumienia pokojowego".
- Marek Budzisz w rozmowie z "Faktem" stwierdził, że wypowiedzi Putina i jego doradcy Jurija Uszakowa wyglądają na sondowanie "formuły politycznej zakończenia wojny", bez zmiany rosyjskich żądań.
- Ekspert łączy "drobne" zmiany tonu Kremla z szerszą grą dyplomatyczną wokół Iranu, a nie z presją strachu czy koniecznością szybkich ustępstw.
Pierwsze sygnały zmiany tonu Kremla pojawiły się po sobotniej wypowiedzi Władimira Putina z 9 maja. Rosyjski przywódca mówił o perspektywie końca wojny w Ukrainie, a jednocześnie podkreślał, że sytuacja pozostaje poważna. Jak opisuje Fakt.pl, w tej samej sekwencji wypowiedzi pojawił się też wątek potencjalnych rozmów z prezydentem Ukrainy.
Putin nie zamknął drzwi do spotkania z Wołodymyrem Zełenskim, ale sformułował warunki, które w praktyce przesuwają rozmowy na grunt korzystny dla Moskwy. - Sądzę, że ta sprawa zbliża się do końca, ale sytuacja jest nadal poważna - mówił w sobotę (9 maja) Władimir Putin o wojnie w Ukrainie. Dodał też, że spotkanie miałoby się odbyć albo w Moskwie, albo dopiero po zawarciu "długotrwałego porozumienia pokojowego".
Putin wyciąga rękę do rozjemu? Ekspert: "To typowa gra"
Zełenski wskazał na zmianę w zachowaniu Putina i podkreślał potrzebę znalezienia formatu rozmów, który dawałby gwarancje bezpieczeństwa. - Sam Putin mówi, że wreszcie jest gotowy do realnych spotkań [...] Trochę go do tego popchnęliśmy, a my od dawna byliśmy gotowi do rozmów, więc trzeba znaleźć odpowiedni format. Trzeba zakończyć tę wojnę i niezawodnie zagwarantować bezpieczeństwo - powiedział prezydent Ukrainy.
"Kosmetyczne" zmiany w postawie Putina
Media zwróciły uwagę również na detal językowy, który tylko z pozoru wydaje się błahy. Putin miał nazwać ukraińskiego prezydenta "panem Zełenskim", co wcześniej nie było regułą, bo rosyjski przywódca unikał nazwiska lub używał obraźliwych określeń. Marek Budzisz, ekspert ds. Rosji, ocenia jednak, że te sygnały nie oznaczają zwrotu w polityce Kremla.
Wypowiedzi nie tylko Putina, ale również Uszakowa świadczą o tym, że w Rosji testowane są możliwości zawarcia jakiejś formuły politycznej zakończenia wojny. Natomiast warunki się nie zmieniły - mówił Budzisz w rozmowie z "Faktem", zwracając uwagę, że w tle powracają żądania dotyczące m.in. wycofania się Ukrainy z Donbasu.
Ekspert zwrócił uwagę, że Władimir Putin dużą część swojej wypowiedzi poświęcił stosunkom Rosji z Europą oraz przyszłości Ukrainy. Jak ocenił Jacek Budzisz, z przekazu rosyjskiego przywódcy wynikała koncepcja, w której Europa i Rosja wspólnie sprawowałyby kontrolę nad Ukrainą. Analityk podkreślił również, że Putin nie ukrywał, iż postrzega całe terytorium Ukrainy jako strefę buforową podporządkowaną interesom Rosji. Zdaniem eksperta świadczy to o tym, że Kreml nie zmienił swojego fundamentalnego podejścia do swojego sąsiada.
Dlaczego Kreml zmienia ton? W tle Iran
Zapytany o przyczyny "delikatnego ocieplenia", Budzisz zaznacza, że nie wiąże go przede wszystkim z lękiem przed kosztami działań Ukrainy. Jak podkreślił w rozmowie z dziennikiem, te Rosja już odczuwa, jednak jego zdaniem to element znacznie szerszej układanki, w której jest "perspektywa zakończenia wojny w Iranie z udziałem Rosji".
W tej interpretacji istotne są wątki poruszane przez Putina podczas tej samej konferencji, dotyczące rosyjskiej propozycji przyjęcia materiału wzbogaconego od Iranu i potencjalnej roli Moskwy jako gwaranta skuteczności porozumienia między USA a Iranem. Budzisz podsumował, że takie gesty należy czytać jako badanie możliwości, a nie sygnał szybkich ustępstw.
Traktowałbym te drobne zmiany jako pewnego rodzaju sondowanie możliwości. Natomiast nie powiedziałbym, że Rosjanie mają poczucie, że sytuacja na froncie jest dla nich tak zła, że muszą szybko negocjować - przekazał ekspert w rozmowie z "Faktem".