Bulwersująca sytuacja na cmentarzu. "Grób zaczął się przechylać"

Na początku marca pani Marta chciała odwiedzić grób dziadków, znajdujący się na cmentarzu w Czernicy koło Jeleniej Góry. Okazało się wówczas, że pomnik grozi zawaleniem. Zdaniem pani Marty problemy zaczęły się po wykonaniu nowego pochówku - zbyt blisko ich rodzinnego grobu. Sprawę opisuje reportaż "Interwencji" Polsat News.

Rodzina przeżyła szok, gdy odwiedziła nekropolięRodzina przeżyła szok, gdy odwiedziła nekropolię
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images, Interwencja Polsat News, screenshot | Edwin Remsberg
Aneta Polak

1 marca pani Marta Marciniak przyszła na cmentarz w Czernicy, by odwiedzić grób dziadków. Zauważyła wówczas, że grób zaczął się zapadać.

Rano poszliśmy z mężem na cmentarz i okazało się, że pomnik moich dziadków został uszkodzony. Grób zaczął się przechylać na prawą stronę, ponieważ między jednym grobem a drugim nie było nawet pięciu centymetrów odległości - wyjaśnia rozmówczyni "Interwencji".

Rodzina wezwała policję. – Przyjechali, sporządzili notatkę służbową, byli bardzo zdziwieni, że doszło do takiego zaniedbania (...) – mówi pani Marta. Następnego dnia kobieta poszła do urzędu gminy z nagraniami i zdjęciami, a wójt zapewnił ją, że sprawa zostanie naprawiona.

Rodzina obwinia urzędników

Rodzina obwinia urzędników o to, że wydali zgodę na pochówek zbyt blisko istniejącego grobu. Jak dotąd odbyły się dwie wizje lokalne, ale nie przyniosły one rozstrzygnięcia.

To się zaczęło od gminy, która wyraziła zgodę na pochówek. Wójt ze zdjęć wywnioskował, że chyba to jest nic takiego, bo powiedział, że będzie wizja lokalna, przyjedzie i zobaczy, co można z tym zrobić. Były dwie wizje, z których nic nie wynikało. Na pierwszej wizji nie było mnie, był mąż, była zastępca wójta i była rodzina osoby zmarłej. Z tego, co mi powiedział mąż, zakład pogrzebowy, który też uczestniczył w tym spotkaniu, powiedział, że może podsypać ziemią i tyle - opowiada pani Marta "Interwencji".

Z wypowiedzi pracownika zakładu pogrzebowego wynika, że ustawienie przechylonego nagrobka nie stanowi problemu. Sęk w tym, że to jedynie tymczasowe rozwiązanie i wiąże się ze sporymi wydatkami.

To, żeby ten nagrobek z powrotem ustawić, ten, który jest niby przechylony, to jest żaden problem. Mimo że on był kilka razy, jak pan stwierdził, naprawiany już wcześniej. Widocznie coś tam w nim jest nie tak. Pół godziny i on jest z powrotem w takim stanie – mówi rozmówca "Interwencji".

"Nie ma żadnej odległości między grobami"

Maciej Marciniak uważa, że bez ekshumacji i przesunięcia ciała pochowanego obok problem pozostanie nierozwiązany.

Gość, który wykonał tę usługę, zaproponował, że przesunie pomnik naszych dziadków. Ale jeśli przesuniemy pomnik naszych dziadków, to będę chodził po swoich dziadkach i po Kaziu. Nie ma żadnej odległości między grobami. Grób jest wykopany zaraz przy samym pomniku, ciało przy ciele. Tylko teraz oni sobie zrobili tak, że zniszczyli swój grób. Jak się sprawa rozkręciła, to wybrali kostkę u siebie przy grobie i skrzynkę przesunęli do swojego grobu. Ale to nic nie zmienia, bo nasz pomnik się dalej zapada i będzie się zapadać. A ja dalej będę chodził po pochowanym - tłumaczy mężczyzna.

Pani Marta zawiadomiła prokuraturę, ale ta odmówiła zajęcia się sprawą, wskazując, że to warunki atmosferyczne doprowadziły do zawalenia się pomnika.

Wybrane dla Ciebie