Do bulwersującego zdarzenia drogowego doszło w czwartek (10 września) w Łodzi przy ul. Edwarda. Ok. 15:00 kierowca autobusu MPK (z pasażerami w środku) nie zatrzymał się przed zamykającymi się szlabanami kolejowymi.
Z udostępnionego przez MPK w Łodzi nagrania wynika, że kierowca przejechał przez czerwone światło i stanął tuż przed torami kolejowymi. Zamykające się rogatki oparły się o karoserię autobusu.
WIDEO"Otwórz drzwi". Autobus na przejeździe. "Kierowca odsunięty"
Pasażerowie, którzy przebywali w pojeździe byli przerażeni sytuacją. Krzyczeli, żeby kierowca otworzył im drzwi. Na wideo z wnętrza autobusu, które pojawiło się w sieci słychać wulgaryzmy. Kierowca otworzył pasażerom drzwi, a ci uciekli na bezpieczną odległość.
Na szczęście nie doszło do dramatu. O sprawie szybko poinformowany został maszynista, który zwolnił nadjeżdżający skład do tzw. bezpiecznej prędkości. Autobus zdołał zjechać z przejazdu kolejowego.
Jak ustaliliśmy jeszcze dzień po zdarzeniu, kierowca autobusu został zawieszony w obowiązkach pracownika MPK. Sprawą zajęła się też policja.
Z naszych informacji wynika, że funkcjonariusze ustalili tożsamość kierującego. Wiemy też, co może grozić zawieszonemu pracownikowi MPK. W najlepszym przypadku za przejazd na czerwonym świetle przy opuszczających się zaporach zostanie ukarany mandatem o wysokości 2000 zł i 15 pkt karnych. Konsekwencje zdarzenia mogą być jednak bardziej poważne.
Wszczęliśmy czynności wyjaśniające. Mamy zabezpieczony monitoring. Poszukujemy świadków i osoby, które uważają się za poszkodowane - mówi o2.pl mł. asp. Mateusz Piliński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.
Dlaczego policjanci poszukują osób, które mogły się czuć zagrożone? Zachowanie pracownika MPK może być uznane za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa innych uczestników ruchu drogowego. To art. 86 Kodeksu wykroczeń. Za czyn ten mężczyźnie grozi m.in. utrata prawa jazdy, a także grzywna sądowa. Policjanci nie wykluczają też, że zachowaniem kierowcy zajmie się również prokuratura.
Kierowca będzie niedługo przesłuchany i będą prowadzone z nim pozostałe czynności. Sprawa jest cały czas w toku - dodaje w rozmowie z o2.pl mł. asp. Mateusz Piliński.