Chciał ostatni raz zobaczyć ojca. W trumnie leżał ktoś inny

Niewiele brakowało, a rodzina pochowałaby zupełnie obcego człowieka. Tuż przed rozpoczęciem pogrzebu syn zmarłego zażądał otwarcia trumny. Wtedy okazało się, że doszło do fatalnej pomyłki. Jak informuje "Fakt", na sprowadzenie właściwego ciała trzeba było czekać półtorej godziny.

pogrzeb, trumna, karawanpogrzeb, trumna, karawan
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Francesca
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Do pomyłki doszło w prosektorium, gdzie znajdowały się osoby o tym samym nazwisku i zbliżonym wieku.
  • Syn zmarłego rozpoznał, że w trumnie leży inny mężczyzna, dopiero po jej otwarciu.
  • Grabarze sprowadzali właściwe ciało, podczas gdy organista kontynuował grę w kościele.

Adam Strzeszak, grabarz z wieloletnim doświadczeniem, opowiedział "Faktowi" o sytuacji, do której doszło zaledwie 15 minut przed pogrzebem. Rodzina przygotowywała się do ostatniego pożegnania, gdy syn zmarłego poprosił o otwarcie trumny. Chciał jeszcze raz zobaczyć ojca, jednak szybko zorientował się, że w środku leży zupełnie obcy mężczyzna.

Rodzina w żałobie, wchodzi syn i mówi, żeby otworzyć trumnę, bo chce zobaczyć ostatni raz ojca. No to mu otworzyliśmy. On patrzy i mówi: "Ale to nie jest tata" – relacjonował Strzeszak w rozmowie z dziennikiem.

WIDEO
Grób Jana Frycza na Powązkach. Taki widok dwa miesiące po śmierci

Jak doszło do zamiany ciał?

Odkrycie wywołało ogromne emocje. Jak opowiadał Adam Strzeszak, doszło nawet do szarpaniny między synem zmarłego a jednym z pracowników zakładu pogrzebowego. Ostatecznie udało się rozdzielić obu mężczyzn.

Ktoś z rodziny odpowiada: "Uspokój się, to jest tata", a on powtarza: "To nie jest tata!" Kolega z firmy zaczyna mu tłumaczyć, ale syn był bardzo zdenerwowany. W pewnym momencie chwycił kolegę za ubranie i zaczął krzyczeć: "To nie jest mój tata!" – relacjonował grabarz.

Telefon do prosektorium wyjaśnił przyczynę pomyłki. Okazało się, że znajdowały się tam ciała dwóch osób o takim samym nazwisku i podobnym wieku. Adam Strzeszak wyjaśnił, że pracownicy zakładu pogrzebowego otrzymują ciało już ubrane i umieszczone w trumnie, dlatego nie zawsze są w stanie rozpoznać, czy jest to właściwa osoba.

Półtorej godziny oczekiwania w kościele

Po wyjaśnieniu pomyłki grabarze musieli pilnie sprowadzić właściwe ciało. W tym czasie w kościele trwało oczekiwanie na dalszy przebieg uroczystości. Jak relacjonował Adam Strzeszak, "a w tym czasie organista półtorej godziny musiał grać w kościele pogrzebowe pieśni".

Grabarz zwrócił również uwagę na zmianę zwyczajów związanych z pożegnaniem zmarłych. Jak wspominał, dawniej trumna mogła przez trzy dni znajdować się w domu, a następnie pozostawała otwarta w kościele przez godzinę przed mszą. W tym czasie odmawiano różaniec. Według Strzeszaka od czasu pandemii możliwość otwarcia trumny została ograniczona do prosektorium.

Wybrane dla Ciebie