"Chwyciłem za kaburę". To on stawił czoła bandycie z Porsche

Nie milkną echa skandalicznego zachowania kierowcy Porsche w Warszawie. Mężczyzna zaatakował trzy osoby, w tym 75-letniego pana Witolda, który postanowił zainterweniować, gdy zobaczył, że agresor bije kobietę. W rozmowie z o2.pl mówi o przebiegu zdarzenia. - Nie wiem, na co liczyłem, ale w pewnym momencie chwyciłem za kaburę z zamiarem jej odebrania - relacjonuje po pytaniu o nóż i broń, które miały znajdować się w Porsche.

Pan Witold mówi, co działo się 15 października.Pan Witold mówi, co działo się 15 października.
Źródło zdjęć: © Facebook | Bandyci drogowi
Mateusz Domański

Do brutalnego ataku doszło w czwartek, 15 października, na skrzyżowaniu ulicy Czerniakowskiej i alei Witosa w Warszawie. Kierowca Porsche zaatakował 66-letnią kobietę i jej męża po tym, jak zwrócili mu uwagę ze względu na niebezpieczną jazdę.

Na pomoc małżeństwu ruszył 75-letni pan Witold, przypadkowy świadek zdarzenia, który próbował powstrzymać agresora. Sam również padł jego ofiarą. Kierowca Porsche zaatakował łącznie trzy osoby, a następnie odjechał z miejsca zdarzenia. Pan Witold w rozmowie z o2.pl ujawnił nowe szczegóły tych dramatycznych scen.

Na nagraniach z mojego wideorejestratora widać, jak pod koniec zajścia rzucam się w kierunku lewych drzwi samochodu. Chciałem zapobiec użyciu tego arsenału, który znajdował się w boczku drzwi kierowcy - mówi nam pan Witold.

Relacja pana Witolda. "Nie wiem, na co liczyłem"

Jednocześnie zauważa, że trzymał agresora za nadgarstek, ale po chwili puścił. - Kortyzol sięgał kosmosu. Pokonały mnie dolegliwości wynikające z mojej niepełnosprawności oraz przewaga fizyczna bandyty z Porsche. Straciłem czucie w nogach, a przede wszystkim dwukrotnie, jak to określam, ktoś "zgasił mi światło". Nie mogłem podnieść się na nogi - wyznaje.

Nie wiem, na co liczyłem, ale w pewnym momencie chwyciłem za kaburę z zamiarem jej odebrania. Następnie, kiedy leżałem na jezdni i próbowałem zebrać siły, na nagraniu doskonale widać, jak kierowca przekłada tę kaburę, a w końcu wydobywa spod niej nóż z dość długim ostrzem. Ostatecznie odkłada go z powrotem - dodaje pan Witold.

Mężczyzna już wcześniej pojawiał się w mediach, gdzie dzielił się relacjami odnośnie do bulwersującego ataku. W rozmowie z TVN twierdził, że kierowca Porsche "miał w samochodzie pistolet i nóż". O te doniesienia pytaliśmy asp. szt. Martę Haberską, rzeczniczkę prasową KRP II w Warszawie.

Jedna osoba zauważyła przedmiot przypominający kaburę, jednak nikt nie był w stanie w stu procentach potwierdzić obecności noża lub broni – przekazała o2.pl.

"Masakryczny ból karku"

Pan Witold przekazał nam również, że po dwóch dniach od zdarzenia zaczął mocniej odczuwać jego skutki. - Pojawiły się kolejne dolegliwości: masakryczny ból karku i całego kręgosłupa, wysokie ciśnienie oraz ból nóg i ramion - zaznaczył.

Ujawnił ponadto, że z jego obserwacji wynika, że w Porsche nie było żadnych pasażerów. - Próbowałem zająć miejsce pasażera, ale drzwi były zablokowane - zdradził.

Pod koniec zdarzenia byłem już w takim stanie, że nic mnie nie obchodziło. Mieszkam po drugiej stronie skrzyżowania, na osiedlu Idzikowskiego, i chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu. Chwilami traciłem kontakt z otoczeniem z uwagi na niewydolność sercowo-naczyniową. Dawały mi się też we znaki implanty w odcinkach szyjnym i lędźwiowym kręgosłupa - dodał.

Do tej pory policja nie poinformowała o zatrzymaniu agresora z Porsche. Sprawą zajmuje się już Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów, do której 20 października trafiły materiały dochodzenia prowadzonego przez policję. Postępowanie dotyczy kierowania gróźb karalnych wobec pokrzywdzonych oraz narażenia jednej z osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Oba czyny rozpatrywane są również w kontekście przepisów dotyczących występku o charakterze chuligańskim.

Wybrane dla Ciebie