Do tragedii doszło w południe 26 lipca br., gdy Zbigniew K. wracał z zakupami do rodzinnego domu. Według relacji mieszkańców do przejścia miał już tylko kilkadziesiąt metrów. W pewnym momencie znalazł się na drodze, a jadący tą samą trasą jego brat, 52-letni Robert K. najechał na niego, prowadząc starsze Renault Megane.
We wsi wciąż powraca pytanie, co dokładnie wydarzyło się na odcinku, na którym - jak opisują lokalni mieszkańcy - warunki nie sprzyjały szybkiej jeździe. Polna droga z koleinami i gęsta trawa dodatkowo ogranicza komfort przejazdu. W takich realiach prędkość rzędu 15-25 km na godz. miała być maksymalną możliwą do osiągnięcia.
Mieszkańcy Lubówca: kukurydza mogła ograniczyć widoczność
Wśród sąsiadów i osób znających rodzinę pojawiają się różne przypuszczenia dotyczące tego, co mogło doprowadzić do tragedii. Jeden z mieszkańców podkreśla, że Zbigniew K. zmarł tuż przed 67. urodzinami.
WIDEOPobili 14-latka za szalik. Policja publikuje nagranie z rozboju
Widział pan, jak wysoka jest tam kukurydza? Może to zasłoniło mu widok - mówił w rozmowie z "Faktem" pan Ryszard, który zna obu braci.
Wątpliwości ma też syn zmarłego. Z jego relacji wynika, że ojciec tego dnia miał na sobie czerwoną bluzę, co - w jego ocenie - powinno ułatwiać zauważenie pieszego na drodze. Jednocześnie podkreśla, że nie potrafi zrozumieć, jak mogło dojść do potrącenia.
Prokuratura czeka na wyniki badań toksykologicznych
Śledztwo nadal trwa, a dotychczasowe ustalenia nie zamykają sprawy. Prokurator Arkadiusz Arkuszewski z Prokuratury Okręgowej we Włocławku przekazał "Faktowi", że kluczowe mają być wyniki badań toksykologicznych.
Czekamy na wyniki badań toksykologicznych, wykonywanych przez biegłych medycyny sądowej w Łodzi - przekazał prokurator Arkadiusz Arkuszewski.
Robert K. pozostaje na wolności. Jak przypomina prokuratura, za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Mężczyzna nie chce rozmawiać o tym, co pamięta z wypadku ani jak - jego zdaniem - doszło do tragedii.