Ford się stoczył. Strażnicy zostawili go na drodze. Komendant tłumaczy

Na lokalnej grupie zrzeszającej mieszkańców Świnoujścia pojawiło się zdjęcie auta z karteczką za szybą. Pan Paweł opisał, że auto stoczyło się na drogę, a strażnicy pozostawili je z mandatem dla kierowcy. – To nie był mandat, tylko wezwanie do stawienia się w naszej siedzibie – tłumaczy komendant straży Mirosław Karliński. Wskazuje też, czemu auto zostało na jezdni.

Zdjęcie auta ze ŚwinoujściaZdjęcie auta ze Świnoujścia
Źródło zdjęć: © Facebook | archiwum prywatne, Świnoujście Info
Rafał Strzelec

Pan Paweł opisał na jednej z lokalnych grup w Świnoujściu zdarzenia z 28 października. "Auto pozostawione bez ręcznego i biegu wytoczyło się na drogę koło Rusałki. Na szczęście jedno koło wpadło w zagłębienie asfaltu i zatrzymało samochód" – opisuje mężczyzna. Z jego relacji wynika, że na miejscu pojawiła się miejscowa straż miejska, która wlepiła kierowcy mandat i nie zabezpieczyła samochodu marki Ford.

Mężczyzna sam podjął decyzję o wtoczeniu auta na miejsce parkingowe. Potem zrobił zdjęcia i wrzucił do sieci. Sprawa zaczęła żyć swoim życiem. Pojawiły się ostre komentarze pod adresem strażników miejskich ze Świnoujścia. "Mandat dali, no ok tak ich robota, ale kurde, żeby nie pchnąć auta z drogi, to już przerosło ich inteligencję" – napisał jeden z komentujących.

Zdjęcia ze Świnoujścia. Straż miejska tłumaczy

Nasz portal skontaktował się z Mirosławem Karlińskim, komendantem straży miejskiej w Świnoujściu. – Kierowca nie otrzymał mandatu, tylko wezwanie do stawienia się w naszej siedzibie – mówi o2.pl komendant Karliński.

Zapytaliśmy, dlaczego auto pozostawiono na miejscu. – Strażnicy miejscy, podejmując interwencję, zawsze oceniają, jaka jest sytuacja na miejscu. Funkcjonariusze postąpili zgodnie z zasadami, wystawiając wezwanie, bowiem właściciela nie było w miejscu zamieszkania. Mogli ten samochód odholować, ale wówczas naraziliby właściciela na koszty sięgające około 500 zł. Dlatego podjęli decyzję, że zostawią tylko wezwanie – mówi nam komendant.

– Właściciel auta był dziś (29 października red.) w naszej siedzibie. Porozmawialiśmy z nim, został przez nas pouczony, że należy pamiętać o zaciągnięciu hamulca ręcznego. Jest już po temacie – mówi nam Karliński.

Jak dodaje, kierowca był wdzięczny, że auto nie zostało odholowane. Pojazd przesunął się około 1,5 metra, jednak w ocenie strażników nie stanowił niebezpieczeństwa.

Wybrane dla Ciebie