Najważniejsze informacje
- Prorosyjska grupa Global Citizens Against War 1984 (GCAW1984) miała grozić firmom z Łotwy, Polski i Portugalii, żądając wstrzymania dostaw broni dla Ukrainy.
- Marek Menkiszak z OSW ocenia, że to element działań dywersyjnych, a otwarty konflikt zbrojny Rosji z NATO jest obecnie bardzo mało prawdopodobny.
- Ekspert wskazuje, że Rosja jest zbyt słaba na nowy front, bo na Ukrainie zaangażowała ponad 600 tys. żołnierzy.
Wiadomości o groźbach przekazała łotewska agencja LETA. Według tych doniesień GCAW1984 miała wysłać listy do firm w trzech krajach, domagając się zatrzymania dostaw uzbrojenia na Ukrainę. W rozmowie z PAP Marek Menkiszak, kierownik Zespołu Rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich, zakwalifikował to jako kolejny sygnał działań poniżej progu otwartej wojny.
Analityk OSW podkreśla, że Rosja stosuje instrumenty mieszczące się w logice wojny hybrydowej, a ich celem jest m.in. zastraszenie państw europejskich i osłabienie wsparcia dla Kijowa.
Rosja prowadzi z państwami NATO toczącą się poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego wojnę nazywaną hybrydową - zauważył Menkiszak w rozmowie z PAP.
WIDEONiezwykłe słowa o Lewandowskim przed hitem z Messim
Wątek kampanii wobec państw bałtyckich pojawia się też w kontekście rosyjskiej dezinformacji: Moskwa oskarża Litwę, Łotwę i Estonię o rzekome prześladowanie rosyjskojęzycznych mieszkańców oraz o otwieranie przestrzeni powietrznej dla Ukrainy do uderzeń w głąb Rosji.
Według wcześniejszych doniesień mediów taki przekaz mógł być elementem przygotowań do eskalacji, choć eksperci wojskowi wskazują, że krajom bałtyckim nie grozi obecnie klasyczna inwazja.
Ostrzeżenia wobec Kremla i ocena ryzyka
Jak podaje "The Wall Street Journal", pod koniec sierpnia szef amerykańskiego wywiadu John Ratcliffe miał podczas wizyty w Moskwie ostrzec Kreml przed atakiem na państwo NATO, wskazując w szczególności na Estonię, Łotwę i Litwę. Dzień później amerykański Institute for the Study of War informował o przesłankach mogących wskazywać na przygotowania Rosji do potencjalnego aktu agresji wobec państwa NATO.
Marek Menkiszak z OSW ocenia jednak, że bezpośredni atak na sojusznika NATO jest obecnie mało prawdopodobny, dopóki Moskwa zakłada funkcjonowanie Sojuszu, a USA utrzymują nuklearne gwarancje dla Europy.
Dlatego Rosjanie wolą dywersję, bo uważają, że takie metody niosą mniejsze ryzyko i równocześnie dają większe szanse na odniesienie zwycięstwa nad Ukrainą – wskazał ekspert w rozmowie z PAP.
Moskwa utrzymuje na Ukrainie zaangażowanie przekraczające 600 tys. żołnierzy, a zapowiadana kolejna mobilizacja ma przede wszystkim uzupełnić straty i zwiększyć presję na froncie. Ekspert nie wyklucza jednak, że Kreml będzie eskalował działania dywersyjne, także w bardziej bezpośredniej, "kinetycznej" formie, próbując wymusić ograniczenie europejskiego wsparcia dla Ukrainy.