Groźby za pomoc Ukrainie. Na liście znalazły się polskie firmy

Prorosyjska grupa Global Citizens Against War 1984 miała kierować groźby pod adresem firm z Polski, Łotwy i Portugalii zaangażowanych w dostawy uzbrojenia dla Ukrainy. Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia, że tego typu działania mogą wpisywać się w szerszą kampanię rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko państwom NATO.

Shanghai Cooperation Summit Held In Kyrgyzstan
BISHKEK, KYRGYZSTAN - AUGUST 31: Russian President Vladimir Putin listens during the Shanghai Cooperation Organization Summit on August 31, 2026 in Bishkek, Kyrgyzstan. Putin arrived to Kyrgyzstan for a two-day trip. (Photo by Contributor/Getty Images)
ContributorGroźby za pomoc Ukrainie. Na liście znalazły się polskie firmy
Źródło zdjęć: © Getty Images | Contributor#8523328
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Prorosyjska grupa Global Citizens Against War 1984 (GCAW1984) miała grozić firmom z Łotwy, Polski i Portugalii, żądając wstrzymania dostaw broni dla Ukrainy.
  • Marek Menkiszak z OSW ocenia, że to element działań dywersyjnych, a otwarty konflikt zbrojny Rosji z NATO jest obecnie bardzo mało prawdopodobny.
  • Ekspert wskazuje, że Rosja jest zbyt słaba na nowy front, bo na Ukrainie zaangażowała ponad 600 tys. żołnierzy.

Wiadomości o groźbach przekazała łotewska agencja LETA. Według tych doniesień GCAW1984 miała wysłać listy do firm w trzech krajach, domagając się zatrzymania dostaw uzbrojenia na Ukrainę. W rozmowie z PAP Marek Menkiszak, kierownik Zespołu Rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich, zakwalifikował to jako kolejny sygnał działań poniżej progu otwartej wojny.

Analityk OSW podkreśla, że Rosja stosuje instrumenty mieszczące się w logice wojny hybrydowej, a ich celem jest m.in. zastraszenie państw europejskich i osłabienie wsparcia dla Kijowa.

Rosja prowadzi z państwami NATO toczącą się poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego wojnę nazywaną hybrydową - zauważył Menkiszak w rozmowie z PAP.

WIDEO
Niezwykłe słowa o Lewandowskim przed hitem z Messim


Wątek kampanii wobec państw bałtyckich pojawia się też w kontekście rosyjskiej dezinformacji: Moskwa oskarża Litwę, Łotwę i Estonię o rzekome prześladowanie rosyjskojęzycznych mieszkańców oraz o otwieranie przestrzeni powietrznej dla Ukrainy do uderzeń w głąb Rosji.

Według wcześniejszych doniesień mediów taki przekaz mógł być elementem przygotowań do eskalacji, choć eksperci wojskowi wskazują, że krajom bałtyckim nie grozi obecnie klasyczna inwazja.

Ostrzeżenia wobec Kremla i ocena ryzyka

Jak podaje "The Wall Street Journal", pod koniec sierpnia szef amerykańskiego wywiadu John Ratcliffe miał podczas wizyty w Moskwie ostrzec Kreml przed atakiem na państwo NATO, wskazując w szczególności na Estonię, Łotwę i Litwę. Dzień później amerykański Institute for the Study of War informował o przesłankach mogących wskazywać na przygotowania Rosji do potencjalnego aktu agresji wobec państwa NATO.

Marek Menkiszak z OSW ocenia jednak, że bezpośredni atak na sojusznika NATO jest obecnie mało prawdopodobny, dopóki Moskwa zakłada funkcjonowanie Sojuszu, a USA utrzymują nuklearne gwarancje dla Europy.

Dlatego Rosjanie wolą dywersję, bo uważają, że takie metody niosą mniejsze ryzyko i równocześnie dają większe szanse na odniesienie zwycięstwa nad Ukrainą – wskazał ekspert w rozmowie z PAP.

Moskwa utrzymuje na Ukrainie zaangażowanie przekraczające 600 tys. żołnierzy, a zapowiadana kolejna mobilizacja ma przede wszystkim uzupełnić straty i zwiększyć presję na froncie. Ekspert nie wyklucza jednak, że Kreml będzie eskalował działania dywersyjne, także w bardziej bezpośredniej, "kinetycznej" formie, próbując wymusić ograniczenie europejskiego wsparcia dla Ukrainy.

Wybrane dla Ciebie