Łukasz i Kacper znali się od szkoły. Pojechali na A1 dorobić na wakacje. Doszło do tragedii

Tragedia na A1. Rodziny Łukasza i Kacpra po raz pierwszy opowiedziały o tragedii, która zmieniła ich życie. Dwaj 20-latkowie znali się jeszcze ze szkoły. Pojechali na A1 tylko po to, by dorobić. Jeden z nich nie wrócił do domu, drugi do dziś zmaga się ze skutkami wypadku - relacjonuje TVN Uwaga.

.Tragedia na A1. Mieli po 20 lat. Rozpędzona ciężarówka odebrała im życie
Źródło zdjęć: © Facebook | TVN Uwaga
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Do wypadku doszło 1 września na A1 pod Częstochową; zginęło czterech pracowników, a czterech trafiło do szpitali.
  • Według Prokuratury Okręgowej w Częstochowie kierowca ciężarówki był pod wpływem klefedronu.
  • Śledczy sprawdzają też wątek kart do tachografu i organizacji zabezpieczeń na odcinku prac.

Łukasz i Kacper pochodzili z Niedzicy. Mieli po 20 lat i znali się jeszcze ze szkoły. Wakacyjny wyjazd na Śląsk nie miał być początkiem żadnej wielkiej życiowej przygody. Chcieli po prostu zarobić trochę pieniędzy. Na A1 pod Częstochową mieli pracować zaledwie kilka dni, a później wrócić do nauki.

Nie mogli wiedzieć, że dla Łukasza będzie to ostatni wyjazd w życiu. 1 września ciężarówka wjechała w grupę pracowników wykonujących roboty drogowe. Zginęły cztery osoby, a cztery kolejne zostały ranne.

O tragedii rodzina Łukasza dowiedziała się telefonicznie. Dla jego bliskich wiadomość była szokiem - Agnieszka, babcia 20-latka, opowiedziała reporterom TVN Uwaga o chwili, kiedy dotarło do niej, co się stało.

WIDEO
Były za mocne dla cenzury PRL. Twórca o scenach z "Alternatywy 4" 


O godzinie 10 dostaliśmy telefon, odebrał Stasiu. Strasznie płakał, wiedziałam, że coś się dzieje. Okazało się, że Łukasz nie żyje, to był szok, strasznie płakałam - wspominała.

Kacper miał więcej szczęścia, choć również doznał poważnych obrażeń. Jego ojciec Krzysztof opowiedział, co zapamiętał syn. 20-latek miał próbować uciekać przed nadjeżdżającym pojazdem.

Zapamiętał tylko, że uciekał, a tamci nie mieli już chyba szans - mówił ojciec Kacpra.

Obrażenia chłopaka są poważne. Jak przekazał jego ojciec, nos i żuchwa zostały przemieszczone. Operację ma przejść w piątek 11 września.

Tragedia na A1 pod Częstochową miała znacznie większy wymiar. W sumie zginęło czterech pracowników robót drogowych, a czterech zostało rannych. Większość ofiar pochodziła z niewielkich miejscowości położonych w pobliżu granicy ze Słowacją.

Jedną ze śmiertelnych ofiar był 62-letni Milan. Jego rodzina nie była w stanie rozmawiać z reporterami. O mężczyźnie opowiedziała jednak jego kuzynka Helena.

Z Milanem byłam zżyta od dziecka. Chodziliśmy do nich, a oni do nas. To był fajny chłopak, rodzinny. Ostatnio wybudowali nowy dom, byłoby im tam dobrze, a coś takiego się stało. Szkoda mi jego żony. On sam pół roku temu pochował brata, a w maju zmarł jego ojciec – mówi pani Helena.

Kierowca był pod wpływem

Kierowca ciężarówki, który wjechał w miejsce prowadzonych robót drogowych, najprawdopodobniej w ogóle nie próbował hamować. Za kierownicą siedział 31-latek z okolic Kutna, zawodowo zajmujący się prowadzeniem ciężarówek. Po zdarzeniu mężczyzna miał próbować oddalić się z miejsca wypadku, jednak świadkowie zdołali go zatrzymać. Według doniesień miał ku temu konkretny powód.

Dominik D. w chwili tragedii znajdował się pod wpływem klefedronu. Według opinii biegłego substancja była w jego organizmie w ilości, która miała bezpośredni wpływ na jego zachowanie na drodze.

Prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Śledczy badają również dodatkowy wątek dotyczący kart kierowców należących do innych osób, które znaleziono w kabinie ciężarówki.

To jednak niejedyny wątek, który pojawia się po tragedii. Reportaż TVN Uwaga zwraca uwagę na sposób zabezpieczania ekip pracujących na autostradach. Pojawiają się pytania, czy pracownicy znajdujący się na drodze mieli zapewnioną wystarczającą ochronę.

Mamy potwierdzenie, że wszystko było prawidłowo oznakowane. Kilkaset metrów dalej były pierwsze informacje na temat prowadzonych prac – mówił tuż po tragedii Marcin Twardysko z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Z nagrania, do którego dotarł portal brd24.pl, wynika jednak, że miejsce prowadzonych prac mogło być niewłaściwie zabezpieczone. Według Łukasza Zboralskiego, redaktora naczelnego portalu, przed zwężeniem jezdni powinno znajdować się odpowiednie oznakowanie, a następnie przyczepka i poduszka zderzeniowa zamykająca prawy pas.

Tymczasem między poduszką a pracownikami było zaledwie około 10 metrów, podczas gdy odległość powinna wynosić około 100 metrów.

GDDKiA zleciła realizację prac wybranej przez siebie firmie, jednak ta korzystała z usług kilku podwykonawców. Część z nich odpowiadała za zatrudnienie pracowników, inni mieli zajmować się zabezpieczeniem prowadzonych robót. GDDKiA podkreśla, że dobór podwykonawców pozostaje decyzją głównego wykonawcy.

Jednocześnie oficjalne statystyki pokazują skalę problemu – w ciągu dwóch lat podczas prac na drogach zginęło 14 osób, a ponad 100 zostało rannych. Według ekspertów nieprawidłowo zabezpieczone roboty nie są przy tym odosobnionym przypadkiem. W ostatnich dniach pojawiały się kolejne nagrania i zdjęcia pokazujące pracowników wykonujących prace bez odpowiedniej ochrony. GDDKiA zapewnia jednak, że reaguje na takie sygnały.

Wybrane dla Ciebie