Przed krakowskim sądem od połowy czerwca toczy się proces o 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej i parafii w Międzybrodziu Bialskim. Powodem jest Janusz Szymik, który wskazuje, że w latach 1984-1989, gdy był dzieckiem, miał być wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza ks. Jana W.
Proces o 20 mln zł: czego domaga się Janusz Szymik
Sprawa dotyczy odpowiedzialności Archidiecezji Krakowskiej i parafii w Międzybrodziu Bialskim za krzywdy, o których mówi powód. W ocenie pełnomocników Janusza Szymika istotne znaczenie mogą mieć informacje o tym, kto w strukturach Kościoła miał sygnały o działaniach ks. Jana W. i czy podejmowano jakiekolwiek reakcje.
Właśnie z tego powodu wśród świadków znalazł się kard. Stanisław Dziwisz. Strona powodowa wskazywała, że hierarcha mógł wiedzieć o sprawie, bo miał otrzymywać sygnały z prośbą o interwencję od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
Burza wokół Jana Pawła II. "Dziwisz zablokował przeglądanie akt"
Zeznania kard. Dziwisza w Sądzie Okręgowym w Krakowie
Emerytowany metropolita krakowski zeznawał przez blisko godzinę. Pytany przez pełnomocnika powoda o ks. Jana W. przyznał, że go kojarzy, bo znał księży z archidiecezji krakowskiej, ale zaznaczył, że nie utrzymywał z nimi kontaktów osobistych ani towarzyskich.
Kard. Dziwisz zeznał też, że nie ma wiedzy, w jakich okolicznościach ks. Jan W. został sekretarzem ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego. Wyjaśniał, że w tamtym czasie przebywał w Rzymie i koncentrował się na obowiązkach w Watykanie.
W Watykanie przez 27 lat byłem sekretarzem papieża i nie interesowałem się, bo nie miałem sposobu, tym, co się działo w diecezji, bo miałem inne sprawy z racji pełnionej funkcji - powiedział kard. Stanisław Dziwisz przed sądem.