Karnista po wyroku ws. Sebastiana M. "Wyraźny sygnał dla społeczeństwa"

Sebastian M. został skazany na osiem lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina. Wyrok, który zapadł w środę, 21 października, jest nieprawomocny. – Sąd zdecydował się sięgnąć po najsurowszy środek, jaki pozostawał w jego dyspozycji – mówi o2.pl prof. Szymon Tarapata, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego i adwokat.

Karnista ocenił wyrok ws. Sebastiana M.Karnista ocenił wyrok ws. Sebastiana M.
Źródło zdjęć: © Uniwersytet Jagielloński, o2.pl
Aneta Polak

Orzeczono również 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów oraz nakazano skazanemu zapłatę łącznie 2 mln zł na rzecz rodzin ofiar i pokrycie kosztów procesu. Wyrok jest nieprawomocny. Stronom przysługuje odwołanie.

W rozmowie z o2.pl karnista prof. Szymon Tarapata, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ocenił rozstrzygnięcie sądu.

Jest to najsurowsza kara, jaką sąd mógł orzec w tej sprawie. Surowszej sankcji ustawa po prostu nie przewidywała. Mieliśmy do czynienia z rażącym przekroczeniem dopuszczalnej prędkości, a więc naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym o wyjątkowo wysokim stopniu nasilenia. Skutki tego zachowania były tragiczne – podkreśla nasz rozmówca.

WIDEO
Sebastian M. winny. Obrażenia ofiar były ogromne

– Wymierzona kara ma zatem również istotny wymiar ogólnoprewencyjny. Stanowi wyraźny sygnał dla społeczeństwa, że rażące lekceważenie zasad bezpieczeństwa na drodze, prowadzące do tak dramatycznych konsekwencji, może spotkać się z bardzo surową reakcją wymiaru sprawiedliwości. Sąd zdecydował się więc sięgnąć po najsurowszy środek, jaki pozostawał w jego dyspozycji – wyjaśnia.

Zgodnie z decyzją sądu, skazany będzie mógł się ubiegać o zwolnienie po sześciu latach.

Co do zasady skazany może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu połowy orzeczonej kary pozbawienia wolności. W tym przypadku sąd zdecydował jednak o zaostrzeniu tego warunku. Oskarżony będzie mógł ubiegać się o zwolnienie dopiero po odbyciu trzech czwartych kary, a więc po sześciu latach. Nie oznacza to oczywiście, że wówczas automatycznie opuści zakład karny. Decyzja będzie zależała od oceny przesłanek warunkowego przedterminowego zwolnienia – mówi prof. Tarapata.

Jak słyszymy, "na poczet orzeczonej kary zostanie również zaliczony okres rzeczywistego pozbawienia wolności w tej sprawie, w tym tymczasowego aresztowania. Ma to znaczenie przy ustalaniu, kiedy skazany będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie, oczywiście pod warunkiem uprawomocnienia się wyroku."

"Może to rodzić poczucie niesprawiedliwości"

Wyrok zamyka określony etap postępowania, ale nie kończy dramatu bliskich ofiar. – Państwo nie dysponuje w tej sprawie karą w pełni odpowiadającą ciężarowi tej tragedii. Nie ma takiej kary, która przywróci rodzinie Patryka, Martyny i Oliwiera przyszłość, którą Sebastian M. unicestwił w ciągu kilku sekund – argumentował prok. Aleksander Duda podczas mowy końcowej.

W tej sprawie życie straciły trzy osoby. Nie ulega wątpliwości, że nawet najsurowsza kara pozbawienia wolności nie jest w stanie zrekompensować ich bliskim poniesionej straty. Rozumiem również, że kara ośmiu lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmierci trzech osób może wywoływać społeczne poczucie niesprawiedliwości – podkreśla prof. Tarapata w rozmowie z o2.pl.

– Trzeba jednak pamiętać, że śmiertelne wypadki drogowe stanowią niezwykle zróżnicowaną kategorię zdarzeń. Mogą być następstwem zarówno stosunkowo niewielkiego naruszenia zasad bezpieczeństwa, jak i zachowań skrajnie nieodpowiedzialnych, polegających na rażącym lekceważeniu życia i zdrowia innych uczestników ruchu – kontynuuje.

Dlatego uważam, że ustawowe zagrożenie karą za tego rodzaju przestępstwa powinno być odpowiednio elastyczne. Dolna granica kary nie powinna być nadmiernie wysoka, ponieważ nie każdy tragiczny w skutkach wypadek drogowy wiąże się z równie poważnym naruszeniem reguł ostrożności. Jednocześnie górna granica ustawowego zagrożenia powinna być wyższa, aby umożliwić sądom odpowiednio surowe reagowanie na przypadki najbardziej drastyczne – wskazuje ekspert.

W jego opinii "chodzi nie tyle o automatyczne zaostrzanie odpowiedzialności karnej za wszystkie wypadki śmiertelne, ile o zapewnienie sądom możliwości rzeczywistego różnicowania kar w zależności od stopnia zawinienia sprawcy, charakteru naruszonych reguł ostrożności i rozmiaru wyrządzonej szkody".

Będzie apelacja?

Zdaniem prof. Tarapaty, można się spodziewać, że obrona wystąpi z wnioskiem o sporządzenie i doręczenie pisemnego uzasadnienia wyroku. Jak słyszymy, "taki wniosek składa się w terminie siedmiu dni od ogłoszenia wyroku. Będzie to pierwszy krok w kierunku ewentualnego wniesienia apelacji".

Po doręczeniu wyroku wraz z uzasadnieniem rozpocznie się bieg czternastodniowego terminu do wniesienia apelacji. Środek odwoławczy zostanie rozpoznany przez sąd drugiej instancji, którym w tym przypadku będzie sąd okręgowy. Sąd odwoławczy oceni zasadność podniesionych zarzutów i zdecyduje, czy utrzyma zaskarżony wyrok w mocy, zmieni go, czy też uchyli i przekaże sprawę do ponownego rozpoznania sądowi pierwszej instancji – tłumaczy nasz rozmówca.

Kara za "zabójstwo drogowe"?

W wypadku, do którego doszło na A1 (niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego) we wrześniu 2023 r., zginęła trzyosobowa rodzina: Patryk i Martyna Biali oraz ich 5-letni syn Oliwier. Wracali z krótkich wakacji w Jastrzębiej Górze. Biegli oszacowali prędkość BMW przed zderzeniem na 315–329 km/h. Kierowca uderzył w tył prawidłowo jadącej Kii Proceed.

W związku z tą sprawą opinia publiczna upomniała się, aby sprawcy takich wypadków odpowiadali za zabójstwa drogowe. Nasz rozmówca podkreśla, że nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania.

Nie jestem zwolennikiem wprowadzania do polskiego prawa karnego odrębnego przestępstwa zabójstwa drogowego. Nie uważam, aby takie rozwiązanie było konieczne. Już obecnie obowiązujące przepisy pozwalają przecież na przypisanie kierowcy odpowiedzialności za zabójstwo, jeżeli zostanie wykazane, że działał on z zamiarem pozbawienia życia innego człowieka, choćby zamiarem ewentualnym – tłumaczy.

– Przy ocenie zamiaru ewentualnego należy uwzględniać zarówno prawdopodobieństwo wystąpienia skutku, jak i jego obiektywną manifestację w zachowaniu sprawcy. Nie chodzi wyłącznie o ustalenie, że kierowca przewidywał możliwość spowodowania śmierci. Trzeba również wykazać, że zewnętrzne zachowanie kierowcy wskazywało na godzenie się na taki skutek, a nie jedynie na świadomość ryzyka i bezpodstawne przekonanie, że uda się go uniknąć – podkreśla prof. Szymon Tarapata.

Samo rażące przekroczenie prędkości, nawet połączone ze świadomością stwarzania bardzo poważnego zagrożenia, nie przesądza jeszcze o zamiarze ewentualnym. Konieczna jest ocena całokształtu okoliczności, w tym sposobu prowadzenia pojazdu, reakcji kierowcy na zagrożenie oraz jego zachowania bezpośrednio przed wypadkiem. Jeżeli kierowca podejmuje działania zmierzające do uniknięcia zderzenia, może to stanowić zewnętrzną manifestację tego, że nie godził się na śmierć innych osób, choć oczywiście nie wyklucza zamiaru ewentualnego automatycznie – wskazuje prof. Tarapata.

– Dlatego nie widzę potrzeby tworzenia nowego typu przestępstwa. Istotniejsze jest zapewnienie odpowiednio szerokich granic ustawowego zagrożenia karą za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego, tak aby możliwe było adekwatne reagowanie również na najbardziej rażące przypadki naruszenia zasad bezpieczeństwa – ocenia.

Po wypadku wyjechał z Polski

Przypomnijmy: po wypadku M. wyjechał do Dubaju. Tam został aresztowany, a do kraju sprowadzono go dopiero 26 maja 2025 r. po skomplikowanej procedurze ekstradycyjnej.

Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim M. pierwszy raz stanął we wrześniu 2025 r. Proces rozpoczął się w październiku. M. przyznał, że nie czuł się winny śmierci ofiar wypadku. Przed sądem przekonywał, że wyjechał do Dubaju w celach biznesowych. Obrona 35-latka twierdziła, że to wracająca z wakacji rodzina zajechała nagle drogę Sebastianowi M.

Wybrane dla Ciebie