We Francji przybywa tzw. zielonych cmentarzy, gdzie zamiast granitowych płyt są nasadzenia i naturalna roślinność. O to, czy podobne podejście ma szansę przyjąć się w Polsce, "Fakt" zapytał ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Francuski trend zmienia wygląd nekropolii: betonowe alejki i równe rzędy nagrobków coraz częściej ustępują miejscom, które wyglądają jak niewielkie ogrody. W praktyce oznacza to rezygnację z klasycznej płyty na rzecz wyznaczonej przestrzeni obsadzonej roślinami, w której bliscy mogą ułożyć kamienie albo zostawić pamiątki związane ze zmarłym, np. piasek z ulubionej plaży.
Zielone cmentarze. Ogród zamiast płyty
Natura stopniowo przejmuje kontrolę nad miejscem pochówku. Roślinność rozwija się bez stałej ingerencji człowieka, a w części lokalizacji teren bywa oddawany niemal całkowicie dzikiej zieleni. Wtedy odnalezienie umownego miejsca spoczynku wymaga podania współrzędnych GPS.
W innych miejscach pojawiają się kody QR. Po zeskanowaniu można poznać historię życia zmarłego. To rozwiązanie ma zastępować tradycyjne elementy upamiętnienia, a jednocześnie pozwalać zachować pamięć o konkretnych osobach w przestrzeni, która nie jest zdominowana przez kamień i beton.
Założenie takich pochówków to ograniczanie wpływu na środowisko. Zwolennicy zielonych cmentarzy mają rezygnować z chemicznych środków balsamujących, wybierać proste trumny z lokalnego drewna i stawiać na sezonowe kwiaty. W efekcie miejsce pamięci może jednocześnie nawiązywać do osobowości zmarłego i wpisywać się w proekologiczne podejście do pochówku.
Czy Polacy są gotowi na zmiany?
O to, czy podobny kierunek jest realny w Polsce, "Fakt" zapytał ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego, filozofa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Duchowny zwrócił uwagę na dwa czynniki, które mają przesądzać o nadchodzących zmianach.
Z pewnością w najbliższych latach będą w Polsce duże zmiany, gdy chodzi o pochówki, cmentarze. Są dwie przyczyny. Pierwsza: Polska się zmienia światopoglądowo i wraz ze zmianami religijnymi będzie się także zmieniać rozumienie śmierci, życia wiecznego, grzebania ciał, czy prochów ludzi zmarłych (...) I druga przyczyna, czyli kurczenie się miejsc, które można przeznaczyć na nowe groby. Coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, cmentarze są praktycznie zapełnione. Jest coraz trudniej o miejsca na nowe groby - tłumaczy ks. prof. Kobyliński w rozmowie z "Faktem".
Duchowny podkreślił też jednocześnie silną religijność Polaków i szybkie tempo sekularyzacji.
Polska jest ciągle najbardziej religijnym społeczeństwem w Europie. Pamięć o zmarłych jest u nas rozwinięta na poziomie o wiele wyższym niż w innych krajach europejskich. Ale też dodajmy uczciwie, że Polska jest również najszybciej sekularyzującym się społeczeństwem, nie tylko w Europie, ale na całym świecie. I to będzie też mieć przełożenie na stosunek mieszkańców naszego kraju do życia wiecznego, do cmentarzy, do pamięci o zmarłych - dodaje ks. prof. Kobyliński w wypowiedzi dla "Faktu".
Pierwsze symptomy w Polsce
Zdaniem ks. prof. Kobylińskiego pierwsze sygnały zmian już widać. Wskazał rosnącą liczbę kremacji oraz to, że na części cmentarzy pojawiają się kolumbaria, czyli miejsca przeznaczone na urny z prochami.
Na razie pierwszą zmianą jest coraz większa liczba kremacji, pojawienie się na niektórych cmentarzach kolumbariów, w których są umieszczane urny z prochami. Jedną z konsekwencji dokonujących się obecnie w naszym kraju głębokich zmian religijnych i kulturowych będą w przyszłości nowe formy pogrzebów, grzebania zmarłych i przechowywania ludzkich prochów. Od różnych form ekologicznych, po umieszczanie prochów we wspólnych mogiłach. Jednakże dziś trudno dokładnie przewidzieć, w jakim kierunku to się będzie rozwijać i kiedy to nastąpi - podsumowuje ks. prof. Andrzej Kobyliński w rozmowie z "Faktem".