Do zdarzenia doszło na popularnej plaży w Stegnie 29 czerwca tuż przed godziną 16. Jak informuje portal 24opole.pl, ratownicy zostali poproszeni o pomoc przez kobietę zaniepokojoną zniknięciem jej męża oraz 2,5-letniego dziecka.
Akcja ratunkowa w Stegnie – szybka reakcja służb
W momencie, gdy ratownicy ostrzegli plażowiczów przed wejściem do wody i wywiesili czerwoną flagę, wszyscy mieli opuścić morze. Po sprawdzeniu plaży i morza pani Bogusia nie mogła odnaleźć najbliższych. Dodatkowo nie zabrali ze sobą telefonu, co tylko spotęgowało jej niepokój. Kobieta była na miejscu także z nastoletnim synem.
Pierwsza pomoc nad wodą. Zapytaliśmy na plaży, jak uratować tonącego
- Byłam pewna, że weszli do wody. Mówili, że idą się kąpać, a ich telefon został przy ręcznikach. Kiedy ratownicy wywiesili czerwoną flagę i wszyscy wyszli z morza, ich nadal nie było. Wtedy byłam przekonana, że się utopili. Już widziałam najgorszy scenariusz - mówi serwisowi 24opole.pl pani Bogusia.
Ratownicy niezwłocznie przystąpili do poszukiwań. We współpracy z wypoczywającymi na plaży zorganizowali tzw. łańcuch życia, dokładnie przeszukując morze. Służby równocześnie przeczesywały teren wokół plaży.
Ostatecznie po kilkudziesięciu minutach intensywnych działań wyjaśniło się, że mężczyzna nie wchodził do morza z 2,5-letnim synkiem. Zamiast tego widząc zakaz kąpieli, zdecydował się pójść z dzieckiem w stronę wydm, by zbierać muszelki. Mężczyzna był przekonany, że żona zauważyła ich odejście.
Opisywane zdarzenie w Stegnie pokazuje, jak pozornie błaha sytuacja może przerodzić się w poważny alarm, jeśli brakuje precyzyjnej komunikacji. Ratownicy przestrzegają, by łańcuch życia stosować wyłącznie na ich wezwanie, a każda akcja ratunkowa powinna być prowadzona pod czujnym okiem służb.