Najważniejsze informacje
- Po stronie Chin wśród zaginionych jest 260 obcokrajowców.
- W rejonie katastrofy działa blisko 800 ratowników, ale drogi pozostają zablokowane.
- USGS podał, że osuwisko wywołało wstrząs o magnitudzie 5,2 i powodzie błyskawiczne z gruzem.
Do lawiny błotnej doszło w środę rano w tybetańskim powiecie Gyirong, tuż przy granicy z Nepalem. Jak podaje PAP, analiza zdjęć satelitarnych Planet Labs wskazuje, że katastrofę poprzedziło oberwanie potężnego masywu lodowego.
Chińska agencja Xinhua podała, że po chińskiej stronie za zaginione uznano 558 osób, w tym 260 obcokrajowców. Media nie przekazały ich narodowości. Według nepalskiej policji po drugiej stronie granicy liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 162, a los ponad 400 osób nadal jest nieznany.
WIDEOTragedia w Nepalu. "Siedem minut po trzęsieniu ziemi"
Amerykańska służba geologiczna USGS podała, że osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny o magnitudzie 5,2. Po nim pojawiły się gwałtowne powodzie błyskawiczne z gruzem, które spłynęły dolinami po obu stronach granicy. To właśnie ten ciąg zdarzeń miał doprowadzić do tak dużej skali zniszczeń.
Potwierdzono, że znaczna część czoła lodowca zawaliła się. W trakcie obrywu porwała ze sobą ogromne ilości skał i osadów - ocenił profesor Gupta z Uniwersytetu Sikkim, ekspert ds. geologii inżynieryjnej.
Naukowcy zapowiedzieli badania, które mają ustalić wpływ zmian klimatycznych na środowy kataklizm.
Akcje ratunkowe trwają
Chińskie media przekazały, że na miejscu katastrofy działa 800 ratowników i strażaków z psami tropiącymi, dronami oraz skanerami funkcji życiowych. Wojskowe i cywilne samoloty dowożą zaopatrzenie, ale ciężki sprzęt nie może dotrzeć do strefy zniszczeń, bo wąskie drogi blokują osuwiska i gruz. Nocny deszcz dodatkowo zwiększył ryzyko kolejnych obrywów i spadających głazów.
Bilans tragedii w Nepalu wciąż rośnie. Jak poinformowała tamtejsza policja, liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych wzrosła do 162. Służby nadal poszukują ponad 400 osób, z którymi nie udało się nawiązać kontaktu. Wśród zaginionych jest także 28 funkcjonariuszy policji.
PAP zwraca również uwagę, że kontrolowany przez Chiny Tybet jest na co dzień niedostępny dla zachodnich dziennikarzy, co utrudnia niezależne relacje z rejonu katastrofy.