Tragedia w Krakowie. Zginęli rodzice, ich synek został ranny. Ekspert mówi wprost

Dwie osoby nie żyją, ich mały synek walczy o powrót do zdrowia. Co dokładnie wydarzyło się chwilę wcześniej? Ekspert przeanalizował ślady po tragicznym wypadku w Krakowie i wskazał, jak mogły wyglądać ostatnie sekundy przed tym, gdy samochód wjechał na chodnik.

.Tragedia w Krakowie. Zginęli rodzice, ich synek został ranny. Ekspert mówi wprost
Źródło zdjęć: © Instagram, PAP
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Łukasz Gil, ekspert ds. rekonstrukcji wypadków, przedstawił w mediach społecznościowych hipotezę na podstawie publicznie dostępnych materiałów.
  • Według wstępnych ustaleń śledczych Volkswagen Golf miał jechać ok. 70 km na godz. przy ograniczeniu do 30 km na godz.
  • Prokuratura zabezpieczyła monitoring i dane z pojazdu; na oficjalne opinie biegłych trzeba poczekać co najmniej kilka tygodni.

W sobotę, 22 sierpnia, na ulicy Solnej w Krakowie 26-letni kierowca Volkswagena Golfa stracił panowanie nad samochodem i wjechał na chodnik, gdzie znajdowała się trzyosobowa rodzina. W wypadku zginęli rodzice, oboje mieli po 32 lata. Ich ośmiomiesięczny synek został ciężko ranny i trafił do szpitala.

Śledczy od początku próbują odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie wydarzyło się tuż przed tragedią. Jak podaje "Fakt", według dotychczasowych ustaleń samochód poruszał się z prędkością około 70 km na godz., choć w tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 30 km na godz.

Własną analizę dostępnych publicznie materiałów przeprowadził w mediach społecznościowych dr inż. Łukasz Gil, ekspert zajmujący się analizą i rekonstrukcją wypadków drogowych. Przyjrzał się nagraniom z miejsca tragedii, zdjęciom oraz uszkodzeniom Volkswagena.


WIDEO
Kiedyś ważył ponad 200 kg. Zobacz, co dziś wyczynia na boisku


Na miejscu widoczne były ślady prowadzące przez chodnik, uszkodzony wózek i rower. Ekspert zwrócił również uwagę na ślady na krawężniku oraz uszkodzenia samego samochodu. Z analizy wynika, że szczególnie ważne mogą być uszkodzenia prawej części Golfa.

Zdaniem eksperta brak wyraźnych śladów uderzenia w przedniej części auta może wskazywać, że piesi zostali potrąceni bokiem samochodu.

Po dokonanej analizie uszkodzeń pojazdu można wnioskować, że piesi zostali potrąceni prawym bokiem i najpierw mógł zostać potrącony mężczyzna z rowerem, a następnie kobieta z wózkiem - podkreśla ekspert.

Klucz może kryć się w danych z samochodu

Ekspert zakłada, że samochód jechał od strony ul. Nadwiślańskiej. Jak opisał, pojazd po wyjechaniu spod wiaduktu mógł uderzyć kołami przedniej osi w krawężnik po lewej stronie, a następnie zjechać prawym bokiem na chodnik. Według jego wyliczeń prędkość auta mogła wynosić ok. 70 km na godz., co ma odpowiadać wstępnym ustaleniom śledczych.

Odpowiedź na najważniejsze pytania mogą przynieść dane zapisane w elektronice Volkswagena. Zabezpieczony samochód ma zostać dokładnie przebadany, a śledczy chcą przeanalizować informacje z systemów pojazdu z ostatnich sekund przed zderzeniem - dodaje.

Takie dane mogą pokazać między innymi prędkość samochodu, ruch kół, położenie kierownicy oraz sposób używania hamulca i pedału gazu. Dopiero po zestawieniu tych informacji ze śladami na miejscu i innymi dowodami możliwe będzie precyzyjne odtworzenie przebiegu tragedii.

26-letni Hubert B. usłyszał zarzut w związku ze spowodowaniem śmiertelnego wypadku. Nie przyznał się do winy. Według relacji z postępowania jego wersja zakłada, że do utraty panowania nad samochodem mogły przyczynić się nierówności nawierzchni.

Nie rozumiem, jak mogło dojść do tego wypadku. Hubert współpracował z nami dwa lata. Nigdy nie było z nim kłopotów. Nie miałem sytuacji, aby dostał na sesji mandat czy żeby złapała go policja. A wiedziałbym o tym - mówi o2.pl właściciel firmy, która sprzedaje auta w Krakowie. Prosi o anonimowość. Nie chce być wiązany ze sprawą.

B. od lat fascynował się motoryzacją. Miał firmę, prowadził videobloga o samochodach. Robił im zdjęcia. Przygotowywał filmy promocyjne. Współpracował z dużymi podmiotami, kierowcami wyścigowymi, influencerami, salonami samochodowymi. 26-latek miał na swoim koncie m.in. zdjęcia dla marki Lexus Polska i sprzedawców Tesli.

Prokuratura prowadzi śledztwo i czeka na kolejne opinie oraz wyniki badań. To one mają ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, jak dokładnie wyglądały ostatnie sekundy przed tym, gdy rozpędzony samochód wypadł z jezdni i wjechał w rodzinę idącą chodnikiem.

Wybrane dla Ciebie