Zamienił się w "kulę ognia". Nagranie po tragedii we Włoszech

Dwie osoby zginęły w katastrofie autogiro w dolinie Antrona na północy Włoch. Maszyna leciała nisko nad jeziorem Campliccioli i uderzyła w przewody kolejki linowej. W sieci ukazało się nagranie ze zdarzenia.

Wypadek autogiro we WłoszechWypadek autogiro we Włoszech
Źródło zdjęć: © X | Ultimora.net
Rafał Strzelec

Jak podaje "Corriere della Sera", do tragicznego wypadku doszło w rejonie jeziora Campliccioli, w parku przyrodniczym Alta Valle di Antrona w prowincji Verbano-Cusio-Ossola, blisko szwajcarskiej granicy. Dwuosobowy autogiro, niewielki statek powietrzny nieco przypominający helikopter, uderzył w przewody kolejki linowej należącej do Enel. Po zderzeniu maszyna stanęła w ogniu i spadła u podnóża pionowej ściany zapory, na wysokości około 1350 metrów.

Na pokładzie znajdowali się 62-letni Alessandro Muscinelli oraz 63-letnia Antonella Pagliarani z Mediolanu. Muscinelli, mieszkający w Premeno, był pilotem i właścicielem maszyny. Oboje zginęli na miejscu.

Świadkowie widzieli moment katastrofy

Do wypadku doszło w środę (26 sierpnia) około godziny 11. W tym czasie w okolicy przebywało wielu turystów i miłośników górskich wędrówek. Część z nich widziała moment, w którym autogiro uderzyło w przewody. W sieci ukazało się nagranie z tego zdarzenia.

Jednym ze świadków był burmistrz Antrony Franco Borsotti. Jak relacjonował, zauważył maszynę lecącą bardzo nisko. Chwilę później statek powietrzny miał zamienić się w "kulę ognia".

Na miejsce skierowano kilka śmigłowców ratunkowych, w tym maszynę pogotowia 118 oraz śmigłowiec straży pożarnej z Malpensy. W akcji uczestniczyli także karabinierzy, strażacy, funkcjonariusze Guardia di Finanza oraz ratownicy górscy. Niestety, życia obu osób nie udało się uratować.

Dokładne przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Według wstępnych ustaleń, które przywołuje "Corriere della Sera", autogiro po przelocie nad jeziorem napotkał pasmo chmur. Przy ograniczonej widoczności pilot miał zdecydować się na zawrócenie. W trakcie manewru maszyna znalazła się na kursie kolizyjnym z przewodami.

Burmistrz Borsotti podkreślił, że przewody znajdują się co najmniej 100 metrów nad ziemią. Dodał również, że miejsce katastrofy leży na terenie parku przyrodniczego, gdzie normalnie nie odbywa się ruch lotniczy. Według informacji przekazanych przez dyrektora parku nie wpłynął wniosek o zgodę na lot.

Sprawą zajmuje się prokuratura w Verbanii. Wszczęto śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci. Śledczy mają ustalić m.in., dlaczego maszyna leciała tak nisko, czy pilot miał wymagane zezwolenia oraz co dokładnie wydarzyło się podczas zawracania.

Wybrane dla Ciebie