W ostatnich dniach coraz głośniej europejscy przywódcy mówią o możliwych prowokacjach ze strony Rosji. Litewski minister obrony Robertas Kaunas twierdzi, że Putin potrzebuje kolejnej wojny i zwycięstwa, dlatego region bałtycki i Polska mogą być najbliższym celem.
We wtorek odbyło się posiedzenie komitetu ds. bezpieczeństwa. Jak twierdzi minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, wśród możliwych prowokacji wymienione były "zakłócanie sygnału GPS, różnego rodzaju akcje dywersyjne", a także "prowokacje dronowe" z wykorzystaniem tych z Ukrainy.
Brytyjski "Daily Express" twierdzi, że Rosja może planować inwazję na trzy kraje. To prawdopodobnie Estonia, Litwa i Łotwa. Serwis podaje, że Estonia obserwuje niepokojące ruchy Rosjan.
Chodzi o ćwiczenia z użyciem ostrej amunicji w pobliżu granicy na jeziorze Pejpus nie powiadamiając o tym władz estońskich. - To coś nowego. Strzelali do ruchomego celu na wodzie - cytuje "Daily Express" ministra obrony Hanno Pevkura.
Prezydent Litwy Gitanas Nauseda na spotkaniu z prezydentem Łotwy Edgarsem Rinkēvičsem stwierdził, że posiada informacje wywiadowcze o możliwym ataku Rosji na własną krytyczną infrastrukturę.
Dodał, że trwa obserwacja ruchów, które mogłyby zakłócić funkcjonowanie litewskich systemów energetycznych i transportowych, w tym obiektów, które obsługują połączenia Litwy z europejską siecią elektroenergetyczną.