Jak podaje brytyjski dziennik "The Mirror", brytyjski sąd uznał, że śmierć 11-letniej Kaliyah Coa była nieszczęśliwym wypadkiem. Dziewczynka zaginęła 31 marca 2025 r. po wejściu do Tamizy w rejonie Barge House Causeway we wschodnim Londynie. Jej ciało odnaleziono po blisko dwóch tygodniach intensywnych poszukiwań.
Podczas rozprawy ujawniono, że dzień wcześniej Kaliyah była na przyjęciu urodzinowym i za zgodą ojca została na noc u koleżanki. Następnego dnia dzieci poszły do parku, a później nad rzekę.
Ojciec dziewczynki zeznał, że córka zadzwoniła do niego i zapytała, czy może "zamoczyć stopy" w wodzie. Przypomniał jej, że to nie jest plaża i stanowczo nakazał odejść od brzegu. Kaliyah odpowiedziała, że wie, jak niebezpieczne są rzeczne prądy.
Śledztwo wykazało, że jedno z dzieci zgubiło w Tamizie but. Kaliyah próbowała pomóc w jego wyciągnięciu. Według świadka użyła hulajnogi, aby dosięgnąć zguby. - Jest za droga, nie używaj jej - miało powiedzieć jedno z dzieci. Chwilę później 11-latka wpadła do rzeki i zaczęła walczyć z silnym nurtem. Mężczyzna, który widział zdarzenie, natychmiast wezwał służby ratunkowe, jednak dziewczynka zniknęła pod wodą.
Patolog potwierdził, że Kaliyah była zdrowym dzieckiem i nie miała obrażeń świadczących o przemocy. Przyczyną śmierci było utonięcie. Koroner podkreślił, że nie znaleziono żadnych dowodów wskazujących na udział osób trzecich ani celowe działanie innych dzieci.
Sąd zaznaczył również, że nie należy obwiniać rówieśników za brak próby wejścia do wody. Warunki w Tamizie były wyjątkowo niebezpieczne, a silne prądy mogły zagrozić również ich życiu. Kończąc postępowanie, koroner nazwał śmierć 11-latki tragicznym i całkowicie nieoczekiwanym wypadkiem.