Uwaga wielu osób skierowana jest na Ceutę (hiszpańska eksklawa położona w Afryce Północnej) do której z sąsiedniego Maroka w niekontrolowany sposób przedarły się tysiące osób. Do akcji wkroczyły służby na czele z wojskiem.
O wydarzeniach z ostatnich dni rozmawialiśmy z Aleksandrą Żyłowską-Mharrab. Polka od siedmiu lat jest związana z Marokiem poprzez rodzinę oraz życie między dwiema kulturami. Prowadzi bloga "Blondynka w Maroku" oraz kanały w mediach społecznościowych, na których opowiada o podróżach, marokańskiej kulturze i codziennym życiu z perspektywy osoby łączącej polskie i marokańskie doświadczenia.
Żyłowska-Mharrab przyznała, że w Maroku pojawiają się dwie sprzeczne wersje dotyczące wydarzeń w Ceucie. - Oficjalne media podkreślają, że fala migracji nastąpiła wbrew woli Maroka i obwiniają za nią siatki przemytników ludzi, którzy mieli rozpropagować w sieci informację o zakazie natychmiastowej deportacji osób przybywających do Hiszpanii drogą morską. Nieoficjalnie z kolei mówi się, że Maroko musiało poluźnić kontrole na granicy i zezwolić na migrację ludności na tak wielką skalę. Taką narrację propaguje też Algieria, z którą Maroko ma bardzo napięte stosunki i zamkniętą granicę od ponad 20 lat - podkreśliła w rozmowie z o2.pl.
Przyznała, że "wygląda na to, iż Maroko, nie po raz pierwszy, użyło migrantów jako nacisku politycznego".
Kontekst jest szeroki i sięga dziesięcioleci wstecz. Po pierwsze, Maroko uznaje Ceutę i Melillę za tereny okupowane, które powinny zostać zwrócone Maroku. Po drugie, w ostatnich dniach Hiszpania zawarła umowy gospodarcze z Algierią, które pomijają Maroko. Można tylko spekulować, czy rzeczywiście Maroko umożliwiło falę masowej migracji do Ceuty, aby coś ugrać politycznie, ale tak się to komentuje - zrelacjonowała.
Mówi o skali problemów w Maroku
Jednocześnie przyznała, że temat migracji jest szeroko komentowany w Maroku - i to nie tylko w kontekście ostatniej fali. - Zaryzykuję stwierdzenie, że większość Marokańczyków, szczególnie młodych, wyjechałaby z Maroka, gdyby tylko miała taką możliwość. Nikogo zatem nie dziwi, że nielegalna migracja ma miejsce. Dziwić może skala tej fali, ale nie fakt, że ludzie ryzykują życie z nadzieją, że będą mieli szansę na zbudowanie lepszej przyszłości w Europie. Zwykli ludzie w Maroku mierzą się ze skalą problemów, które nigdy nie będą dotyczyły przeciętnego Europejczyka - podkreśliła nasza rozmówczyni.
Młodzi nie mają pracy i perspektyw, wielu pracujących zarabia tak mało, że nie stać ich na utrzymanie rodziny, brakuje świadczeń socjalnych, brakuje dostępu do opieki medycznej, publiczna edukacja jest na bardzo niskim poziomie. Gen Z broni płynących do Ceuty. Młodzi są sfrustrowani. A trzeba pamiętać, że wśród osób, które przekroczyły granicę z Ceutą, było wiele młodych dziewcząt, nastolatków, rodzin z małymi dziećmi. Podczas próby dostania się do Ceuty zginęła 24-letnia piłkarka drużyny Tetouan. To tylko jedna z ofiar. Społeczeństwo zasadniczo krytykuje rządzących za doprowadzenie do tragicznej sytuacji ekonomicznej, która zmusza ludzi do tak drastycznych kroków jak nielegalna migracja za lepszym życiem. Podnosi się temat skorumpowanego rządu i luksusowego życia niewielkiej grupy Marokańczyków oraz sprzeczności między medialnym wizerunkiem Maroka jako rozwijającego się gospodarczo jak nigdy wcześniej a 50 proc. bezrobociem wśród młodych. Pojawiają się też głosy, że Ceuta jest marokańska, więc to nie nielegalna migracja, a wejście do marokańskiego miasta - dodała.
Zapytaliśmy również, jak na wydarzenia w Ceucie reagują Polacy żyjący w Maroku. W reakcji nasza rozmówczyni zauważyła, że w tym kraju naszych rodaków jest niewielu.
- Głosy w Internecie wykazują zrozumienie wobec migrantów oraz odnoszą się do tego, jak okrutne i rasistowskie są komentarze naszych rodaków mieszkających w Polsce, z których wynika, że jedni mają prawo migrować za chlebem, a inni nie - podsumowała.
Szacuje się, że w ostatnich godzinach do Ceuty dotarło nawet 60 tys. nielegalnych migrantów. Zginęło co najmniej 57 osób. Źródła policyjne, na które powołuje się hiszpańska agencja informacyjna EFE, twierdzą, że zawrócono około 53 tys. osób. Służby bezpieczeństwa mówią zaś o około 70 tys. zawróconych migrantów.
Źródła policyjne poinformowały EFE, że dane te mogą obejmować migrantów, którzy przybyli do Ceuty na kilka dni przed masowym napływem, a nawet innych, którzy wczoraj wjechali i wyjechali więcej niż jeden raz - podaje lasexta.com.
Kryzys migracyjny trwa, a sytuacja pozostaje napięta. Służby nieustannie są w gotowości.