Nie żyje Renate Marsch-Potocka. W przeszłości spierała się z Jerzym Urbanem
Renate Marsch-Potocka zmarła w wieku 91 lat w swoim domu w Gałkowie. Informację przekazał jej syn, Alexander Potocki.
Najważniejsze informacje
- Syn dziennikarki poinformował o jej śmierci w mediach społecznościowych.
- Marsch-Potocka była wieloletnią korespondentką DPA w PRL i słynęła z dociekliwych pytań do Jerzego Urbana.
- Na emeryturę przeszła w 1995 r., osiedlając się na Mazurach.
Renate Marsch-Potocka przez lata relacjonowała najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce. O jej śmierci poinformował syn, Alexander Potocki. Jak opisał, ostatnie chwile 91-latki upłynęły w domu w Gałkowie, przy kominku i w towarzystwie kota.
Nie żyje Renate Marsch-Potocka
Urodzona 21 czerwca 1935 r. w Beeskow, już w młodości doświadczyła tragedii — w kwietniu 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej zastrzelili jej ojca, leśniczego. W 1952 r. rodzina opuściła NRD i zamieszkała w Berlinie Zachodnim, gdzie zdała maturę i zaczęła studia prawnicze na Wolnym Uniwersytecie Berlina. Później przeniosła się do Paryża, który — jak wspominała — ukształtował jej niezależność.
Przełomem okazał się maj 1965 r., gdy jako wysłanniczka przyjechała do Polski na Międzynarodowe Targi Książki. To tu rozwinęła reporterskie skrzydła, relacjonując życie PRL. W warszawskim mieszkaniu na Saskiej Kępie stworzyła miejsce spotkań opozycji i władzy, budując sieć kontaktów i zaufanie rozmówców.
Marsch-Potocka zbliżyła się do środowisk opozycyjnych i inteligenckich: przyjaźniła się z Władysławem Bartoszewskim i Jerzym Turowiczem, była blisko Klubu Inteligencji Katolickiej. Znała Janusza Onyszkiewicza, Jacka Kuronia i Tadeusza Mazowieckiego. Aby lepiej rozumieć polską rzeczywistość, nauczyła się języka polskiego, choć — jak przyznawała — gramatyka była jej słabszą stroną.
Największą rozpoznawalność przyniosły jej cotygodniowe konferencje prasowe rządu PRL, na których mierzyła się z Jerzym Urbanem. Wyróżniała się uporem i precyzją zadawanych pytań. Jak mówiła po latach: "Nie chciałam prowokować Urbana, to byłoby nieprofesjonalne. Chciałam się po prostu jak najwięcej dowiedzieć".
W 1995 r. zdecydowała się na wcześniejszą emeryturę. Przeniosła się na Mazury, najpierw do Kosewa, a potem do Gałkowa. Wyjaśniała ten wybór wprost: "Dla dziennikarza Polska stała się nudna, stała się normalnym krajem. Walka o wolność skończyła się, zaczęła się proza życia, problemy gospodarcze". Do końca pozostała związana z miejscem, które wybrała do życia po intensywnych latach pracy.