Abdul B. dokonał w Berlinie zamachu w czasie Parady Równości. 21-latek wjechał samochodem w uczestników wydarzenia, a następnie zaatakował część z nich nożem. W wyniku ataku zginęła kobieta, a 29 osób zostało rannych. To 65-letnia Polka z Warszawy, która przyjechała na to wydarzenie z córką.
Mężczyzna został zastrzelony przez policję na terenie ogródków działkowych po 20-godzinnej obławie. 21-latek pochodzenia libańskiego próbował dołączyć do Państwa Islamskiego. Nagrał przysięgę dla ISIS.
12 maja tego roku sąd dla nieletnich przy Sądzie Rejonowym w Tiergarten skazał Abdula B. na 22 miesiące aresztu dla nieletnich – między innymi za przygotowywanie zamachu. Decyzja w sprawie wyroku w zawieszeniu została odroczona na sześć miesięcy. Sąd uchylił istniejący nakaz aresztowania.
Barbara Słowik, komendant policji w Berlinie, przekonuje, że terrorystę monitorowano nieustannie. Wykorzystywano inwigilację telekomunikacyjną, ukryte technologie, nagrania kontaktów i wiele innych - podaje "Berliner Zeitung".
Każda policja chce zapobiec atakowi na bezbronnych. Ponieśliśmy porażkę. To głęboko dotyka mnie i moich kolegów - mówiła przed niemiecką Izbą Reprezentantów.
Niemiecka policja stworzyła specjalną grupę. Mieli śledzić każdy ruch mężczyzny. Obserwowano go 24 godziny na dobę. Chciano wiedzieć, jak się porusza, z kim spotyka, jakie ma kontakty.
- Odkryliśmy wtedy, że prawie nigdy nie wychodził z domu i miał zupełnie normalny, codzienny plan dnia - mówi Stefan Redlich, zastępca szefa Krajowego Urzędu Policji Kryminalnej, cytowany przez berliński dziennik.