Nocna akcja Izraela. Powstał wielki dół. Cel był jasny
Izraelskie siły specjalne przeprowadziły nocną operację we wschodnim Libanie. Celem działań było odnalezienie szczątków Rona Arada - nawigatora izraelskich sił powietrznych, który zaginął w 1986 r. po zestrzeleniu jego samolotu nad Libanem.
Operacja została przeprowadzona w miejscowości Nabi Chit. Według informacji przekazanych przez izraelską armię, w działaniach uczestniczyły jednostki specjalne sił powietrznych. Było to możliwe dzięki pojawieniu się - jak to określono - "okazji operacyjnej" - związanej m.in. z wcześniejszym nakazem ewakuacji mieszkańców i informacjami wywiadowczymi zbieranymi podczas walk z Hezbollahem.
Izraelska armia poinformowała jednak, że podczas operacji nie odnaleziono żadnych szczątków Arada. Wojsko podkreśla jednocześnie, że działania pozwoliły wykluczyć jedną z potencjalnych lokalizacji, w których mógł zostać pochowany. O postępach poinformowano rodzinę zaginionego żołnierza - donosi "The Times of Israel".
Izraelskie siły zapewniają, że w trakcie operacji nikt nie ucierpiał, a do żołnierzy nie otwarto ognia - wbrew twierdzeniom Hezbollahu.
Libańskie media opublikowały nagrania z cmentarza w Nabi Chit, na których widać duży dół. Według części doniesień mógł on zostać wykopany przez izraelskie siły podczas poszukiwań szczątków Arada.
Ministerstwo zdrowia Libanu podało, że w wyniku izraelskich nalotów zginęło 16 osób, a 35 zostało rannych. Izraelska armia utrzymuje, że działania miały charakter operacji wojskowej związanej z poszukiwaniem zaginionych żołnierzy.
Ron Arad zaginął w 1986 r., gdy katapultował się z uszkodzonego samolotu nad Libanem po zestrzeleniu maszyny. Do dziś jego los pozostaje niewyjaśniony. Izrael uznaje za zaginionych trzech żołnierzy: Rona Arada, Guya Hevera oraz Yehudę Katza.