Około 60 tys. nazwisk. Węgry ujawniają akta tajnej policji

Danuta Pałęga
Węgry otwierają komunistyczne archiwaWęgry otwierają komunistyczne archiwa
Źródło zdjęć: © Facebook | Péter Magyar

Węgry otworzyły archiwa komunistycznej tajnej policji. Od środy 4 listopada każdy może sprawdzić w internetowej bazie nazwiska i dane około 60 tys. osób zarejestrowanych przez służby bezpieczeństwa w czasach komunistycznych. Premier Péter Magyar uważa, że ujawnienie dokumentów pomoże społeczeństwu rozliczyć się z trudną przeszłością.

Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Historycy ostrzegają przed pochopnymi osądami, a publikacja może wywołać bolesne konsekwencje dla wielu rodzin. Dokumenty udostępniono dokładnie 70 lat po rozpoczęciu radzieckiej interwencji, która doprowadziła do stłumienia węgierskiego powstania z 1956 r.

Data nie jest przypadkowa. Rząd chce w ten sposób nawiązać do historii represji i wieloletniej kontroli społeczeństwa przez komunistyczne służby. Premier Péter Magyar podczas wizyty w archiwach państwowych apelował, by do ujawnionych informacji podchodzić z godnością i człowieczeństwem.

Wiele rodzin będzie teraz musiało zmierzyć się z trudnymi informacjami, często związanymi ze zmarłym krewnym. Nie da się przepracować traumy bez rozmowy i zadawania pytań – powiedział, cytowany przez agencję Reuters.

Ujawnienie akt było jedną z głównych obietnic wyborczych Magyara przed kwietniowym zwycięstwem jego ugrupowania. Premier przekonuje, że realizuje w ten sposób zobowiązanie złożone jeszcze podczas przemian ustrojowych w 1989 r.

Około 60 tys. nazwisk w internetowej bazie

Od 4 listopada dokumenty można przeglądać na stronie nyitottaktak.hu. Udostępniona baza zawiera dane około 50–60 tys. osób zarejestrowanych w strukturach tajnych służb. Wpisy mogą obejmować prawdziwe imię i nazwisko, pseudonim, datę urodzenia, adres, imię matki, informacje o okolicznościach rekrutacji oraz dane funkcjonariusza prowadzącego.

To, jak podaje BBC, jednak dopiero pierwszy etap otwierania archiwów. Kolejna część dokumentacji, obejmująca tzw. dossier B, ma zostać udostępniona do 25 lutego 2027 r. Znajdują się w niej bardziej szczegółowe informacje o procesie werbowania oraz działalności poszczególnych osób.

Nie wszyscy popierają ujawnienie akt

Decyzja węgierskiego rządu wywołuje również kontrowersje. Przeciwnicy publikacji wskazują, że dokumentacja jest niekompletna, a część materiałów została zniszczona jeszcze pod koniec lat 80. Niektóre informacje przez lata pozostawały ukryte, a nazwiska w dokumentach były anonimizowane.

Według szacunków od grudnia 1944 do lutego 1990 r. na Węgrzech zwerbowano około 150–160 tys. informatorów. Jak przekazało BBC, nie wszyscy jednak współpracowali ze służbami dobrowolnie. Część osób zmuszano do przekazywania informacji szantażem, groźbami utraty pracy, możliwości nauki czy dostępu do leków.

Głos historyków

Historyk Krisztián Ungváry od dawna opowiada się za pełnym dostępem do dokumentów, argumentując, że obywatele mają prawo wiedzieć, jakie informacje gromadziło o nich państwo. Z kolei historyczka i europosłanka Zsuzsanna Borvendég ostrzega, że ujawnianie nazwisk bez znajomości pełnego kontekstu może prowadzić do błędnych ocen i krzywdzących oskarżeń.

Sprawa dotyczy nie tylko historii, ale również żyjących rodzin, które mogą dopiero teraz dowiedzieć się o działalności swoich bliskich.

Wybrane dla Ciebie