Najważniejsze informacje
- Do wypadku doszło 4 września 2024 r. podczas nocnego lotu szkoleniowego z pokładu lotniskowca HMS Queen Elizabeth.
- Komisja ustaliła, że dowódca maszyny wyłączył dwa działające silniki, zostawiając pracujący silnik z usterką.
- Raport wskazał m.in. niedostateczne szkolenie oraz słabą współpracę załogi w kokpicie.
Gdy załoga wyłączyła dwa sprawne silniki, pracował już tylko ten objęty usterką. Jego obroty wzrosły jednak do tego stopnia, że system bezpieczeństwa automatycznie go wyłączył, a śmigłowiec został całkowicie pozbawiony mocy. Maszyna uderzyła w wodę z prędkością przekraczającą 120 mil na godzinę (193 km/h), a siła uderzenia spowodowała oderwanie ogona od kadłuba.
Jak podaje serwis "Metro", nocny lot szkoleniowy odbywał się z pokładu lotniskowca HMS "Queen Elizabeth", około 40 km na południe od Lyme Regis w hrabstwie Dorset. Z raportu wynika, że pierwotnie przydzielony śmigłowiec wycofano z powodu usterki systemu łączności, a druga maszyna nie była gotowa do lotu. Załodze przydzielono więc trzeci śmigłowiec, który wcześniej uczestniczył w innych ćwiczeniach.
WIDEOPierwsze chwile po katastrofie. Jest nagranie świadków
4 września 2024 r. o godz. 20.46, 11 minut po rozpoczęciu lotu, pękł element pompy paliwa drugiego silnika. Spowodowało to zwiększony dopływ paliwa do jednostki napędowej i wzrost prędkości obrotowej jej wirnika. W kokpicie uruchomiło się czerwone ostrzeżenie o awarii silnika, jednak system nie wskazywał, którego z nich dotyczył problem. Dowódca nadał sygnał mayday, a następnie bez konsultacji z drugim członkiem załogi wyłączył dwa sprawne silniki.
W raporcie, który ukazał się we wrześniu bieżącego roku, zwrócono też uwagę, że nocną akcję poszukiwawczą utrudniały ograniczone możliwości prowadzenia obserwacji po zmroku. Ciało por. Rhodriego Leyshona wydobyto z morza dwie godziny po katastrofie. Tego samego wieczoru, po przewiezieniu do szpitala, stwierdzono jego zgon.
Raport o komunikacji i szkoleniu załogi Royal Navy
Jak wskazuje serwis "Metro", komisja badająca wypadek uznała, że w kokpicie zabrakło skutecznej komunikacji i współpracy, a członkowie załogi działali zbyt niezależnie od siebie. Jako jeden z czynników, które przyczyniły się do wypadku, wskazano także niewystarczające wyszkolenie. Dowódca wykonał zaledwie jeden lot w ciągu 40 dni poprzedzających ćwiczenie, a piloci mieli niewielkie doświadczenie w lądowaniu na pokładach okrętów.
Rodzina zmarłego pilota krytycznie oceniła okoliczności, które doprowadziły do tragedii. "Mój syn został zawiedziony przez system" – napisał w oświadczeniu jego ojciec, Tim Leyshon. Matka pilota, Mary Scourfield, dodała: "Wiem, że zrobiłby wszystko, co było w jego mocy, aby sprowadzić śmigłowiec z powrotem. Dlatego świadomość, że znalazł się w takiej sytuacji, jest dla nas tak bolesna. Jeszcze bardziej smuci nas to, że Rhodri miał pełne zaufanie do organizacji i systemu, w którym pracował, i był wobec nich lojalny. Miał przed sobą jeszcze tak wiele życia".