Pochodzący ze Świnoujścia Łukasz Filiński, który wyemigrował do USA jako nastolatek, znalazł się na liście kandydatów na gubernatora Kalifornii.
To jeden z najbogatszych stanów na świecie. Mieszka w nim więcej ludzi niż w całej Polsce (w tym ok. ćwierć miliona osób w kryzysie bezdomności).
Polak - finansista, a prywatnie ojciec trzech synów - jest jednym z kilkudziesięciu kandydatów. Wśród jego konkurentów są m.in. były sekretarz zdrowia USA Xavier Becerra i były burmistrz Los Angeles Antonio Villaraigosa.
Gdybym patrzył na to technicznie, z punktu widzenia polityki, to musiałbym powiedzieć, że moje szanse są bliskie zeru — przyznaje Łukasz Filiński w rozmowie z Onetem. — Nie mam partii, nie mam pieniędzy, nie mam zaplecza. Ale ja tu nie przyszedłem, bo ktoś mi obiecał zwycięstwo. Przyszedłem, bo w pewnym momencie przestałem umieć udawać, że nie widzę, co się dzieje wokół — dodaje.
Decyzja o kandydowaniu zrodziła się z potrzeby działania. Pomimo braku dużego zaplecza finansowego i doświadczenia politycznego, Filiński jest zdeterminowany, by przedstawić swój program.
Walka z bezdomnością w Kalifornii
Filiński proponuje m.in. wycofanie stanowego podatku dochodowego dla rodzin klasy robotniczej i średniej oraz stworzenie prostszych mechanizmów podatkowych. W jego planach jest również wsparcie młodych małżeństw grantami w wysokości 15 tys. dol. na start.
Jak opisuje Onet, w programie Polak dużo pisze o rodzinie i Bogu. Jednym z głównych filarów jego kampanii jest reforma systemu pomocy dla bezdomnych.
W ostatnich latach wydano dziesiątki miliardów dolarów na walkę z bezdomnością i dziś nawet nie potrafimy jasno powiedzieć, gdzie te środki trafiły — podkreśla Filiński.
Polak chciałby, aby powstał program, w którym Amerykanie przyjmują potrzebujących pod swój dach, otrzymując w zamian wsparcie finansowe.
Wyemigrował jako 17-latek
Filiński miał zaledwie 17 lat, gdy wyjechał do USA w ramach programu edukacyjnego. Jak wspomina rozmówca Onetu, początki były bardzo trudne.
Przez całą podróż płakałem. 11 godzin. To nie były łzy wzruszenia. Dopiero gdy pożegnałem się z rodziną i wszedłem na pokład samolotu, uderzyła mnie pełna rzeczywistość. Zdałem sobie sprawę z osobistej ceny, jaką płacę za wyjazd do USA. Byłem zrozpaczony — przyznaje Filiński w rozmowie z Onetem.
W ramach programu Filiński trafił do amerykańskiej rodziny ze stanu Oregon. Szybko musiał zmierzyć się z odpowiedzialnością, gdy jego "amerykańska mama" zachorowała na raka. To doświadczenie nauczyło go determinacji i pokory.
Jego kariera w finansach rozpoczęła się w Oregonie. Potem Polak przeniósł się do Kalifornii, gdzie znalazł pracę w firmie zajmującej się kredytami hipotecznymi. Z czasem założył własną działalność, a w najlepszym momencie zatrudniał kilkudziesięciu pracowników.
"Jeśli nie wygram, świat się nie zawali"
W Kalifornii przepisy wyborcze zakładają dwukrotne głosowanie. Pierwsze odbędzie się już niebawem - 2 czerwca. Spośród wszystkich kandydatów wybranych zostanie tylko dwóch (z największą liczbą głosów). Oni powalczą o fotel gubernatora w listopadzie.
Filiński podkreśla, że nawet jeśli nie wygra, będzie kontynuował swoją misję pomocy tym, którzy jej potrzebują, a jego program ma być punktem wyjścia do przyszłych rozmów.
Jeśli nie wygram, świat się nie zawali. Ja nadal będę robił to samo. Będę pomagał tym, których spotkałem. Będę mówił o rzeczach niewygodnych. W Kalifornii mamy 250 tys. osób w kryzysie bezdomności i żadnego dobrego rozwiązania — zaznacza rozmówca Onetu.