WAŻNE
TERAZ

Iran odrzuca plan pokojowy Trumpa. Stawia swoje warunki

"Pocisk, który może zabić". Kary za niskie. Polacy niemal jednogłośni

Polacy chcą zwiększenia kar dla sprawców wypadków śmiertelnych na drogach. Były policjant i biegły Wojciech Pasieczny uważa, że przepisy są w tym zakresie za mało precyzyjne. Wyjaśnia, że konieczne jest wprowadzenie tzw. zabójstwa drogowego. - Jeżeli ktoś jedzie 200 czy 300 km/h, to powinien się liczyć, że prowadzi pocisk, który może kogoś zabić - tłumaczy ekspert w rozmowie z o2.pl.

Polacy chcą surowszych kar za wypadki ze skutkiem śmiertelnymPolacy chcą surowszych kar za wypadki ze skutkiem śmiertelnym
Źródło zdjęć: © Policja, o2.pl
Marcin Lewicki

Kary dla sprawców śmiertelnych wypadków drogowych są za niskie - uważają Polacy. Tak wynika z badania panelu Ariadna na zlecenie o2.pl.

56 proc. respondentów stwierdziło, że kary za spowodowanie wypadku śmiertelnego na drodze są zbyt łagodne lub zdecydowanie zbyt łagodne. Zaledwie 4 proc. badanych uważa, że kary są za surowe. 16 proc. z kolei wskazało, że obecnie obowiązujące sankcje są takie, jak powinny być. Reszta nie miała zdania.

Badanie przeprowadzono w dniach 20-24 marca na grupie 1090 pełnoletnich osób.

Sebastianowi M. grozi 8 lat. Ekspert komentuje

Przypomnijmy, że za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi w Polsce kara 8 lat pozbawienia wolności. Kara ta może wzrosnąć do nawet 20 lat, jeżeli sprawca wypadku uciekł z miejsca zdarzenia, był nietrzeźwy lub poruszał się pod wpływem innych substancji odurzających.

I właśnie za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku (w zdarzeniu żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina) Sebastianowi M. grozi 8 lat pozbawienia wolności. To jedna z najgłośniejszych tego typu spraw w ostatnim czasie, która budzi pytania o to, czy maksymalny wymiar kary w tym przypadku jest proporcjonalny do czynu. Karniści z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważają, że Sebastian M. mógłby być sądzony za zabójstwo z zamiarem ewentualnym, za co grozi dożywocie. Właśnie takiej kary domagają się też bliscy ofiar tragedii z A1.

Polacy nt. kar za wypadki śmiertelne
Polacy nt. kar za wypadki śmiertelne © o2.pl

Ekspert, z którym rozmawiał serwis o2.pl, wskazuje na ważny problem związany z karaniem sprawców śmiertelnych wypadków.

W Polsce nie ma przede wszystkim pojęcia zabójstwa drogowego. W związku z tym sądy nie mogą stosować wyższych kar. Mogą zmienić klasyfikację czynu np. na katastrofę w ruchu lądowym albo zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Ale przepisy nie są tu precyzyjne, w jaki sposób je stosować. Np. przepisy nie są precyzyjne, ile osób ma uczestniczyć w danym wypadku, żeby wyczerpać znamiona "wielu osób". W myśl obowiązujących przepisów wypadek Sebastiana M., gdzie uczestniczyły w nim dwa auta już tych znamion nie wyczerpują - mówi o2.pl mł. insp. w st. spocz. Wojciech Pasieczny, były policjant, ekspert w zakresie bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Według doświadczonego policjanta, brak precyzyjnych przepisów sprawia, że "społeczeństwo ma później pretensje np. do sądu" za zbyt niską karę dla sprawcy. Wojciech Pasieczny zaznacza, że nie w wyrokach jest problem.

Co może sąd? Jeżeli za wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym mamy karę od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, nie może zasądzić więcej. Nie jest w stanie zmienić klasyfikacji bez precyzyjnych wytycznych. W Niemczech każde rażące naruszenie przepisów uznawane jest za zabójstwo drogowe. Tak też należałoby podchodzić do tego w Polsce. Idąc z maczetą przez tłum, trzeba liczyć się z tym, że mogę kogoś zabić. I wtedy kara jest wyższa niż za wypadek drogowy. Jeżeli ktoś jedzie 200 czy 300 km/h, to powinien się liczyć, że prowadzi pocisk, który może kogoś zabić - wskazuje ekspert z zakresu bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Pasieczny uważa, że kłopotem są też kwestie nieuchronności kary. Wskazuje, że polscy kierowcy "robią wszystko, aby ominąć dany przepis".

Proszę zwrócić uwagę, jaki hejt wylał się, gdy zwiększono liczbę odcinkowych pomiarów prędkości. "Państwo fiskalne zabiera pieniądze". Człowieku, jedź zgodnie z przepisami, a nie będzie ci państwo zabierać pieniędzy z kieszeni - zaznacza ekspert.

Polacy nie wiedzą, co grozi za spowodowanie śmiertelnego wypadku. "Myślą, że ich to nie dotyczy"

Chociaż badani chcą zwiększenia kar za zabicie człowieka na drodze, jednocześnie nie mają świadomości, jaka kara grozi za spowodowanie wypadku śmiertelnego w Polsce. Taką wiedzę zadeklarowało zaledwie 30 proc. badanych. Z kolei 70 proc. osób albo słabo orientuje się w temacie, albo nie ma na ten temat żadnej wiedzy.

Wiedza Polaków nt. kar dla drogowych morderców jest nikła
Wiedza Polaków nt. kar dla drogowych morderców jest nikła © o2.pl

Dlaczego Polacy nie wiedzą, jakie są konsekwencje spowodowania wypadku śmiertelnego na drodze?

Ludzie nie wiedzą, bo myślą, że to ich nie dotyczy. Pana może dotknąć taki wypadek, kogoś znajomego, ale absolutnie nie mnie. Ludzie nie dopuszczają do siebie takiej myśli, stąd brak zainteresowania - mówi w rozmowie z o2.pl mł. insp. w st. spocz. Wojciech Pasieczny, były policjant, ekspert w zakresie bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Doświadczony biegły sądowy uważa, że temat kar za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym powinien być poruszany na kursach prawa jazdy.

Nacisk kładzie się na pytania dot. kar administracyjnych np. co grozi za jazdę po zatrzymaniu prawa jazdy, kiedy itd. Za to świadomość spraw istotnych jest zerowa. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że mogą za zabicie człowieka na drodze trafić do więzienia na osiem, a nawet 20 lat, jeżeli wsiadają za kółko w stanie nietrzeźwości - dodaje ekspert w rozmowie z o2.pl.

Czy brak świadomości kary, która grozi za spowodowanie wypadku śmiertelnego na drodze, sprawia, że na polskie drogi wyjeżdżają osoby pokroju Sebastiana M.?

Ja uważam, że nie, bo każdy twierdzi, że "jego to nie dotyczy". To dlatego szaleńczo przekraczają prędkość czy łamią inne przepisy. Każdy zdaje sobie sprawę, że za zabójstwo grozi kara dożywotniego więzienia, a mimo to każdego roku mamy kilkaset takich przestępstw w Polsce. Co z tego, że wiedzą, jak i tak część osób dopuszcza się morderstw? - tłumaczy Wojciech Pasieczny.

Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
"Szalona ucieczka". 68-latek staranował radiowóz
"Szalona ucieczka". 68-latek staranował radiowóz
Prezes spółki zatrzymany na Okęciu. Wracał z Tajlandii. Jest podejrzany o oszustwa
Prezes spółki zatrzymany na Okęciu. Wracał z Tajlandii. Jest podejrzany o oszustwa
45-latka zasłabła w trakcie jazdy. Tak zakończyła podróż
45-latka zasłabła w trakcie jazdy. Tak zakończyła podróż
Spór o ciszę nocną na Bielanach. Baner na balkonie podzielił sąsiadów
Spór o ciszę nocną na Bielanach. Baner na balkonie podzielił sąsiadów
Anita Włodarczyk w żałobie. Nie żyje jej tata
Anita Włodarczyk w żałobie. Nie żyje jej tata
Dania zmieni kurs wobec Grenlandii i USA? Ekspert nie ma wątpliwości
Dania zmieni kurs wobec Grenlandii i USA? Ekspert nie ma wątpliwości
Niemcy. Wyrok dla członków Hamasu. Tworzyli składy broni w Polsce
Niemcy. Wyrok dla członków Hamasu. Tworzyli składy broni w Polsce
Nie poleciała na wakacje. Wystarczył jeden żart
Nie poleciała na wakacje. Wystarczył jeden żart
Sanchez uderza w USA. "Nie chcemy brać udziału w nielegalnych wojnach"
Sanchez uderza w USA. "Nie chcemy brać udziału w nielegalnych wojnach"
Bez prądu, wody i ciepła. Duże problemy w rosyjskim mieście
Bez prądu, wody i ciepła. Duże problemy w rosyjskim mieście
Steinmeier uderza w Merza? Mówi o "politycznie fatalnym błędzie"
Steinmeier uderza w Merza? Mówi o "politycznie fatalnym błędzie"
Łukaszenka witany jak król. Sceny w Korei Północnej
Łukaszenka witany jak król. Sceny w Korei Północnej