Sebastian M. mógł być sądzony za zabójstwo? Prawnicy zabrali głos
Według analizy karnistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego Sebastian M. mógł być sądzony za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Za czyn ten grozi dożywocie. Aktualnie oskarżony odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi mu 8 lat więzienia.
Sebastian M. jest oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło 16 września 2023 roku. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna poruszał się swoim BMW z prędkością ponad 315 km/h na odcinku autostrady A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego.
Zeznania świadków i opinie biegłych wskazują na to, że M. uderzył w trakcie jazdy osobową Kię, którą podróżowała para z niespełna 5-letnim dzieckiem. W wyniku uderzenia Kia stanęła w płomieniach. Rodzina zginęła.
Za zarzucany Sebastianowi M. czyn grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Według analizy karnistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego mężczyzna mógł być sądzony za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. To zagrożone jest karą dożywotniego pozbawienia wolności. Analizę naukowców cytuje serwis brd24.pl.
W artykule "Zabójstwo drogowe", który ukazał się w czasopiśmie "Państwo i prawo", wykładowcy prawa karnego UJ wskazali, że problem karania sprawców tragicznych wypadków "nabiera istotnego znaczenia społecznego". Eksperci wymienili tu przypadek Łukasza Żaka (mężczyzna we wrześniu 2024 roku jechał Trasą Łazienkowską ponad 200 km/h i wbił się w prawidłowo jadące auto, zabijając jedną osobę) i właśnie Sebastiana M.
Wspomnieć trzeba zdarzenie na autostradzie A1 spowodowane przez pojazd jadący z prędkością przekraczającą 300 km/h, co skutkowało śmiercią trzyosobowej rodziny - wskazali eksperci w artykule "Zabójstwo drogowe".
Według ekspertów ocena wypadku pod kątem sądzenia jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym "zależy (…) od rozłożenia akcentów: zamiast rozważać, czy mogło być to "aż" zabójstwo, niekiedy należałoby raczej zapytać, czy był to "tylko" wypadek".
Karniści wskazują, że istnieje różnica między wypadkiem śmiertelnym, katastrofą drogową i pozbawieniem życia człowieka w sposób intencjonalny.
Gdy kierujący sam wyłącza się z grona osób biorących udział w komunikacji, a traktuje ulice miasta jak prywatną arenę niebezpiecznych wyczynów, bliżej mu do umyślnego zabijania człowieka niż śmierci na drodze powodowanej przez przypadek - napisali naukowcy cytowani w serwisie brd24.pl.
Według autorów artykułu barierą, która powstrzymuje sądy przed orzekaniem ws. zabójstwa z zamiarem ewentualnym, są ruchy kierownicą lub hamowanie, co ma wskazywać na chęć uratowania ofiar. Karniści twierdzą jednak, że ruchy te są "naturalnym odruchem obronnym", a nie "przemyślanym działaniem".
Przeprowadzone rozważania pokazały, że zabójstwo drogowe stanowi de lege lata możliwą kwalifikację prawną najbardziej karygodnych czynów popełnionych w warunkach ruchu drogowego. Nie są to zabójstwa "chciane" i nie ma podstaw, by naginać regulacje prawnomaterialne w kierunku przypisania sprawcy zamiaru bezpośredniego. Jednakże zamiar w świetle polskiego prawa karnego nie musi równać się chęci - wskazują karniści, zaznaczając, że Sebastian M. powinien być sądzony za zabójstwo z zamiarem ewentualnym.
Sprawa Sebastiana M.
Sprawa Sebastiana M. stała się medialna ze względu na zachowanie 34-latka. Mężczyzna zaraz po wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, opuścił Polskę.
M. nie został zatrzymany przez policjantów. Nie zatrzymano też jego dokumentów. Niedługo po zdarzeniu oskarżony wyjechał do Niemiec, a następnie (przez Turcję, do której udał się drogą lądową) do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sebastian M. został sprowadzony do Polski dopiero po długiej procedurze ekstradycyjnej, która trwała do maja 2025 roku. Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim stanął we wrześniu 2025 roku. Kolejna rozprawa oskarżonego odbędzie się 20 maja 2026 roku.