Policjanci mieli pobić chorego człowieka. Wcześniej pili alkohol

Prokuratura ujawnia, że policjanci, którzy mieli pobić na stacji benzynowej w Będzinie chorego mężczyznę byli pod wpływem alkoholu w trakcie "interwencji". Wynika to z zapisów monitoringu, który zabezpieczyli śledczy.

Początkowo policja chwaliła się interwencjąPoczątkowo policja chwaliła się interwencją
Źródło zdjęć: © Policja
Marcin Lewicki

Do sprawy bulwersującego pobicia na stacji benzynowej w Będzinie wrócili dziennikarze "Uwagi!" TVN. Zdarzenie miało miejsce jesienią 2025 roku. Chory na chorobę Parkinsona mężczyzna (który ma uprawnienia do poruszania się pojazdami, a dzięki specjalnej pompie może to bezpiecznie robić mimo choroby) tankował auto, gdy gorzej się poczuł.

Zauważył to pracownik stacji benzynowej, który wziął chorego mężczyznę za narkomana. Próbował powstrzymać chorego mężczyznę przed jazdą autem. Chciał zabrać mu kluczyki. Gdy sztuka ta się nie udała, do "akcji" weszli funkcjonariusze po służbie.

Z materiału zebranego przez prokuraturę wynika, że trzech mężczyzn nie tylko obezwładniło poszkodowanego Mirosława K., ale wręcz zaczęli go bić. Nie reagowali na krzyk, słowa "pomocy" i wyznanie, że mężczyzna jest chory.

Wołałem, że jestem chory na Parkinsona. I później, kiedy lekko straciłem przytomność, doszło słowo "pomocy". W połowie zdarzenia jeden z mężczyzn powiedział, że jest policjantem. A najśmieszniejsze jest to, że choć wyciągnął "blachę", to dalej mnie okładali– mówi poszkodowany w rozmowie z "Uwagą!" TVN.

Gdy na miejsce przyjechał patrol policji, okazało się, że poszkodowany Mirosław K. nie jest pijany. Policjanci próbowali bronić się, że nie powinien prowadzić auta. Prokuratura nie dała jednak temu wiary. Po złożeniu doniesienia przez mężczyznę trzem policjantom przedstawiono zarzuty i przygotowano akt oskarżenia, który trafił do sądu.

Dwóch oskarżonych stanęło pod zarzutem udziału w pobiciu Mirosława K., narażającym go na ryzyko utraty życia lub powstanie uszczerbku na zdrowiu. Co do trzeciego funkcjonariusza, usłyszał on zarzut pomocnictwa – mówi "Uwadze!" TVN prok. Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.

To niejedyny wątek, który wyszedł na jaw. Okazało się, że agresywni policjanci byli pod wpływem alkoholu. Wynika to z nagrań, do których dotarli śledczy oraz z ich rejestru zakupów.

Zabezpieczono również rejestr zakupów. Pozwoliło to na ustalenie, że rzeczywiście doszło do zakupu alkoholu przez jedną z tych osób i późniejszej konsumpcji - potwierdza dziennikarzom "Uwagi!" TVN prok. Kilian.

Mężczyźni zostali wydaleni z policji po wniesieniu przez prokuraturę aktu oskarżenia. Byli już funkcjonariusze nie przyznają się do winy. Ich proces rozpocznie się przed Sądem Rejonowym w Będzinie. Oskarżonym grozi wieloletnie więzienie.

Wybrane dla Ciebie