Polskie zwyczaje pogrzebowe. Dziś wydają się nie do pomyślenia

Wiązano zmarłym palce, wkładano im do trumny pieniądze, a nawet paznokcie zbierane przez całe życie. Dawne zwyczaje pogrzebowe potrafią dziś zaskakiwać, ale dla naszych przodków miały konkretne znaczenie. Wierzono, że odpowiednie przygotowanie ciała pomoże zmarłemu bezpiecznie odejść w zaświaty, a żyjących uchroni przed jego powrotem.

Trumna (zdjęcie ilustracyjne)Trumna (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Anna Kurek

Śmierć nie zawsze oznaczała w ludowych wyobrażeniach ostateczne rozstanie ze światem żywych. Obawiano się, że nieboszczyk może powrócić do domu jako upiór lub strzygoń i zagrozić bliskim. Dlatego starano się zabezpieczyć ciało przed takim scenariuszem. W niektórych miejscach stosowano w tym celu dość nietypowe praktyki. O wielu pogrzebowych zwyczajach pisał Adam Fischer, polski etnograf i folklorysta, w książce "Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego".

Wiązanie rąk zmarłego

W okolicach Sławkowa, na terenie dzisiejszego województwa małopolskiego, wiązano zmarłemu kciuki, aby - jak wyjaśniał dawny przekaz - nie mógł chodzić po śmierci, jeśli miałby stać się strzygoniem.

Na Lubelszczyźnie zdarzało się natomiast wiązanie rąk zmarłego za plecami sznurkiem z poświęconych roślin. Innym sposobem było związanie dwóch palców. W niektórych przypadkach ciało układano w trumnie twarzą skierowaną ku dołowi. Wszystkie te zabiegi wiązały się z lękiem przed powrotem zmarłego i próbą zapewnienia spokoju żyjącym.

Nie był to zresztą jedyny sposób na symboliczne odcięcie zmarłego od świata, który opuścił. W Kieleckiem podczas wynoszenia trumny z domu uderzano nią o próg lub kilkakrotnie podnoszono i opuszczano nad wejściem. Próg traktowano jako granicę, przez którą duch mógłby wrócić do domu.

Pieniądze wkładane do trumny

Wkładanie pieniędzy do trumny może kojarzyć się z dawnymi cywilizacjami, które wyposażały zmarłych na drogę w zaświaty. Podobne zwyczaje odnotowano jednak również na ziemiach polskich. Co ciekawe, ich znaczenie nie wszędzie tłumaczono w ten sam sposób.

W niektórych miejscowościach pieniądze miały przydać się zmarłemu podczas wędrówki w zaświaty. Wierzono, że będzie musiał zapłacić za przeprawę przez rzekę lub uiścić opłatę na drodze do miejsca, w którym miał zamieszkać po śmierci.

W okolicach Kielc pojawiała się jednak inna interpretacja. Gdy wynoszono ciało z domu, jeden z domowników wkładał zmarłemu monetę pod głowę. Miało to zapobiec zabraniu przez niego majątku rodzinnego na tamten świat. Wierzono więc, że pieniądze mogą nie tylko pomóc zmarłemu, ale też ochronić tych, którzy pozostali na ziemi.

Paznokcie zbierano przez całe życie. Miały przydać się po śmierci

Jednym z najbardziej niezwykłych zwyczajów opisanych w dawnych materiałach etnograficznych było przechowywanie obciętych paznokci. W niektórych tradycjach Europy Środkowo-Wschodniej nie wyrzucano ich, lecz gromadzono w małym woreczku, często noszonym przy sobie. Po śmierci woreczek trafiał do trumny.

Dlaczego? Według ludowych wyobrażeń paznokcie miały być potrzebne zmarłemu podczas wędrówki w zaświaty. Miały pomóc mu wspiąć się na wielką, a w niektórych przekazach nawet szklaną górę.

Za tym zwyczajem kryło się przekonanie, że człowiek powinien zachować po śmierci fizyczną kompletność. Utrata części ciała mogła mieć znaczenie także w świecie pozagrobowym, dlatego obcięte paznokcie traktowano jak coś, czego nie należało bezpowrotnie wyrzucać. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to osobliwie, ale w dawnych wierzeniach miało swoje uzasadnienie.

W ostatnią podróż szedł bez butów

Przygotowanie ciała do pochówku również wiązało się z wieloma przesądami. Zmarłego starannie myto i ubierano, ale nawet tak oczywista dziś kwestia jak obuwie mogła budzić wątpliwości.

W części regionów Polski unikano wkładania zmarłemu butów do trumny. Zamiast nich zakładano mu skarpety lub lekkie obuwie. W innych okolicach pilnowano z kolei, aby nieboszczyk został pochowany w odpowiednim stroju, a buty traktowano jako ważny element przygotowania do ostatniej drogi.

Jednym z wyjaśnień braku obuwia było przekonanie, że bosy zmarły nie będzie mógł wrócić do świata żywych. Także w tym przypadku zwyczaj miał więc nie tylko wymiar praktyczny, ale przede wszystkim symboliczny. Różnice między regionami pokazują, że nie istniał jeden, jednakowy dla całego kraju sposób przygotowywania ciała do pogrzebu.

Nawet węzeł na ubraniu mógł budzić niepokój

Zaskakujące były również zasady dotyczące ubrań, w które odziewano zmarłych. W niektórych tradycjach unikano pozostawiania na nich węzłów. Obawiano się, że związana nić może symbolicznie zatrzymać duszę i utrudnić jej odejście w zaświaty.

W ten sposób powstawała ciekawa sprzeczność: z jednej strony wiązano niektóre części ciała, by uniemożliwić zmarłemu powrót, z drugiej starano się nie wiązać elementów jego ubrania, aby nie zatrzymać duszy w drodze po śmierci. Były to jednak różne praktyki, obecne w odmiennych lokalnych tradycjach i tłumaczone na różne sposoby.

Spojrzenie nieboszczyka zwiastowało śmierć

Szczególne znaczenie przypisywano również oczom i ustom zmarłego. Zamykano je nie tylko ze względów praktycznych, ale również z obawy przed tym, co mogłoby się stać, gdyby pozostały otwarte.

W dawnych wierzeniach spojrzenie nieboszczyka mogło być niebezpieczne dla żyjących. W niektórych przekazach obawiano się, że osoba, na którą spojrzy zmarły, wkrótce także umrze. Zdarzało się, że gdy nie udawało się zamknąć powiek, na oczach układano monety.

Otwarte usta również budziły niepokój, ponieważ w części ludowych wyobrażeń łączono je z możliwością powrotu zmarłego jako upiora. Odpowiednie przygotowanie twarzy było więc kolejnym elementem obrzędów mających zapewnić bezpieczeństwo bliskim i pomóc zmarłemu odejść na dobre.

Dawne obrzędy miały jeden cel

Choć wiele z tych praktyk może dziś wydawać się dziwacznych, dla naszych przodków nie były one pozbawione sensu. Wyrastały z przekonania, że śmierć jest procesem, a nie tylko jedną chwilą, i że przez pewien czas zmarły może pozostawać związany ze światem żywych.

Dlatego pilnowano sposobu przygotowania ciała, wkładano do trumny określone przedmioty i wykonywano gesty, które miały zapewnić bezpieczeństwo zarówno zmarłemu, jak i jego rodzinie. Adam Fischer zebrał wiele takich przekazów z różnych części Polski, pokazując, jak odmienne potrafiły być lokalne zwyczaje.

Wybrane dla Ciebie