Prosili rodziców o przebaczenie. Zwyczaj przetrwał do dziś

Dziś błogosławieństwo rodziców przed ślubem trwa zwykle kilka minut. Dawniej było znacznie bardziej rozbudowanym obrzędem. W zależności od regionu mogło wyglądać zupełnie inaczej, a niektóre jego elementy dziś mogą mocno zaskakiwać.

przygotowania do ślubuprzygotowania do ślubu
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Anna Kurek

Zanim para młoda ruszyła do kościoła, przychodził moment pożegnania z rodzinnym domem. Panna młoda dziękowała rodzicom za wychowanie, prosiła o przebaczenie i błogosławieństwo. Żegnała się też z rodzeństwem, a nawet z progami, piecem, ławami czy ogrodem. Dziś ten obrzęd jest znacznie krótszy, ale w wielu rodzinach nadal pozostaje częścią ślubnych przygotowań.

Najpierw pożegnanie, potem błogosławieństwo

W dawnym obrzędzie błogosławieństwo rodziców nie było jedynie krótkim gestem przed wyjazdem do ślubu. Właśnie temu zwyczajowi Henryk Biegeleisen poświęcił osobny rozdział swojej książki "Wesele. Obyczaje i tradycje".

Jak opisuje Biegeleisen, błogosławieństwo składało się z trzech części: pożegnania panny młodej z domem rodzinnym, jej przeprosin oraz właściwego błogosławieństwa rodziców.

Przyszła panna młoda zwracała się kolejno do matki, ojca, rodzeństwa, a następnie do przedmiotów i miejsc, z którymi związane było jej dotychczasowe życie. Wszystko po to, by podkreślić, że ślub oznaczał opuszczenie rodzinnego domu i wejście w zupełnie nowy etap życia.

Całowała ich w ręce lub nogi

Kolejnym elementem obrzędu były przeprosiny. Panna młoda prosiła rodziców o wybaczenie dawnych przewinień i dziękowała im za wychowanie. W niektórych regionach klękała przed nimi i całowała ich w ręce lub nogi.

Nie wszędzie jednak obrzęd wyglądał tak samo. W części przekazów podobną ceremonię przechodził również pan młody - kłaniał się swoim rodzicom, prosił o przebaczenie i błogosławieństwo. Bywało też, że para występowała przed rodzicami wspólnie.

Samo błogosławieństwo mogło mieć bardzo uroczystą oprawę. Rodzice czynili nad młodymi znak krzyża, skrapiali ich wodą święconą, a podczas obrzędu wykorzystywano także chleb, sól czy religijne obrazy. W niektórych miejscach młodzi trzykrotnie obchodzili stół lub izbę, gdzie indziej po trzy razy kłaniali się rodzicom. O szczegółach decydowała lokalna tradycja.

A co, jeśli rodziców już nie było?

Jeśli panna młoda nie miała już rodziców, przed ślubem mogła odwiedzić ich grób i poprosić o przebaczenie oraz błogosławieństwo. W niektórych regionach na cmentarz szła w towarzystwie druhen. Modliła się przy grobie i zwracała do zmarłych rodziców tak, jak robiłaby to podczas tradycyjnego obrzędu w domu.

Śmierć rodziców nie oznaczała jednak, że byli całkowicie wyłączeni z ważnych wydarzeń rodzinnych. W dawnych wierzeniach pojawiało się przekonanie, że zmarły rodzic może przybyć na wesele i w symboliczny sposób uczestniczyć w błogosławieniu swojego dziecka.

Chleb i cukier na "słodkie" życie

Chleb zajmował ważne miejsce w dawnych obrzędach weselnych. Nie chodziło tylko o jedzenie - miał zapewniać młodym dostatek i chronić ich przed biedą. Dlatego pojawiał się podczas błogosławieństwa, a w niektórych regionach para po uroczystości otrzymywała bochenek, który zabierała ze sobą do kościoła. Zdarzało się też, że chlebowi towarzyszył cukier, aby wspólne życie było "słodkie".

Pieczywo wykorzystywano również podczas samego pożegnania z rodziną. Młodzi mogli klękać przed rodzicami i prosić o przebaczenie, podczas gdy na stole leżały bochenki chleba. W niektórych miejscach para obchodziła z nimi stół trzy razy, a chleb i sól stawały się częścią uroczystego błogosławieństwa.

Symbolika chleba przetrwała zresztą do dziś. Powitanie nowożeńców chlebem i solą jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich zwyczajów weselnych. Chleb symbolizuje dostatek, sól natomiast przypomina, że wspólne życie będzie składało się nie tylko z radosnych chwil.

Zwyczaj przetrwał, ale zmienił sens

Dzisiaj błogosławieństwo rodziców wygląda zupełnie inaczej. Nie ma już obowiązku żegnania wszystkich przedmiotów w rodzinnym domu, a sama ceremonia trwa zwykle kilka minut.

Sens tego zwyczaju również się zmienił. Dawniej oznaczał między innymi symboliczne opuszczenie domu rodzinnego i przejście do rodziny męża. Dziś jest przede wszystkim wyrazem szacunku, wdzięczności i rodzinnego wsparcia przed rozpoczęciem wspólnego życia.

Mimo upływu czasu sama idea pozostała jednak zaskakująco trwała. W wielu polskich rodzinach przed wyjazdem do kościoła młodzi wciąż stają przed rodzicami. Różnica polega na tym, że nie żegnają już całego swojego dawnego świata - ale nadal żegnają pewien etap życia.

Wybrane dla Ciebie