Potrącił 4-latka, przejechał niemowlę. Zaskakująca przeszłość Eugeniusza S. 

- To moje serduszka, dzieci najukochańsze - powiedział "Gazecie Wyborczej" 47-letni Eugeniusz S., który w Boćkach potrącił swojego czteroletniego syna, a trzy lata wcześniej śmiertelnie przejechał 10-miesięczne niemowlę. Po tej ostatniej sytuacji zatrzymano partnerkę mężczyzny, która była poszukiwana listem gończym. Okazuje się, że S. już wcześniej odsiadywał wyrok - za produkcję fałszywych banknotów.

Zaskakująca przeszłość Eugeniusza S.Zaskakująca przeszłość Eugeniusza S.
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images
Aneta Polak

W niedzielę 16 sierpnia na jednej z posesji w Boćkach, podczas cofania samochodem z przyczepką, ojciec potrącił swojego 4-letniego syna. Na szczęście tym razem nic poważnego się nie stało. Chłopca przetransportowano helikopterem do szpitala, a po kilku dniach został wypisany do domu. Kluczowe znaczenie miało to, że chłopiec znalazł się pod kołami lekkiej przyczepki, a nie ciężkiej terenówki.

Policjanci ustalili, że Eugeniusz S. był trzeźwy; został zatrzymany do złożenia wyjaśnień, a następnie wrócił do domu. Jednak sprawa mieszkańca podlaskiej miejscowości na nowo rozgrzała media.

Trzy lata wcześniej, także w sierpniu, w tej samej rodzinie doszło do ogromnej tragedii. Pod kołami zginął wówczas 10-miesięczny syn Eugeniusza S. Ojciec, chcąc podjechać samochodem bliżej domu, potrącił raczkującego syna, który wydostał się z budynku i znalazł się za pojazdem.

W tamtej sprawie Eugeniusz S. odpowiadał za nieumyślne spowodowanie śmierci. Sąd pierwszej instancji skazał go na osiem miesięcy więzienia, ale sąd odwoławczy zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i wymierzył grzywnę w wysokości 2 tys. zł.

Stało się nieszczęście. Nie wiem jak. Nie chcę już o tym mówić - powiedział S. "Wyborczej".

Ukrywała się za belą siana

W tej sprawie pojawił się jeszcze jeden zaskakujący wątek. Po ostatnim zdarzeniu policjanci zatrzymali także partnerkę Eugeniusza S. Okazało się, że kobieta była poszukiwana do odbycia kary za śmiertelny wypadek, w którym zginął jej 3-letni syn. Jolanta U. prowadziła samochód z prędkością około 140 km/h i miała we krwi 2,3 promila alkoholu.

Sąd skazał ją na 6,5 roku pozbawienia wolności. Kobieta nie stawiła się do aresztu, była poszukiwana listem gończym. Gdy mundurowi przeszukiwali posesję w Boćkach, próbowała się ukryć za belą siana.

Przez te trzy lata, które minęły od tragedii, w rodzinie sporo się zmieniło. Małżeństwo rodziców zmarłego chłopca rozpadło się, żona wyprowadziła się do miejscowości bliżej Białegostoku, a w Boćkach został ojciec z dwójką pozostałych dzieci - opisuje "Wyborcza".

Właśnie wtedy do domu wprowadziła się nowa partnerka mężczyzny. Sąsiedzi nie wiedzieli, że kobieta ukrywa się przed policją.

Drukowali pieniądze

"Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że nie była to jedyna tajemnica Eugeniusza S. Okazuje się, że już kilkanaście lat temu rodzina popadła w konflikt z prawem.

W 2009 roku policjanci zlikwidowali u nich drukarnię nielegalnych pieniędzy. Mieściła się ona w budynku gospodarczym, w którym rodzina hodowała gęsi. Wtedy policjanci na terenie posesji odnaleźli przeszło pół tysiąca fałszywych banknotów - informuje "Wyborcza".

Były to m.in. 100- i 200-złotówki oraz banknoty o nominale 50 euro. Zatrzymano cztery osoby, a S. był wówczas poszukiwany listem gończym. Gdy wpadł w ręce policji, skazano go na 5,5 lat pozbawienia wolności.

Mieli piękny dom w centrum Bociek. Sprzedali już dawno. Pewnie zbierali pieniądze na jakąś karę, bo przecież kilkanaście lat temu drukowali tu w kurnikach pieniądze. Podobno z 60 mln euro puścili w obieg, zanim policja ich nakryła. Kuriozum. Serial można by tu o nich nakręcić - mówi "Wyborczej" jeden z sąsiadów.

Po drugim wypadku S. usłyszał zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi mu za to pięć lat pozbawienia wolności.

Wybrane dla Ciebie