Pracował w policji 52 lata. Mówi, jak wyglądała służba w PRL
Emerytowany policjant, asp. szt. Adam Rakowski ma za sobą 52 lata służby w pionie ruchu drogowego. Nigdy nie chciał pracować za biurkiem. Policjant opowiedział o tym, jak wyglądała służba w PRL.
Asp. szt. Adam Rakowski przeszedł na emeryturę w lutym br., 52 lata po tym, jak zdecydował się wstąpić do ówczesnej Milicji Obywatelskiej. Przez cały czas, od stycznia 1974 r., był w ruchu drogowym.
- W latach 70. mieliśmy w Gnieźnie Wołgę i motocykle MZ TS i Tropik. Czasami jechaliśmy we dwóch na Tropiku, ale częściej pełniliśmy służby pojedynczo. Przy kontroli czy przy zdarzeniach trzeba było radzić sobie samemu. Jeśli czegoś nie wiedziałeś, to nie zrobiłeś, nie było telefonów jak teraz. Jeśli był jakiś wypadek czy kolizja, to trzeba było potrafić wsiąść do każdego pojazdu i jakoś go zabezpieczyć - wspomina asp. szt. Rakowski w rozmowie z "Gazetą Policyjną".
- Wtedy posiadanie różnych kategorii prawa jazdy było niemalże obowiązkiem. Poza tym łatwiej przeprowadzać kontrolę, jeśli mamy odpowiednią kategorię i wiemy, jakie elementy sprawdzamy. Aby udrożnić przejazd, czasami trzeba było załatwiać jakiś ciągnik od gospodarza, nie było pomocy drogowej jak dzisiaj. Mimo wszystko pomagaliśmy sobie – dodaje Rakowski.
Weszli na czerwonym świetle prosto pod auto. Szybko okazało się dlaczego
Jak wskazuje emerytowany policjant, w latach 80. i 90. uczestnicy ruchu bardziej uważali na drodze. "Uczono pieszych, jak przechodzić przez jezdnię, na co uważać, kierowcy bardziej skupiali się na prowadzeniu, nie tylko dlatego, że auta nie posiadały systemów wspomagających jazdę, ale dlatego, że rozpraszało ich mniej rzeczy. Teraz wszyscy się spieszą, mimo że są w ciągłym kontakcie" - mówi policjant.
Jest coś, co łączy przeszłość z teraźniejszością – tłumaczenia są nadal podobne. Ktoś spieszy się do szpitala, do pracy, dzieci do szkoły. Albo zdziwieni pytają – dlaczego mnie pan zatrzymał? Zdecydowana większość wymyśla coś, aby uniknąć mandatu, ale część mówi prawdę i policjanci potrafią to rozpoznać - podkreśla policjant z 52-letnim stażem.
Wobec zatrzymanych kierowców asp. szt. Adam Rakowski stosową jedną zasadę.
- Mam taką zasadę, która towarzyszy mi przez wszystkie lata na drodze. Jeśli jesteś uprzejmy wobec kierowcy, to on będzie miły dla ciebie. I to naprawdę działa. Trafiają się różni ludzie. Bywa, że są nerwowi, krzyczą, udowadniają niesłuszność zatrzymania ich do kontroli. Ale gdybym i ja był zdenerwowany, to krzyczelibyśmy na siebie i do niczego by to nie doprowadziło. Spokojnie wysłuchuję kierowcy i pozwalam na to, aby ciśnienie zeszło. Zazwyczaj po chwili się uspokajają i można kontynuować czynności. Nawet jeśli ktoś ewidentnie złamał przepisy, nie ma potrzeby reagować emocjonalnie, skoro i tak zostanie ukarany za swoje wykroczenie – mówi Rakowski.