Józef M. utrzymuje, że asfalt położono na należącej do niego działce, dlatego zdecydował się zniszczyć część nawierzchni. Rolnik podkreśla, że ul. Rybacka biegnie wzdłuż jego gruntu, a on sam nie mieszka przy tej drodze, ma tam jedynie ziemię.
Zdarzenie zarejestrowano na nagraniach, które szybko obiegły sieć. Policjanci zatrzymali 60-latka na miejscu, a on przyznał się do uszkodzenia drogi i zapowiadał, że może zrobić to ponownie.
Do zdarzenia doszło w cichej części gliwickiej dzielnicy Ostropa, gdzie miasto przygotowywało przebudowę ul. Rybackiej. W momencie, gdy na drodze pojawił się sprzęt budowlany i świeżo wylany asfalt, Józef M. wjechał ciągnikiem i pługiem zniszczył ok. 200 metrów nawierzchni.
WIDEONagrali jazdę 43-letniego rolnika. Szok, w jakim stanie prowadził
Rolnik przekonywał później, że nie przejechał przez całą szerokość jezdni. Według jego relacji naruszył jedynie fragment, który miał znajdować się na jego terenie.
Areszt i zmiana zarzutów po nowej wycenie szkód
Po zatrzymaniu mężczyzna trafił do aresztu, gdzie spędził niemal tydzień. Początkowo straty wyceniono na 300 tys. zł, co oznaczałoby, że chodzi o mienie znacznej wartości. Sąd Rejonowy w Gliwicach, na wniosek prokuratury, zastosował wtedy areszt na trzy miesiące.
Później śledczy skorygowali jednak wycenę szkód: oszacowano je na 180 tys. zł, co zmieniło kwalifikację czynu. W tej sytuacji maksymalna kara, o której mowa w sprawie, wynosi do 5 lat więzienia (a nie 10 lat, jak przy stratach przekraczających 200 tys. zł). Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa Gliwice-Zachód.
Rolnik komentował po wyjściu z aresztu, że jego zdaniem decyzja o zwolnieniu zapadła, gdy po stronie organów ścigania nastąpiła zmiana podejścia do sprawy.
Spór o własność gruntu: rolnik kontra miasto Gliwice
Józef M. utrzymuje, że nigdy nie sprzedał fragmentu działki, a do dziś nie dostał za niego pieniędzy. Wskazuje też, że nie ma ani aktu notarialnego, ani wyroku sądu, które miałyby potwierdzać zmianę właściciela.
– Jak mógłbym żałować tego, co zrobiłem? Była to świadoma i przemyślana decyzja. Zaorałem tylko to, co dołożyli na moim gruncie - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim".
Rolnik dodał, że konflikt z miastem trwa od lat. W 2024 r. złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie przywłaszczenia gruntu, a kiedy nie doczekał się rozstrzygnięcia po swojej myśli, postanowił działać sam.
– Chciałbym, żeby w końcu wygrała prawda. Nikt mi w Polsce nic nie dał, sam na wszystko musiałem zapracować. Oni dostali za darmo działki i myślą, że mogą więcej – mówi rolnik.
Władze Gliwic przedstawiają inną wersję. Samorząd podkreśla, że przebudowa ul. Rybackiej ma podstawy prawne, a kwestie własnościowe miały zostać uregulowane w 2001 r. Miasto zapowiada naprawę drogi na własny koszt, ale jednocześnie zamierza domagać się zwrotu poniesionych wydatków. Rolnik odpowiada, że nie zamierza płacić za odtworzenie nawierzchni, bo w jego ocenie droga nie powinna powstać w takim kształcie.
Ciągnik bez rejestracji i zainteresowanie RPO
W trakcie sprawy ujawniono też, że ciągnik użyty przez Józefa M. nie był zarejestrowany i nie miał aktualnego ubezpieczenia OC. Pojazd odholowano na policyjny parking.
Decyzja o aresztowaniu rolnika wywołała szerokie komentarze. Postępowanie wyjaśniające wszczął z urzędu pełnomocnik terenowy Rzecznika Praw Obywatelskich w Katowicach, który miał sprawdzić, czy w sprawie nie doszło do naruszenia wolności i praw człowieka.