Rosja płaci za rekrutów. Nawet 4,2 mln rubli premii

Nawet 196 tys. zł (4,2 mln rubli) premii za podpisanie kontraktu, tysiące złotych prowizji dla pośredników i miliony rubli w budżetach firm. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", w Rosji rozwinął się rynek rekruterów, którzy szukają ludzi gotowych iść na wojnę.

.Rosja płaci za rekrutów. Nawet 196 tys. zł premii
Źródło zdjęć: © Getty Images
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Firmy w Rosji otrzymują limity osób, które mają skierować do kontraktowej służby wojskowej.
  • Komunalna spółka z Chanty-Mansyjskiego Okręgu Autonomicznego przeznaczyła na pośredników 15,5 mln rubli.
  • Rekruterzy docierają m.in. do dłużników i osób szukających sposobu na poprawę sytuacji finansowej.

Rosja potrzebuje nowych żołnierzy, a na ich werbowaniu można coraz więcej zarobić. Regiony i przedsiębiorstwa mają zadania związane z pozyskiwaniem mężczyzn do armii. Firmy, które nie chcą tracić własnych pracowników, szukają kandydatów na zewnątrz i płacą pośrednikom. W grę wchodzą setki tysięcy rubli, a nawet milion za jednego rekruta.

Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", władze regionalne muszą pozyskiwać określoną liczbę ochotników do służby kontraktowej. Wykonanie planu ma znaczenie dla lokalnych urzędników i ich dalszej kariery.

Do werbunku włączane są także przedsiębiorstwa. Niektóre wolą zapłacić za znalezienie kandydatów z zewnątrz, zamiast kierować do wojska własnych, często trudnych do zastąpienia pracowników.


WIDEO
Wyścig Chin i USA o Europę. "Chińczycy pokonali Niemców"

Przykładem są Miejskie Sieci Elektryczne z Chanty-Mansyjska. Spółka przeznaczyła na usługi pośredników 15,5 mln rubli, czyli ponad 725 tys. zł. Za jednego pozyskanego kandydata była gotowa zapłacić 190 tys. rubli, a więc około 8,8 tys. zł.

Najpierw telefon od robota, potem rekruter

Werbowanie kandydatów może zaczynać się od automatycznego telefonu. Robot pyta, czy rozmówca rozważa służbę kontraktową. Jeśli odpowie zgodnie z instrukcją, później kontaktuje się z nim prawdziwy rekruter.

W ten sposób powstają listy potencjalnych kandydatów, nazywane "leadami". Za pojedynczy kontakt pośrednicy płacą od 1000 do 1600 rubli, czyli około 46–74 zł. Następnie próbują przekonać wybrane osoby do podpisania kontraktu.

Rekruterzy interesują się między innymi osobami zadłużonymi, klientami firm udzielających mikropożyczek oraz ojcami zalegającymi z alimentami. Dla ludzi w trudnej sytuacji finansowej wysokie zarobki mogą być argumentem za wstąpieniem do armii.

Kandydatów szuka się również wśród osób odwiedzających strony internetowe poświęcone wojnie. Później do akcji wkraczają pośrednicy, często kobiety lub starsi mężczyźni, którzy próbują przekonać rozmówców do podpisania umowy.

Oprócz pieniędzy mogą obiecywać służbę na zapleczu albo w jednostkach związanych z obsługą dronów. Nie oznacza to jednak gwarancji, że rzeczywiste warunki służby będą zgodne z przedstawioną ofertą.

Ważnym elementem rosyjskiego werbunku są wysokie wypłaty dla samych żołnierzy. Według danych przytoczonych przez Wiorstkę minimalny miesięczny żołd kontraktowego wojskowego wynosi 210 tys. rubli, czyli około 10 tys. zł.

Do tego dochodzą premie regionalne. W Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym za podpisanie kontraktu można otrzymać 4,2 mln rubli, co odpowiada około 196 tys. zł.

W Buriacji premia jest znacznie niższa i wynosi 1,6 mln rubli, czyli niespełna 75 tys. zł. Tak duże różnice pokazują, że regiony konkurują o kandydatów również wysokością oferowanych świadczeń.

Jeszcze większe pieniądze mogą trafiać do pośredników. Według opisywanych informacji w Moskwie firmy są gotowe płacić nawet milion rubli, czyli około 46 tys. zł, za pozyskanie jednego człowieka do służby.

W opisywanym modelu kandydat może najpierw zostać formalnie zatrudniony w przedsiębiorstwie, a następnie podpisać kontrakt z armią. Firma ponosi koszty całej operacji i wypłaca wynagrodzenie pośrednikowi.

To znacznie więcej niż 190 tys. rubli oferowanych przez spółkę komunalną z Chanty-Mansyjska. Stawki zależą od konkretnego zlecenia i możliwości finansowych przedsiębiorstwa.

Rosja od dawna próbuje uzupełniać straty ponoszone na wojnie z Ukrainą. Według zestawienia niezależnego medium Mediazona, przygotowanego we współpracy z rosyjską redakcją BBC, do 9 października 2026 r. liczba zidentyfikowanych rosyjskich żołnierzy poległych w wojnie przekroczyła 276 tys. To dane oparte na potwierdzonych przypadkach, a nie pełny bilans ofiar. Rzeczywista liczba zabitych może być wyższa.

Wcześniej rosyjskie władze sięgały również po studentów. Pod koniec 2025 r. zaczęły pojawiać się doniesienia o werbowaniu młodych ludzi z uczelni i szkół zawodowych do służby kontraktowej.

Kandydatom oferowano wysokie wypłaty i możliwość służby w jednostkach dronowych, a w niektórych przypadkach obiecywano, że nie trafią bezpośrednio na linię frontu. Pojawiały się jednak relacje o presji wywieranej na studentów i obawach, że rzeczywiste warunki będą inne niż przedstawione podczas rekrutacji.

Wybrane dla Ciebie