Najważniejsze informacje
- Bez prądu znalazły się Gelendżik, okoliczne wsie oraz Noworosyjsk; mieszkańcy zgłaszali przerwy w dostawach w całym mieście.
- W Krasnodarze nie działało ponad 70 sygnalizatorów świetlnych z powodu awaryjnego wyłączenia elektryczności.
- W ostatnim czasie ukraińskie drony regularnie atakują Kraj Krasnodarski
Od rana w poniedziałek, 10 sierpnia, w Gelendżyku obowiązywało ostrzeżenie przed możliwym atakiem ukraińskich dronów. W mieście okresowo rozlegały się syreny alarmowe, a plaże zostały zamknięte. W ciągu dnia mieszkańcy zaczęli zgłaszać również problemy z dostawami energii elektrycznej.
Jak informuje serwis Meduza, przerwy w dostawach prądu występowały nie tylko w Gelendżyku, ale także w pobliskich miejscowościach i Noworosyjsku.
Problemy z zasilaniem pojawiły się również w Krasnodarze. Awaryjne odłączenie energii doprowadziło tam do wyłączenia ponad 70 sygnalizatorów świetlnych, co dodatkowo utrudniło ruch na ulicach.
WIDEOMiszczak komentuje odejście Kasi Cichopek i Macieja Kurzajewskiego
Władze Gelendżyka przekazały, że przyczyną awarii były problemy techniczne w nadrzędnej sieci energetycznej. Miejskie centrum zarządzania poinformowało, że doszło do zadziałania automatycznego systemu odłączania obciążenia. To mechanizm, który ma chronić sieć przed przeciążeniem.
O sytuacji informował także sztab operacyjny Kraju Krasnodarskiego. Według jego komunikatu przerwa w dostawach energii miała być krótkotrwała, a zasilanie powinno zostać przywrócone w ciągu około dwóch godzin. Nie podano jednak dokładnych informacji o skali awarii ani o tym, które części miasta zostały dotknięte problemami w największym stopniu.
Ukraińcy atakują rosyjskie miasta. Problemy Putina
Jak przypomina Meduza, w ostatnim czasie ukraińskie drony regularnie atakują Kraj Krasnodarski. 3 sierpnia na plaży w miejscowości Archipo-Osipowka (w rejonie Gelendżyka) miał spaść i eksplodować jeden z dronów; zginęło siedem osób, w tym czworo dzieci, a dziesiątki zostały ranne.
Kolejne incydenty pokazują, że ukraińskie drony są w stanie docierać do rosyjskich miast i kurortów nad Morzem Czarnym. Dla Kremla oznacza to nie tylko problemy militarne, ale także wizerunkowe. Władze muszą mierzyć się z sytuacją, w której mieszkańcy i turyści w popularnych miejscowościach południowej Rosji słyszą syreny alarmowe, a część obiektów jest zamykana ze względów bezpieczeństwa.
Putin ma więc kolejny problem na własnym podwórku. Wojna, którą Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, coraz wyraźniej dotyka także regionów oddalonych od frontu. Ataki dronów zmuszają rosyjskie władze do wzmacniania ochrony infrastruktury, ograniczania działalności części obiektów i reagowania na zagrożenia w miejscach, które do niedawna uchodziły za bezpieczne.