"Skandaliczna sytuacja". Adwokat od "trumny na kółkach" uciekł?
- Mamy do czynienia z sytuacją skandaliczną - tak o sprawie adwokata Pawła Kozaneckiego mówi mł. insp. Wojciech Pasieczny, były policjant Komendy Stołecznej Policji. Skazany mecenas od "trumny na kółkach" nagle zniknął, gdy miał trafić do więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Jest poszukiwany listem gończym.
Adwokat Paweł Kozanecki został skazany w marcu na 1,5 roku więzienia przez Sąd Okręgowy w Olsztynie za spowodowanie wypadku na trasie Barczewo-Jeziorany we wrześniu 2021 roku. Jego samochód marki Mercedes zderzył się czołowo z pojazdem marki Audi. Dwie kobiety, 53-letnia Anna T. oraz jej pasażerka, 67-letnia Barbara N., podróżujące Audi, zginęły na miejscu.
Kozanecki i jego bliscy, z którymi jechał, nie odnieśli żadnych obrażeń. Adwokat zaraz po wypadku nazwał samochód ofiar "trumną na kółkach", co wywołało ogromną burzę.
Mimo prawomocnego wyroku Kozanecki nie trafił do więzienia. Jak ustaliła Wirtualna Polska, mężczyzna wnioskował o odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego (pozwala na to taki wyrok - red.). Chciał też wstrzymania wykonania kary. Sąd nie wyraził zgody. Gdy policjanci udali się do miejsca zamieszkania Pawła Kozaneckiego 21 kwietnia, okazało się, że go tam nie ma. Wydano za nim list gończy, poszukiwania trwają.
Paweł Kozanecki poszukiwany. Ekspert: Skandal
- Sam wyrok jest dla mnie bardzo dziwny - dwa lata kary zamienione później na półtora roku. Jeżeli sędzia w sądzie okręgowym, podczas rozprawy apelacyjnej, tłumaczył, iż oskarżony jechał dobrym samochodem i miał prawo nie wiedzieć, z jaką prędkością się porusza - to jest to dla mnie po prostu skandal. Takie uzasadnienie budzi poważne wątpliwości - ocenia w rozmowie z o2.pl mł. insp. Wojciech Pasieczny, emerytowany policjant, który przepracował w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji.
- Mam w związku z tym pytanie do sądu: od jakiej wartości samochodu kara staje się niższa? Czy oznacza to, że osoby jeżdżące tańszymi samochodami, bo nie stać ich na lepsze, będą karane surowiej, a osoby zamożniejsze łagodniej? Czy tak należy to rozumieć? - dodaje.
Przypomnijmy, że rzeczywiście sędzia Karol Radaszkiewicz tłumaczył, iż sprawca jechał samochodem "powszechnie odbieranym jako wypas", wyposażonym w różnego rodzaju zabezpieczenia. Dodał, że prowadzący taki samochód mogą nie odczuwać prędkości i ulegać złudzeniu, że jadą bardzo wolno.
Sąd Okręgowy w Olsztynie potwierdził, że oskarżony "nie obserwował dostatecznie przedpola samochodu i nie utrzymał koncentracji uwagi na sytuacji na drodze, przez co przekroczył podwójną linię ciągłą i zjechał na przeciwny pas ruchu", ale nie doprowadził do wypadku w sposób umyślny. Zdaniem sądu naruszył przepisy ruchu drogowego na skutek nieuwagi.
- Dziwi mnie postawa tego "prawnika", a więc osoby z wyższym wykształceniem, która zna wszystkie niuanse prawa. Jako obywatel powinien sam zgłosić się do odbycia kary. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją skandaliczną. W mojej ocenie Okręgowa Rada Adwokacka powinna rozważyć jego usunięcie z zawodu - zauważa Pasieczny.
Przypomnijmy, że sąd orzekł od oskarżonego na rzecz siedmiorga oskarżycieli posiłkowych (bliskich ofiar wypadku) nawiązki w kwotach od 5 do 30 tys. zł w zależności od stopnia pokrewieństwa.
Gdzie jest adwokat od "trumny na kółkach"?
Nasz rozmówca przyznaje, że zdarzają się sytuacje, kiedy dochodzi do ucieczek osób z zarzutami lub z wyrokiem. - Być może ten człowiek opuścił kraj. Być może wybrał jakąś drogę ucieczki - trudno powiedzieć. Jedno jest pewne - należy zrobić wszystko, aby jak najszybciej go zatrzymać i doprowadzić do odbycia kary - przyznaje ekspert.
Nawet zakaz opuszczania kraju w takich przypadkach nie zawsze jest skuteczny. - Należy pamiętać, że w ramach Unii Europejskiej można swobodnie się przemieszczać na podstawie dowodu osobistego, którego nikt mu nie zatrzyma. Jeśli podróżuje samochodem, kontrole graniczne w praktyce nie funkcjonują. W związku z tym nawet taki zakaz może być łatwy do obejścia. Z drugiej strony, poruszanie się w obrębie Unii ułatwia również zatrzymanie takiej osoby i jej sprowadzenie do Polski - wskazuje ekspert.
Wirtualna Polska podała, że Kozanecki był niedawno widziany przez świadków w Dziwnowie, gdy policja próbowała go doprowadzić do więzienia. - Prawdopodobnie ma tam rodzinę, są dwa adresy, które policja powinna sprawdzić - powiedział informator. Policja przekazała, że analizuje sprawę.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl