Sprawą śmierci 11-letniej Polki w miejscowości Platanias w rejonie Chanii (na Krecie) żyje cała Grecja. Ze wstępnych ustaleń greckich służb wynika, że dziecko utopiło się w hotelowym basenie.
Nieprzytomną i nieoddychającą 11-latkę w wodzie znaleźli goście hotelowi. Mimo szybkiej reakcji i reanimacji, którą kontynuowali ratownicy, życia dziewczynki nie udało się uratować. Polka zmarła w drodze do szpitala.
W związku ze sprawą greckie służby przesłuchały rodziców dziewczynki w wieku 45 i 41 lat, a także pracowników hotelu. W grupie tej byli m.in. 45-letni kierownik operacyjny oraz 22-letnia ratowniczka z Grecji.
Z relacji świadków, do której dotarł "Polsat News" wynika, że młoda kobieta mogła opóźnić akcję ratowniczą. Udzielający pomocy dziewczynce Polacy twierdzą, że ratowniczka "stała jak wryta" i nie reagowała na wezwania np. o podanie AED.
Z naszych informacji wynika, że w sprawę śmierci nastoletniej Polki zaangażowane są polskie służby, w tym służby konsularne. Greckie organy przekazały wiadomość o śmierci 11-latki konsulowi RP. Potwierdzają to przedstawiciele MSZ.
Informujemy, że Konsul RP w Atenach został poinformowany o sprawie - przekazali o2.pl pracownicy Biuro Mediów i Komunikacji Społecznej MSZ.
MSZ nie ujawnia, jaki jest zakres działań polskich służb. Przedstawiciele resortu nie wykluczają, że w działania zostanie zaangażowany polski wymiar sprawiedliwości po "analizie odpowiednich dokumentów"