Zakopiańska policja wszczęła postępowania po wydarzeniach z 22 sierpnia na trasie prowadzącej do Morskiego Oka. Jak przekazał "Gazecie Wyborczej" rzecznik policji Roman Wieczorek, funkcjonariusze analizują zachowania uczestników protestu, a o ewentualnych karach zdecyduje sąd.
W tle pozostaje spór o przewozy konne w rejonie Tatr. Aktywiści z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) domagają się zakończenia takiego transportu, wskazując na kwestie dobrostanu zwierząt. Fiakrzy, część mieszkańców i przedstawiciele władz podkreślają z kolei, że przewozy odbywają się według określonych zasad, a konie mają podlegać kontrolom i ograniczeniom pracy.
Kulminacja konfliktu nastąpiła 22 sierpnia, gdy przeciwnicy przewozów konnych pojawili się na drodze do Morskiego Oka i zajęli jezdnię. Protestujący oczekiwali wstrzymania przejazdu zaprzęgów na czas zgromadzenia, ale droga nie została zamknięta.
WIDEOBurza o konie z Morskiego Oka. Ministra zabrała głos
W pewnym momencie policjanci zaczęli usuwać osoby blokujące przejazd. Sytuacja stała się napięta. Doszło do przepychanek i szarpaniny, a funkcjonariusze jednocześnie zabezpieczali ruch oraz reagowali na konflikt między protestującymi i osobami sprzeciwiającymi się ich działaniom.
Wojewoda o granicach protestu i słowie "inspektor"
Do działań na drodze odniósł się wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar. Wskazywał, że organizację ruchu na drogach publicznych regulują przepisy i że nie mogą jej zastępować decyzje podejmowane przez osoby prywatne.
Nie mogę stanąć na peronie w Zakopanem czy w Krakowie Głównym i oświadczyć: pociąg dzisiaj nie pojedzie, bo ja tak uważam - mówił "Wyborczej" Krzysztof Klęczar, porównując blokadę przejazdu do samodzielnego wstrzymywania innych środków transportu.
Wojewoda podkreślał też, że jeśli istnieją podstawy do zatrzymania przewozów, powinny zająć się tym odpowiednie służby. Oceniał przy tym interwencję policji jako skuteczną, grzeczną i zdecydowaną, a swoje stanowisko zawarł w piśmie skierowanym m.in. do ministra spraw wewnętrznych oraz premiera.
Krzysztof Klęczar zwracał również uwagę na używanie przez niektóre osoby określenia "inspektor" oraz nazwy "inspekcja" w różnych formach. Jego zdaniem może to utrudniać obywatelom rozróżnienie, czy mają do czynienia z przedstawicielem państwowych służb, czy organizacji społecznej. Zapowiadał wnioskowanie o unormowanie tej kwestii.
118 wykroczeń: jakie zarzuty analizuje zakopiańska policja
Rzecznik zakopiańskiej policji Roman Wieczorek poinformował, że w związku z protestem prowadzone jest 71 spraw dotyczących łącznie 118 wykroczeń. Na obecnym etapie to postępowania prowadzone przez policję, a dopiero sąd rozstrzygnie o konsekwencjach.
Funkcjonariusze wskazują m.in. na takie zachowania jak:
- blokowanie lub utrudnianie ruchu na drodze,
- ignorowanie poleceń wydawanych przez policjantów,
- brak podporządkowania się poleceniom organizatora zgromadzenia,
- wprowadzanie funkcjonariuszy w błąd.
Policja podkreśla, że odpowiedzialność ma być oceniana indywidualnie. W praktyce sąd będzie musiał ustalić m.in., kto znajdował się w konkretnym miejscu, jakie polecenia otrzymał, czy mógł je usłyszeć, czy się do nich zastosował oraz czy jego zachowanie spełniało przesłanki danego wykroczenia.
DIOZ zapowiada pozew i demonstracje w Warszawie
DIOZ utrzymuje, że protest został zgłoszony, a służby miały zostać poinformowane o planowanej blokadzie. Organizacja w komunikacie w mediach społecznościowych zarzuciła policji siłowe usuwanie protestujących z jezdni i zapowiedziała działania prawne.
"DIOZ pozwie Skarb Państwa i będzie dochodzić 1 miliona złotych" - zapowiedzieli aktywiści, wiążąc sprawę z oceną działań funkcjonariuszy podczas interwencji.
Równolegle organizacja planuje przeniesienie protestu do Warszawy. W piątek 4 września mają odbyć się demonstracje najpierw pod Ministerstwem Środowiska, a następnie pod Kancelarią Premiera RP.