Stracił córkę w ataku na szkołę. "Moja dziewczynka została spalona"
Aż 165 osób zginęło w ataku na szkołę dla dziewcząt w Minabie. Iran oskarżył o atak Izrael i Stany Zjednoczone. Portal Middle East Eye rozmawiał z ojcem z ofiar. - Mogliśmy ją rozpoznać tylko po szkolnym plecaku, który wciąż trzymała. Była całkowicie spalona - mówił mężczyzna.
Do ataku na szkołę dla dziewcząt w Minabie doszło w sobotę (28 lutego) - pierwszym dniu operacji USA i Izraela przeciwko Iranowi. Na budynek spadły bomby. Zginęło 165 osób, z czego większość to uczennice. Kilkadziesiąt osób zostało rannych. We wtorek odbyły się uroczystości pogrzebowe. Portal Middle East Eye rozmawiał z bezpośrednimi świadkami zdarzenia. Z ich relacji wynika, że w szkołę uderzyły dwie rakiety.
Kiedy pierwsza bomba uderzyła w szkołę, jedna z nauczycielek i dyrektorka przeniosły grupę uczennic do sali modlitewnej, aby je chronić - powiedział ratownik z Czerwonego Półksiężyca. - Dyrektorka zadzwoniła do rodziców i powiedziała im, żeby przyjechali odebrać dzieci. Ale druga bomba uderzyła również w to miejsce. Przeżyła tylko niewielka liczba tych, którzy tam się schronili - dodał.
Swoje dziecko w wyniku ataku na szkołę stracił Rohollah (imię zmienione). Twierdzi, że jego córka przeżyła pierwszy atak, ale zginęła w drugim.
Moja mała dziewczynka była całkowicie spalona. Nic z niej nie zostało. Mogliśmy ją rozpoznać tylko po szkolnym plecaku, który wciąż trzymała. Była całkowicie spalona - powiedział mężczyzna.
Ojciec dziewczynki powiedział, że jego córka chciała zostać w przyszłości lekarzem. Niestety, nie spełni swojego marzenia.
Iran oskarżył Izrael i USA o atak na obiekt. Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że siły jego kraju "nie celowałyby umyślnie w szkołę". W sprawie ma zostać wszczęte śledztwo, które wyjaśni okoliczności tragedii. Zgodnie z prawem międzynarodowym każdy, celowy atak na szkołę, szpital lub inny obiektów cywilny nosi znamiona zbrodni wojennej.